Kto ma kulture w dupie czyli słów kilka o polityce i sztuce

Cześć,  przyjaciele. Żal mi strasznie , że muszę o tym pisać , ale nasz rząd nie szanuje kultury. Mówiąc wulgarnie,  rząd ma kulturę w dupie! Oto kilka dowodów potwierdzających moją tezę: Kongres Kultury nie był wspierany z państwowych pieniędzy a minister kultury nie zaszczycił go swoją obecnością, zarówno premier jak i prezydent oraz minister kultury (Piotr Gliński) nie pojawili się na gali rozdania  nagród literackich Nike 2016, wydarzenie bezprecedensowe w historii tej uroczystości. Mało tego, jedyne, co prezydent Andrzej Duda powiedział po śmierci Andrzeja Wajdy to pozwolę sobie zacytować : „żałuję, zmarł dobry reżyser”, również minister kultury zaledwie tyle miał do powiedzenia o śmierci wielkiego artysty.  Boże, Andrzej Wajda był wybitnym twórcą filmowym a nie tylko dobrym. Ponad to a może przede wszystkim był  wielkim patriotą i sumieniem narodu. Jeśli pan Piotr Gliński tego nie wie, to znaczy , że nie nadaje się na ministra kultury! Gdybym ja była premierem,  facet już by wyleciał ze stanowiska i to z hukiem. Wielka szkoda , że pani premier Beata Szydło go nie wywali. Moim zdaniem powinna to zrobić. Zresztą cała partia rządząca gardzi sztuką. Wspiera jedynie tych twórców i te wydarzenia artystyczne, które są zgodne z ich linią polityczną, pozostałe zaś stara się dyskredytować, ignorować bądź cenzurować. Taka postawa bardzo boli, ponieważ jako autorka tego bloga jestem zarówno odbiorcą jak twórcą i recenzentem kultury. Dlatego w pełni popieram protest artystów przeciwko cenzurze, który odbył się w sobotę   (8 . 10. 2016r.) pod Pałacem Kultury w Warszawie pod hasłem  „Tu nie będzie smutnego miasteczka”. Z ostatniej chwili: w środę 19. 10. 2016r.  „Wiadomości” w  programie pierwszym telewizji polskiej, czytaj rządowej,  materiał o pogrzebie Andrzeja Wajdy nadały dopiero pod koniec programu. Oto kolejny dowód pogardy Rady Ministrów wobec kultury,  wstyd drogi rządze! Arabela.

 

 

 

 

Pokemonobranie

Witam wszystkich po drugiej stronie monitorów.  Do tej pory celowo ignorowałam na moim blogu temat gry ” Pokemon go” i jej popularności , gdyż nigdy nie byłam fanką tej serii. Kiedy jednak pokemony z siłą wodospadu zalały Yutube i prasę np. (Uroda życia nr 10 2016r.),  zdałam sobie sprawę , że tej mody dłużej nie mogę ignorować!  Jako blogerka staram się być na czasie.  Wyżej wymieniona aplikacja na telefon  była hitem tegorocznych wakacji, przyciągnęła już ponad 100 milionów graczy. To świetna reklama dla nowego filmu o pokemonach, który pojawi się w 2017 roku. Scenariusz do niego tworzy autor serialu „Wodogrzmoty małe”;  ciekawa jestem jak to zmieni opowieść o zbieraniu cudacznych stworków? Bo na bank ją zmieni. Kibicuję temu projektowi, gdyż bardzo lubię animację „Wodogrzmoty małe”.  Jeśli nowe pokemony będą w podobnym stylu,  może też je polubię? Zobaczymy.  Moim komentarzem do  zbzikowania świata na punkcie Pokemonów jest piosenka Skaldów z jednym zmienionym słowem „Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go” a teraz zamiast słowa króliczek wstawcie pokemon i wszystko jasne,  prawda? Jeśli podoba wam się zmieniony refren piosenki „Króliczek”,  napiszcie o tym w komentarzu. Pozdrawiam,  Arabela.

Ruda w nowej odsłonie

Witka, kochani.  W kalendarzu mamy już  październik ale ja cofam się  pamięcią o miesiąc.  Początek września był  niefartowny,  zachorowałam i z tego powodu nie poszłam na eliminacje do  „Jaka to melodia?”. Po prostu nie czułam się na siłach  , ale pewien film  poprawił mi samopoczucie . Balsamem dla duszy okazała się nowa ekranizacja „Ani z zielonego wzgórza” ( rocznik 2016).  Seans był bardzo miły mimo drobnych niedogodności ( brak polskiego lektora) . Wiem, że nowa produkcja zawiodła wiele osób , gdyż oczekiwały wiernej adaptacji powieści, takiej jak film z 1985 roku , który  widziałam i mam do niego sentyment.  Nowa wersja  mimo, że nie może być brykiem z książki, warta jest obejrzenia . Polecana przeze mnie „Ania z zielonego wzgórza” jest zrobioną na luzie wersją klasycznej historii, wzbogaconą o nowe epizody bądź odmiennie przedstawione. W tym filmie lepiej niż w starej ekranizacji oddano realia epoki oraz temperament Ani. Reżyser konsekwentnie  ukazuje  opiekunów Ani ( Marylę i Mateusza) jako  niezamożnych farmerów, co znajduje odbicie  w skromniejszym wyglądzie zarówno domu bohaterów jak też ich strojów. Częściej oglądamy ich oraz Anię  przy codziennych  gospodarskich zajęciach takich jak: dojenie krów, karmienie świń czy prace polowe. Niewtajemniczonym przypominam, że początkowo Maryla z bratem zdecydowali się przyjąć  pod swój dach sierotę (chłopca), żeby mieć tanio pomoc do prac gospodarskich. Co się tyczy tytułowej bohaterki, którą mimo jej wad bardzo lubię, to w nowej ekranizacji bardziej zauważalny jest jej upór i wybuchowy temperament niż w klasycznej wersji, przez co staje się pełnokrwistą postacią (brawa dla aktorki).    Martin Sheen  świetnie wcielił się w rolę Mateusza.  Kolejnym plusem filmu są piękne krajobrazy wyspy. Szczególnie zapadła mi w pamięć scena zimowa (duży ładunek dramatyczny), obejrzyjcie a przekonacie się sami.  Ponadto film jest już dostępny po polsku ( lektor). Jeśli jeszcze wahacie się czy go zobaczyć , polecam jako fajny relaks po: pracy, szkole, albo polowaniu na pokemony z telefonem w ręku. Pozdrawiam Arabela.

 

 

 

„Serial jako kronika czasu”

„Rodzina zastępcza” to jeden z dłużej emitowanych polskich seriali ( lata emisji 1999- 2009).  Przez prawie 11 lat w osiemnastu sezonach pokazano 329 odcinków . Można pokusić się o stwierdzenie , że ta seria jest swoistą kroniką czasów, w których powstała. Prawda czasu stała się prawdą ekranu. Zmiany społeczne i obyczajowe odbijały się w serialu jak w  lustrze. Filmowe dzieci dorastały na oczach widzów. Sama jako widz czułam głęboką więź z bohaterami wyżej wymienionej produkcji. Na przykładzie serialu  dobrze widać, w jaki sposób film lub serial może po latach stać się   swoistą kapsułą czasu dla kolejnych pokoleń.                                                                                                             

Przez wiele odcinków przewijał się w nim  wątek przystąpienia Polski do N.A.T.O .  Kiedy nasz kraj dołączył do tej ważnej i prestiżowej organizacji militarnej,  temat zszedł na dalszy plan.  W zamian za to w filmie pojawiły się treści o Unii Europejskiej w kontekście naszych aspiracji do świata zachodu .  Podobnie jak w przypadku Paktu Północnoatlantyckiego  motywowi przyjęcia  Polski do  Unii Europejskiej poświęcono  dużo  odcinków.  Odniosłam wrażenie , że serial powoli oswajał widzów ze zmieniającym się światem, pozwalając lepiej go zrozumieć i poznać.

Rejestrowane na ekranie zmiany  w życiu tytułowej rodziny  zastępczej stanowiły lustrzane odbicie dynamiki przemian zachodzących w  naszej ojczyźnie. Wiele innych zjawisk, zarówno kulturowych jak  obyczajowych, na przykład rosnąca popularność Internetu też było ważnym elementem życia bohaterów tej produkcji . Kiedy kawiarenki Internetowe wyrastały w Polsce jak grzyby po deszczu, w serialu najstarsza córka Ani i Jacka,  Majka, razem z mężem,  Kubą, rozpoczęli taką działalność gospodarczą .                                                                                                                                                    

Przygody rodziny Kwiatkowskich zawsze podążały za trendami aktualnymi w prawdziwym życiu. Ten zabieg sprawił, że granice pomiędzy fikcją a rzeczywistością się zacierały. Widzowie mogli poczuć się tak,  jakby znajdowali się w samym środku akcji,  gdyż  ich bieżące problemy miały swoje odzwierciedlenie w losach bohaterów. To część uroku wyżej wymienionego serialu.                                

Podczas dekady emisji „Rodziny zastępczej” Polska zmieniała się jak w kalejdoskopie. Polityka  wewnętrzna również  odbiła się echem na małym ekranie.  W jednym z odcinków posterunkowy zastanawia się , która partia wygra wybory? Jako koniunkturalista  chce zapisać  się do tej , która ma największe szanse na dojście do władzy,  żeby dzięki niej  łatwej  awansować .

Kolejnym razem nasz nierozgarnięty policjant marzy, by zostać pracownikiem C B A,  w swych staraniach  o upragnioną  posadę nie przebiera w  środkach kosztem tytułowej rodziny.  Inny odcinek poświęcono  lustracji, podejrzenie padło  na Jadzię, kuzynkę Ani. Wiele  łez popłynęło zanim oczyszczono ją z fałszywych  zarzutów współpracy z SB.                                                                               

Teść Elizy, Włodek,  z zawodu poseł,  wzbogacił serial o kulisy życia sejmu.  W „Rodzinie zastępczej” są też liczne aluzje do popkultury.  Jędrula,  producent  filmowy, realizuje serial pod tytułem „Z jak zazdrość”,  to wyraźne nawiązanie do popularnego „M jak miłość”.  Kreowane  przez media  mody  na określony styl życia, sposoby  samorealizacji i rozwiązywania problemów  znajdują  swe odbicie w  pomysłach Alutki. Poetka testuje różne lansowane trendy na sobie i mężu,  od psychoterapii  i hipnozy poczynając  poprzez  jogę , wegetarianizm na powrocie do natury (bez prądu i bielizny) kończąc.  Bohaterka interesuje się wszystkim powierzchownie i jedynie przez krótki czas. Jej postawa to świetna ilustracja  stosunku części społeczeństwa do popularyzowanych przez kolorowe magazyny i telewizję licznych „życiowych”  poradników;  płytki, bezkrytyczny i przede wszystkim chwilowy. Mimo tego a może właśnie dlatego artystkę da się lubić, gdyż (choć trudno się do tego przyznać) sami czasem wykazujemy się słomianym zapałem do lansowanych idei.                                                                  

Co nas kręci w  polskich serialach obyczajowych?  Sądząc po  niesłabnącej popularności  „Rodziny zastępczej” raczej nie szukamy w nich luksusu i egzotyki, namiętnych zdrad i morderczych intryg (żadnej „Mody na sukces”) a jedynie ciepła i życzliwej refleksji nad bieżącymi problemami zwykłych ludzi, do czego zachęcam przy oglądaniu serialu.                                                      

 Katarzyna Światkiewicz

Recenzja serialu

Serial „Rodzina zastępcza” to pełna ciepła i tolerancji opowieść o przygodach niebanalnej rodziny państwa Kwiatkowskich . Ich spokojne życie wywraca się do góry nogami , kiedy stają się tytułową rodziną zastępczą dla: Romka,  Zosi i Elizy. Oprócz tej gromadki Ania i Jacek mają dwóję biologicznych dzieci:  Majkę i Filipa. Romek jest Cyganem,  Zosia pochodzi z  Mongolii  a Eliza jest Murzynką , rodzina staje się wielokulturowa!                                                                                                                                            Po zmianie miejsca zamieszkania Ania i Jacek poznają  nowych sąsiadów : Jędrulę i Alutkę producenta  filmowego i poetkę , bezdzietne małżeństwo). Ta ekscentryczna para wnosi do serialu dużą dawkę humoru i nieoczekiwanych zwrotów akcji.                     

Wielką zaletą „Rodziny zastępczej” jest świetny duet aktorski Gabrieli Kownackiej  i Piotra Fronczewskiego. Odcinki bez udziału pani Gabrieli  to już nie ten sam klimat. Maryla Rodowicz jako ciocia Ula też jest jedyna w swoim rodzaju. Bohaterka pracuje jako urzędniczka w ministerstwie obrony narodowej ( naczelnik wydziału), ma trudny charakter,  kocha armię i  wojskowy dryl. Twarda dama jest pełna sprzeczności, w czasie wolnym lubi oglądać telenowele i skrycie marzy o miłości.  Kolejną barwną postacią serialu jest pan posterunkowy, grany przez Jarosława Boberka. Nie grzeszy dużym intelektem, bywa przekupny i jest ciągle na tropie zwykle nieistniejących afer. Nic dziwnego, to policjant, gapa i ciamajda , ale swój. Wachlarz jego wątpliwych zalet równoważy dobre serce. Postać posterunkowego ociepla wizerunek policji. „Rodzina zastępcza” to jeden z dłużej emitowanych polskich seriali ( lata emisji 1999- 2009).  Przez prawie 11 lat w osiemnastu sezonach pokazano 329 odcinków . Można pokusić się o stwierdzenie , że ta seria jest swoistą kroniką czasów, w których powstała. Prawda czasu stała się prawdą ekranu. Zmiany społeczne i obyczajowe odbijały się serialu jak w  lustrze. Filmowe dzieci dorastały na oczach widzów. Sama jako widz czułam głęboką więź z bohaterami wyżej wymienionej produkcji.       

„Rodzina zastępcza”   to serial familijny, który łączy pokolenia. Widzowie w każdym wieku znajdą w nim coś dla siebie . Serial  kruszy  mury nietolerancji rasowej i kulturowej.  W obecnych czasach, kiedy  rasizm,  ksenofobia i inne uprzedzenia coraz częściej dochodzą do głosu,  takie przesłanie jest bardzo potrzebne. Wiem, że to stary serial (ale jary) a w telewizji zawsze modne są nowości, ale jak mawiała Coco Chanel:  „Moda przemija a styl pozostaje”. Ta zasada dotyczy nie tylko strojów,  filmów i seriali też. Przygody rodziny Kwiatkowskich pomimo upływu lat nie tracą uroku. Kształtowanie postaw otwartych wobec świata i walka ze stereotypami stanowi o sile tej produkcji. Podsumowując „Rodzina zastępcza” wyróżnia się na tle innych polskich seriali komediowych z przełomu 20 i 21 wieku, poruszane w niej wątki etyczne i   obyczajowe mają charakter ponadczasowy .Ciepło emanujące z relacji międzyludzkich sprawia, że różne grupy wiekowe mogą oglądać ten serial z uśmiechem na twarzy. Myślę , że  magiczna mikstura, złożona z tolerancji i pozbawionego złośliwości humoru jest tajemnicą sukcesu serialu.  Dlatego  polecam „Rodzinę zastępczą”  z  całego serca. Katarzyna Światkiewicz .

Druga młodość czarownicy

Cześć kochani,  to już mój 70- wpis (mały jubileusz) a  do tego mamy wakacje, dwa powody do radości w pakiecie! Pamiętacie czarownicę Sabrinę? To tytułowa bohaterka serialu „Sabrina nastoletnia czarownica”  (emitowano go w latach 1996- 2003). Mieszkała z dwiema ciotkami i gadającym kotem, chodziła jednocześnie do  szkoły normalnej i magicznej, co powodowało szereg zabawnych sytuacji. Oprócz wzmiankowanego serialu powstały trzy filmy kinowe oraz dla nieco młodszych animowany serial i jego wersja pełnometrażowa. Od dłuższego czasu nie emitowano żadnych produkcji z udziałem tej postaci, ponieważ czarownica wyszła z mody. Nadszedł czas kolejnych postaci obdarzonych talentem magicznym z Harrym Potterem na czele. Jak wiadomo moda wraca jak bumerang, dlatego nie byłam zaskoczona, kiedy parę dni temu skacząc po kanałach zobaczyłam serial animowany pod tytułem „Sabrina:  sekrety nastoletniej czarownicy”  (wyprodukowany w 2013 roku). Dzięki animacji komputerowej nowa wersja, mówiąc językiem młodzieży, jest wypasiona. Innymi słowy wygląda bardziej efektownie od pierwowzoru z 2002r.  a nowe przygody młodej czarownicy są równie komiczne i magiczne jak w starych filmach. To udany reeboot, przyjemny dla oka i duszy, który może oczarować młodą widownię (zwłaszcza żeńską).  Cieszę się , że kolejna bliska mi filmowa postać zyskuję drugą młodość. Jeśli też oczarowała was kiedyś Sabrina, napiszcie o tym w komentarzu. Pozdrawiam i do następnego razu.  Arabela.

 

 

 

Dinozaur u płotu

Witam ponownie, upał mąci mi myśli, mimo tych niedogodności mam zamiar pisać z sensem. Jakiś czas temu obiecałam wam wpis o nowej odsłonie przygód rodziny Flinstonów, słowo się rzekło, kobyłka u płotu (a właściwie dinozaur u płotu). Powrót na ekran mojej ulubionej, animowanej familii z epoki kamienia łupanego był dla mnie dużą niespodzianką (bardziej zaskakującą niż wynik meczu Polska – Niemcy na tegorocznym euro; liczyłam na wygraną naszych lub remis, no i był remis).  Gdyby ktoś spytał mnie jeszcze dwa lata temu, czy kiedyś zobaczę nowy film rysunkowy o Filnstonach, nie wiedziałabym jak obstawiać, ponieważ pod koniec starej serii Fred i Wilma mają już wnuki i adoptowanego syna! Jednak nasza prehistoryczna rodzina wraca na ekran po latach, więc wyzerowano licznik – „Flinstonowie: wielkie łubu-dubu” to nowe otwarcie  serii czyli reeboot,  jak to nazywają w branży filmowej. Fred i Wilma  znów są  młodymi rodzicami. W sieci panuje moda, by narzekać na wznowienia starych animacji.  Nie zamierzam tego robić! Owszem, szata graficzna jest gorsza niż w klasycznych odcinkach ale klimat filmu jest super. Wakacyjne perypetie nierozłącznych sąsiadów przeplatają się z karierą Freda i Barneya w zawodach wrestlingu. Trochę szkoda, że mało uwagi poświęcono  najmłodszym bohaterom.  Podobnie jak na filmie „Muminki na Riwierze”, w czasie sensu bawiłam się świetnie, yabadabadoo! Film polecam nie tylko dzieciom.  Arabela.                                                                                                  

 

 

 

Animowane wakacje z dreszczykiem

Witam wszystkich moich czytelników, miło jest znów chwycić za klawiaturę. Co za ulga, nie muszę pisać o polityce. Wszystkie moje żale do publicznych mediów omówiłam w poprzednim wpisie, jestem wolna jak ptak. Nareszcie mogę zająć się jakimś miłym, luźnym tematem! Bardzo dziękuję za pełne zrozumienia komentarze do tekstu  „Tvp traci widzów jak Titanic pasażerów”. Kochani, macie rację, kabaret można odwołać, ale śmiechu nie. Teraz dla odmiany chcę wam przybliżyć niezwykły serial animowany „Wodogrzmoty małe”. Jest to najbardziej zwariowana produkcja dla dzieci i młodzieży,  jaką w życiu widziałam a jednocześnie opis wakacji idealnych! Warto nadmienić, że tytuł serialu to zarazem nazwa miasteczka, do którego zostaje wysłane na wakacje pewne rodzeństwo. Z pozoru senne, małe miasteczko nie pozbawione jest swoistego uroku. Rozgrywają się w nim historie z  tajemnicami i walką ze złem w tle. Serial bardzo wciąga, bo czego w nim nie ma? Nie brak w nim demonów, zombich, UFO i innych mrożących krew w żyłach atrakcji. Pojawiają się też wątki romantyczne. Na osobną uwagę zasługuje wuj rodzeństwa, opiekujący się nimi na wakacjach. Inna sprawa,  że szczególnie na uwagę policji. Ten oszust i naciągacz z bogatą kartoteką i zakazem wstępu do większości stanów USA wielokrotnie wplątuje dzieciaki w swoje ciemne sprawki. Podobno  na  postawie serialu ma powstać film kinowy, mam nadzieje, że to prawda. „Wodogrzmoty małe” to opowieść w sam raz na lato, ubarwi nawet wakacje w Spale ( wierzcie mi, tam jest naprawdę nudno; wiem, bo byłam). Odcinki serialu można łatwo odszukać na yutube.  Polecam Arabela.

 

 

 

 

 

TVP traci widzów jak Titanic pasażerów.

Cześć przyjaciele, znów muszę darować sobie swoje blogerskie plany. Na razie nie jestem w stanie pisać o nowych Flinstonach, bo po raz kolejny zirytował mnie prezes telewizji polskiej Jacek Kurski. Wczoraj, pierwszego maja, program drugi miał transmitować płocką noc kabaretową i byłam zdeterminowana, żeby ją obejrzeć. To był mój plan na początek majówki. Cieszyłam się z niego jak dziecko, bo lubię kabarety.  Niestety,  transmisję odwołano! Zrobił to mianowany przez Kurskiego nowy szef dwójki, Maciej Chmiel. Rozumiem , że to wasal pana Jacka , który ślepo wykonuje każde polecenie szefa, ale zdjęcie z anteny występów kabaretowych na żywo to samobójstwo telewizji publicznej lub jak mówi rząd narodowej! To właśnie żarty satyryków zapewniały jej wysoką oglądalność. Proponowana nowa opłata za państwowe media to faktycznie podatek od licznika prądu (niezależnie od tego, czy ktoś ma telewizor lub radio czy nie) a nie składka na TVP! Dzięki Bogu jako osoba na wózku jestem zwolniona z tego haraczu. Władza, która boi się śmiechu, to dyktatura a telewizja bez kabaretów jest jak frytki bez soli. Bez smaku! P.s. z polskiego radia znika kolejny lubiany prezenter, Filip Chajzer . Tomasz Zimoch też jest prześladowany, zawieszono go w pełnieniu obowiązków  za obronę prezesa Trybunału Konstytucyjnego,  Andrzeja Rzeplińskiego.  Państwowe media a właściwie propagandowe  media PIS-u  są jak Titanic,  toną!  Arabela.

 

 

 

 

 

Co mi w duszy gra? Vinyl.

Witka internauci, jeszcze niedawno sądziłam , że mam plan najbliższego tekstu. Miałam zamiar pisać o powrocie rodziny jaskiniowców na srebrny ekran w filmie „Flinstonowie: wielkie łubu- dubu” ( animacja z 2015 roku), ale rzucił  mi się w oczy inny,  ciekawy temat.  Moda na seriale z nutką retro. O  „Wielkim łubu- dubu” opowiem w następnym wpisie.  Wracając do manii, którą można określić jako „retro w odcinkach”,  telewizja  polska w marcu wyemitowała serial „Bodo”, natomiast w  lutym na HBO zagościł serial „Vinyl”. Nie będę pisać o  serialu „Bodo” ,  ponieważ widziałam tylko jeden odcinek, to za mało materiału, by wyrobić sobie zdanie! Jeśli chodzi o „Vinyl” znam całość ( 10 odcinków). Akcja serialu jest osadzona w latach 7o- tych xx wieku w Nowym Yorku. Opowiada o losach wytwórni płyt winylowych , która jest na krawędzi upadku! Jej szef walczy o przetrwanie w branży muzycznej, co nie jest  łatwe.  W celu redukcji stresu nasz bohater nurza się w morzu imprez, narkotyków i seksu. Muzyka to ozdoba i zarazem kwintesencja serialu, ponieważ kiedyś gwiazdy muzyki musiały umieć śpiewać! Dziś, niestety, nie jest to konieczne. Może to dlatego produkcje z nutką retro cieszą się tak dużą popularnością? Pozdrawiam ,  Arabela.