Kontynuacja „He-Mena ”: co jeszcze można wymyśleć?

Witka ,ostatnio na Netflixie obejrzałam ciekawy serial animowany „Władcy Wszechświata: Objawienie”.  Jest to kontynuacja serialu „He – Men i władcy wszechświata”,  animacji  z 1983r. inspirowanej serią zabawek dla dzieci. „Władcy Wszechświata :Objawienie” to już trzecia próba powrotu tej fantastyki  na ekrany, dwie nieudane  miały miejsce w 1990r. oraz 2002r. Uwaga: dalsza część wpisu może zawierać spojlery, czytacie na własne ryzyko.                                                                   

W nowej serii fabuła jest wywrócona do góry nogami.  He-Men umiera już w pierwszym odcinku razem ze swoim wrogiem Szkieletorem. Na skutek tego wydarzenia magia na planecie Eternia zaczyna zanikać. Głównymi bohaterkami stają się dwie dziewczyny Tilla i Andra,  które starają się odtworzyć miecz He-Mena, aby ratować świat . Serial ma kontrowersyjne zakończenie , w którym książę Adam czyli He-Men powraca  zza grobu, po czym zostaje ponownie zabity przez Szkieletora. Złoczyńca przejmuje  miecz bohatera, dzięki temu uzyskuje kontrolę nad magią Posępnego Czerepu. To tak przewrotne jakby Gargamel ugotował Smerfy, by przejąć ich moc. Zakończenie „He-Mena i władców wszechświata” stawia fabułę na głowie. Mnie te kontrowersje nie przeszkadzają.  Dwie rzeczy, które nieco psują mi radość to brak polskiego dubbingu oraz mała ilość odcinków, tyko pięć , ale jeśli lubicie intrygujące seriale animowane warto go obejrzeć.   Arabela.

Wolę być wiedźmą niż niewiastą

Cześć , wiecie, że wiedźmy są w modzie dosłownie i w przenośni.  Przeglądając „Glamour”  numer lipiec- sierpień 2021r. natrafiłam na artykuł pod tytułem „Sezon czarownic”.  Pisano tam, że tego lata modne są stroje inspirowane właśnie okultyzmem i adeptkami magii . Wiecie, że słowo wiedźma pochodzi od wiedzy a niewiasta od jej braku czyli niewiedzy.  Nic dziwnego, że pan minister antyedukacji Przemysław Czarnek chce z nas kobiet zrobić niewiasty a nie wiedzmy. Ja wolałabym  być wiedźmą niż niewiastą! Jedyne „Cnoty niewieście” jakie akceptuję to odwaga i niezależność.  Kilku moich przyjaciół na FB w proteście przeciw proponowanej przez Czarnka  indoktrynacji w szkole dodało do swoich zdjęć nakładkę o treści: „mam ugruntowane cnoty niewieście”. Moja mama natomiast twierdzi, że ma ugruntowane cnoty niewieście w podogoniu.                                            Książka „Złodziej Dusz” Anety Jadowskiej bardzo przypadła mi do gustu. To przykład oryginalnej Urban fantasy  umiejscowionej we współczesnej Polsce, głównie w Toruniu i Trójmieście oraz magicznych odpowiednikach tych miejscowości. Duże znaczenie mają w niej wątki kryminalne.  Główna bohaterka Dora Wilk jest przeciwieństwem kobiecego ideału pana Czarna czyli uległej, zajętej kuchnią i potomstwem kobiety bez ambicji. Twarda policjantka i wiedźma, która mimo dysponowania magią płodności nie chce mieć dzieci ale biegle włada magią wojowników. Dwaj faceci jej życia to anioł i diabeł, co nawet w jej świecie jest rzadkością. W skrócie Dora żyje tak, jak chce! Przygody młodej wiedźmy wciągnęły mnie do tego stopnia, że obecnie czytam trzeci tom „Zwycięzca bierze wszystko”. Pewnie niebawem dokupię następne tomy, by doczytać heksalogię o wiedźmie do końca. Pozdrowienia dla organizacji „Wiedzmóchy”,  gnębionej przez durnego ministra oraz dla wszystkich  niezależnych kobiet.  Dora Wilk to świetna patronka na te trudne czasy! Arabela.

„Wizja lokalna” – czyli Sindbad żeglarz w kosmosie

Cześć, wierzyć się nie chce, że to już sierpień. Kartki z kalendarza ulatują jak ptaki. Lato i upały rozgościły się Polsce na dobre a ja znowu się przeziębiłam, ale zanim to nastąpiło przeczytałam „Wizję Lokalną” Stanisława Lema.  Ta bardzo ciekawa książka przypominała mi „Przygody Sinbada żeglarza” tyle że w komosie. „Wizja lokalna” jest w istocie traktatem filozoficznym ,ale jest napisana w  sposób przyjazny dla czytelnika. Opowieść zaczyna się niepozornie.  Astronauta Ijon Tichy  wrócił właśnie z kolejnej podróży kosmicznej i marzy o wakacjach w Szwajcarii .Nie podejrzewa nawet, że te plany będą początkiem jego największej przygody! Mała dygresja: to zabawne, że zdecydowałam się napisać o tej  książce w dniu startu pierwszego komercyjnego lotu w kosmos. Wracając do lektury, w wyniku licznych perypetii Ijon postanawia ponownie odwiedzić dwie planety, na które już kiedyś poleciał:  Kurdladię i Encję, niekiedy zwaną Entropią. Społeczność Kurdlandii jest bardzo prymitywna,  tubylcy żyją w kurdlach  czyli wielkich kosmicznych dinozaurach. Nie mają dużych życiowych aspiracji, gdyż w ich systemie jednostka nie liczy się, jej los został całkowicie podporządkowany celom grupy . Encja jest przeciwieństwem Kurdlandii,  planeta naszpikowana sztuczną inteligencją i wszelką techniką, mającą na celu spełnianie marzeń poszczególnych obywateli . Co ciekawe, w czasach kiedy książkę napisano czyli w 1981r. te dwie planety postrzegano były jako metafory dwóch ustrojów: komunizmu i kapitalizmu. Dziś „Wizję lokalną” możemy czytać jako opowieść abstrakcyjną, tak jak „przygody Sindbada Żeglarza”. Polecam „Wizję Lokalną”, bawi i skłania do refleksji. Arabela.

Bajkowe wspomnienia

Witka,  chcę napisać parę słów o tym,  dlaczego lubię Flinstonów i czemu ostatnio kupiłam sobie płytę DVD  z jaskiniowcami mimo faktu, że niektóre odcinki znam prawie na pamięć? Ten wpis chciałam napisać na Dzień Dziecka, ale przeszkodziło mi w tym szczepienie, więc uznałam ,że lepiej późno niż wcale. Animacje studia Hanna-Barbera  kojarzą mi się dzieciństwem. Jako mała dziewczynka oglądałam je na kasetach VHS.  Do moich ulubionych serii zaliczam Jetsonów i Flinstonów. Dodam, że bardzo lubiłam film „Jetsonowie spotkają Flinstonów” , ponieważ łączył te dwie serie! Co ciekawe kiedy oglądałam „Flinstonów” na kasecie,  nosili polski tytuł „Między nami jaskiniowcami”. Ta animowana rodzinka gościła tak często w moim magnetowidzie,  że się z nią zżyłam  jak niektórzy z „Minionkami” albo „Pokemonami” . Można więc śmiało powiedzieć , że płytę nabyłam z sentymentu. To był powrót do dzieciństwa! Oglądając odcinki po latach doszłam do wniosku ,że serial się nie zestarzał. Na mojej płycie są cztery odcinki serialu,  dwa z nich szczególnie mnie bawią. W pierwszym Fed i Barnney w trakcie wyprawy na ryby zostają połknięci przez  wieloryba. Dopiero widząc na zębie bestii napis: „ Jonasz tu był” zdają sobie sprawę, że znaleźli się w paszczy potwora. W drugim odcinku Wilma i Betty szpiegują mężów w kurorcie narciarskim,  co doprowadza do wielu zabawnych sytuacji.  Treść odcinka świadczy o tym ,że „Flinstonowie” według pierwotnego pomysłu mieli być animacją dla dorosłych a dzieci pokochały jaskiniowców przypadkiem. Arabela.                                                             Ps. Ciekawostka bonus: powstaje nowy film ze „Scooby- Doo” chyba taki, którego się nie spodziewałam.  „Scooby – Doo spotyka Chojraka tchórzliwego psa”. Premiera za granicą we wrześniu,  w Polsce nie wiem,  kiedy.  Jeśli lubicie Scoobiego, Chojraka albo Flinstonów napiszcie o tym w komentarzu.

Zamach na wolne media!

Cześć , przykro mi o tym pisać, ale rząd znowu rozrabia jak pijany zając w kapuście,  psując mi plany i humor. Chodzi o ustawę „Lex T.V.N.”, którą wprowadzono do porządku obrad sejmu wczoraj w nocy (z siódmego na ósmy lipca) .  Kiedy się dowidziałam, że w środku wakacji pod osłoną nocy partia rządząca (PIS) szykuje kolejny zamach na wolne media, przerwałam pisanie tekstu o „Wizji lokalnej” Stanisława Lema i zabrałam się za ten wpis . Są sprawy ważne i ważniejsze.  Lema dokończę później! To co teraz się dzieje to ciąg dalszy afery, którą rząd rozpętał w styczniu albo lutym. Wtedy szukał na telewizję T.V.N  haka za pomocą podatków . Teraz próbują im nie dać koncesji na nadawanie. Na początku roku była akcja „Media bez wyboru”, o której zresztą pisałam i podziałało.  Rząd się cofnął. Może przydałaby się powtórka albo wielka demonstracja uliczna?  Sama nie wiem. Jeśli to ustawowe kuriozum wejdzie w życie, zniknie nie tylko TVN i TVN24 ,ale też HBO i wiele innych kanałów amerykańskich. My, obywatele,  nie możemy na to pozwolić rządowi PiS, ponieważ  prawo do wolnych mediów to jedno z podstawowych praw człowieka gwarantowanych nam przez polską Konstytucję.  Następnym krokiem Kaczyńskiego  będzie zabranie nam Internetu a na to póki żyję,  nie pozwolę. Życie bez wolnych mediów jest jak frytki bez soli, bez smaku i bez sensu. Ja się na to nie zgadzam. Nich żyją wolne media!!! Arabela.

Lektury w Krainie Bezsensu

Witka,  jestem trochę półżywa z powodu drugiej dawki szczepionki na Coronavirusa,  gorączka, katar, kaszel,  te sprawy, więc  wspominki o Flinstonach  przekładamy na następny raz, kiedy będę w lepszej formie. Co sprawiło, że piszę pomimo niedogodności?  Zezłościł mnie pan minister Przemysław Czarnek i jego nowa lista lektur szkolnych. Gdy słucham pomysłów  ministra cieszę się , że nie mam dzieci i znów czuję, że nie mieszkam już w Polsce tyko w Krainie Bezsensu. Tylko tam ma sens napychanie kanonu lektur myślami papieża Jana Pawła Drugiego niczym gęsi kalafiorem kosztem wyrzucania z niego młodzieżowej literatury współczesnej na przykład cyklu „Felix, Net, i Nika” Rafała Kosika.  Sama go nie czytałam, jednak znalazłam na Netflixie film „Felix, Net, i Nika oraz teoretycznie możliwa katastrofa”,  który bardzo mi się podobał. Kto chce wiedzieć więcej na temat serii Rafała Kosika polecam materiał Pawła Dębowskiego z kanału P42.  Jest dostępny na Yutubie i świetnie tłumaczy fenomen serii! Z listy lektur zniknął również „Winnetu” i wiele innych . Moim zdaniem te  działania ministra edukacji to wielki błąd, niestety nie z punktu widzenia PISu. Rządząca prawica chce zamienić szkołę w narzędzie propagandy , a edukację zastąpić prymitywną indoktrynacją. Temu celowi ma służyć również  nieograniczona władza kuratorium.  Gdybym była premierem, wywaliłabym Czarnka ze stanowiska na zbity pysk! Narzekać już nie mam siły,  wracam do czytania „Wizji Lokalnej” Stanisława Lema. Pozdrowienia z Krainy Bezsensu  Arabela.

Świat, w którym Jezus Chrystus nie dał się ukrzyżować

Cześć, kolejną ciekawą lekturą , która ostatnio wpadła mi w ręce jest powieść Jacka Piekary: ”Ja Inkwizytor: przeklęte krainy”.   Zanim przejdę do  omówienia książki przerwa na małą prywatę.  Płyta z „Flinstonami”, o której nie dawno wspominałam już do mnie dotarła więc w następnym wpisie spodziewajcie się omówienia odcinków z płyty oraz  moich wspomnień związanych z serialem „Flinstonowie”.  Wracając do „Przeklętych krain” to było moje pierwsze spotkanie z cyklem inkwizytorskim, wbrew moim obawom całkiem udane. Najciekawszy jest bez wątpienia świat przestawiony ,  zarazem religijny i magiczny ,w którym fanatyzm religijny i przesądy zaciekle tropią i zwalczają wszelką magię.  Mamy tu do czynienia z alternatywnym światem, w którym Jezus Chrystus zamiast umrzeć na krzyżu połamał go i krwawo zemścił się na swoich wrogach. Na skutek takiego rozwoju wydarzeń Inkwizytorzy są szanowani, budzą respekt i strach .Jednak w „Przeklętych krainach” Mordimer  Maderddin  (nasz inkwizytor) nie jest już szanowaną szychą,  „młotem na czarownice” lub „biczem Bożym”, jak zwykł siebie nazywać.  Przez kolegów po fachu zostaje zesłany  na Ruś, zaliczaną do Przeklętych Krain.  Zdany na łaskę i niełaskę kapryśnej księżnej Ludmiły musi na nowo odkryć siebie w kraju,  gdzie czarownice są szanowane a inkwizytorzy są znienawidzeni! Zostaje przymusowo zeswatany z piękną czarownicą o imieniu Natasza,  gdyż jej magia i jego zdolności parapsychiczne  się uzupełniają. Czy w tym związku znajdzie miłość ? Jesteście ciekawi co jeszcze spotka inkwizytora? Przeczytajcie „Przeklęte krainy”, to niezła odskocznia od rzeczywistości. Arabela.

„Między nami jaskiniowcami”- dwadzieścia lat później

Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów.  Mogłabym zanudzać was pisaniem o Oskarach lub polityce albo epidemii,  jednak o żadnej z tych spraw na razie pisać nie chcę. Po co więc chwyciłam za klawiaturę?  Ostatnio na różne sposoby wracają do mnie Flinstonowie,  nie mam tu na myśli serialu „Yaba-daba dinozaury”, o którym pisałam w zeszłym roku a zupełnie nowe sprawy! Najpierw zobaczyłam rodzinkę jaskiniowców w zwiastunie filmu „Kosmiczny mecz :nowa era” w dodatku animowanych w 3 d.  Fajne nawiązanie pomyślałam, szkoda, że nie ma nic więcej . Myliłam się. Telewizja „Fox” pracuje nad dalszym ciągiem Flinstonów,  ma nosić tytuł „Bedrock” (pewnie po polsku ponownie  przetłumaczą jako Skalisko).  Akcja ma się rozpocząć dwie dekady po serialu „Flinstonowie” i skupiać się na Pebbles, dorosłej córce Freda i Wilmy.   Bardzo podoba mi się ten koncept! Do tej pory dorosłą córkę Flinstonów widziałam w odcinku świątecznym oraz dwóch filmach pełnometrażowych (w jednym brała ślub, w drugim była w ciąży) . Ciekawa jestem, jakie będą jej nowe przygody w serialu? W sieci znalazłam opis serii, który brzmi tak: „Epoka kamienia łupanego ustępuję miejsca lśniącej,  błyszczącej i nowej epoce brązu.  Mieszkańców Bedrock czeka rewolucja trudna do przełknięcia”.  Intrygujący opis prawda? Nie mogę się doczekać premiery tego serialu! Niestety, nie wiadomo, kiedy to będzie, ponieważ projekt jest jeszcze w fazie produkcji. Na pocieszenie nowy „Kosmiczny mecz” z gościnnym udziałem Flinstonów w kinach już w lipcu (kina w Polsce otwierają się 21-ego maja) a komu mało przygód jaskiniowców może zobaczyć powtórki serialu „Flinstonowie” na kanale Tv6 w sobotę i niedzielę o siódmej rano. Pozdrawiam .                    P.S. podobno oprócz serialu ma powstać też film pełnometrażowy. Żeby osłodzić sobie czekanie na jedno i drugie, kupiłam sobie płytę D V D z odcinkami serialu „Flinstonowie”.  To dziś klasyka animacji, dobrze móc do niej wrócić! Arabela.

„Franek i Finka”- wciąga bez ograniczeń wiekowych

Cześć, obiecywałam sobie przerwę od pisania, ale przeczytałam książkę tak fajną, że nie mogę wytrzymać i muszę  o niej napisać. Ta książka to: ”Franek  i Finka cyrk martwych makabresek” Anety Jadowskiej,  druga jej autorstwa,  jaką czytałam. Pierwszą był zbiór opowiadań „Cud,  Miód ,Malina”, intrygująca wyprawa w świat czarownic, żyjących współcześnie w Polsce.  „Franek i Finka” to z kolei powieść z podobnego uniwersum , choć w zamyśle autorki adresowana do młodszych czytelników,  wciąga bez ograniczeń wiekowych. Moja mama zarwała z jej powodu noc, bo nie była w stanie się oderwać od lektury. Pod wieloma względami książka przypomina serial „Wodogrzmoty Małe”. Być może jest ich ulepszoną polską wersją? Kto wie? Tak  jak w „Wodogrzmotach” mamy tu pełną humoru i grozy  historię o bliźniakach wysłanych na wakacje do niezwykłego dziadka, który prowadzi magiczny cyrk, ale na tym cechy wspólne się kończą.                                                                                                                                         Franek i Finka mają spędzić wakacje z  dziadkiem, ponieważ ich mama zachorowała na raka i musi przejść operację.  Pikanterii sprawie dodaje fakt, że dzieci nie pamiętają swego przodka z powodu rzuconego na nich zaklęcia niepamięci . Wraz z przybyciem dziadka, Baltazara Bączka, w dzieciach manifestuje  się uśpiona dotąd magia. Franek okazuje się dysponować najgroźniejszym rodzajem magii, a jakim dowiecie się z lektury.  Finka zostaje bestiarką,  przyjaciółką magicznych stworzeń  ognia, zwłaszcza smoków. Dziewczynka posiada jeszcze inną właściwość  cenioną w świecie czarownic. Podczas ich pobytu cyrk musi zmierzyć się z potężnym wrogiem, obłąkanym magiem śmierci. Spotkamy tu również niebezpieczne i kapryśne elfy, zmiennokształtnych, ogary piekielne i inne czarodziejskie istoty. Jak dzieci poradzą sobie w nowej sytuacji? Czy to będą wakacje ich życia? Zaciekawieni? Jeśli tak, przeczytajcie „Franka i Finkę” polecam Arabela.

„Co w duszy gra” czyli dlaczego warto żyć

Cześć,  z radością piszę, że jestem już po szczepieniu (pierwsza dawka wczoraj 5-tego maja), w dodatku 9-tego maja mam imieniny.  Z tych dwóch okazji chcę pogadać o jedynym tegorocznym Oscarowym filmie,  jaki widziałam.  Mowa tu o  „Co w duszy gra” Disneya, zwycięscy w kategorii „Najlepszy film animowany”.        

W  Stanach Zjednoczonych film można było zobaczyć już w grudniu, u nas w Polsce film nie miał szczęścia,  trafił do kin w marcu (tuż przed ich ponownym zamknięciem).  Całe szczęście, że ze względu na pandemię  Oscary rozdano w kwietniu a nie w lutym. Wracając do samego filmu, to piękna pod względem plastycznym opowieść o tym, jak docenić swoje życie. Świetna, zróżnicowana grafika.  Główny bohater, Joe Gardner, jest nauczycielem muzyki.  W chwilach wolnych gra jazz, to jego pasja. Pewnego dnia ma szansę zagrać koncert życia, niestety ulega wypadkowi.  Jego ciało zapada w śpiączkę,  tymczasem jego dusza trafia do tak zwanych Przedświatów czyli poczekalni,  w której dusze są  szkolone do życia. Przez pomyłkę nasz bohater zostaje wzięty za mentora dusz. Jego zadanie polega na  namówieniu wyjątkowo opornej  duszy numer 22, aby wreszcie odważyła się żyć! Nie będzie to łatwe, ale Joe widzi w tym szanse powrotu na ziemię, wiec korzysta z okazji. Czy mu się uda? Nie mogę psuć wam zabawy. Musicie zobaczyć to sami. Naprawdę warto! Arabela.