Cześć, w poszukiwaniu odskoczni od polityki uciekłam w świat „Dziadka do orzechów” w formie literackiej oraz filmowej i pomyślałam, może porównam ze sobą książkę i film? Wiele osób kojarzy „Dziadka do orzechów” z baletu lub licznych adaptacji filmowych, kompletnie pomijając książkę! Do niedawna sama znałam tylko filmy.
O przestawieniu baletowym się nie wypowiem, ponieważ nigdy go nie widziałam, z resztą nie przepadam za baletem jako formą sztuki. Prawdopodobnie dlatego ,że jedyny balet na jakim w życiu byłam to „Trzej muszkieterowie” a nauczycielka ,która w czasach szkolnych wysłała mnie i moją klasę na ten balet, zapomniała nam opowiedzieć fabułę spektaklu i nie uprzedziła ,że balet jest sztuką niemą! Dopiero w antrakcie tata przeczytał mi program teatralny i zrozumiałam, o czym jest sztuka. Na tym zakończyłam moją przygodę z baletem. Ech, nieważne, dość dygresji.
Wracając do „ Dziadka do orzechów” to bardzo dziwna książka nie tylko dlatego ,że król myszy ma siedem głów , ale jest to jeden z powodów. Świat widzimy tu oczami siedmioletniej Klary, która w Boże Narodzenie znajduje pod choinką figurkę dziadka do orzechów. Z czasem z pomocą ojca chrzestnego odkrywa , że tytułowy bohater nie jest zwykłą figurką z drewna ( jak wydaje się jej rodzicom) lecz władcą baśniowego królestwa słodyczy. Przez oniryczny styl książki Ernsta Hoffmana czasami wydaje się ,że akcja to sny lub majaki małej Klary.
Inaczej sprawa wygląda w filmie „Dziadek do orzechów i cztery królestwa” ,który jest ciekawą wariacją na temat oryginału. Trochę przypomina film „Alicja w krainie czarów” z 2010r. Klara jest dorosła tak jak Alicja w tamtym filmie. Rozmach scenograficzny też jest podobny. Na ekranie to nie myszy są wrogami Dziadka do orzechów tylko pozornie słodziutka Cukrowa Wróżka. Wywraca to opowieść do góry nogami, ale świetnie się ją ogląda. Filmowa wizja hipnotyzuje i wciąga tak samo jak książka mimo, że opowiada zupełnie inną historię. Polecam obie Arabela.