Witam sympatyków mojego bloga. Bardzo lubię „Gwiezdne Wojny”, wszystkie części ( byłam w kinie na ” Mrocznym widmie”) ech, słodkie wspomnienia. Wtedy chodziłam jeszcze do szkoły podstawowej, poszłam do kina z klasą. Teraz wróciłam do kosmicznej sagi, właśnie obejrzałam siódmy film z tej serii – „Przebudzenie Mocy”. Satysfakcjonujące widowisko. Ostrzeżenie: uwaga, dalsza część wpisu może zawierać spoilery czyli treści zdradzające fabułę filmu w szczegółach, czytacie na własne ryzyko! Główna bohaterka, Rey, zachwyca mnie, uwielbiam waleczne kobiety ( sama do takich należę), dlatego szybko poczułam z Rey duchową więź. Zwyczajna dziewczyna, która przypadkowo zostaje wplątana w wydarzenia, mogące zmienić układ sił w galaktyce. Świetne włada bronią i potrafi naprawić każdy statek, nie sposób jej nie lubić ( chyba, że jest się stronnikiem ciemnej strony mocy lub zdeklarowanym szowinistą). Akcja filmu rozgrywa się 30 lat po „Powrocie Jedi”. W odległej galaktyce dużo się zmieniło i to na gorsze! Zgodnie z zasadą „Zło nigdy nie śpi” pokój w kosmosie znów wisi na włosku. Wojna między siłami światła i mroku zaczyna się od nowa. Chcecie widzieć, co będzie dalej oraz odkryć kto zabije Hana Solo? Zobaczcie nowe „Gwiezdne wojny”! Nich moc będzie z wami. Arabela .
Cześć przyjaciele, ten wpis miał być zwyczajny; parę słów o czymś wyłowionym z morza popkultury, filmie lub książce. Nic wielkiego ,ale nagle doznałam olśnienia i zdałam sobie sprawę ,że mam przeczucie, co będzie motywem przewodnim roku w kulturze: filmach, serialach, literaturze! Chcę się z wami podzielić tym odkryciem. Pod koniec lutego napisałam: „trwa moda na filmowe i literackie powroty po latach”. Teraz w kwietniu widzę, że moje słowa mnie przerosły. To już nie jest moda, to efekt kuli śniegowej lub inaczej mówiąc lawina! Jeśli potrwa ona do grudnia ( a czuję w kościach, że tak będzie) epidemia powrotów stanie się fenomenem tego roku. Wraca wszystko począwszy od programów rozrywkowych poprzez seriale telewizyjne a na filmach animowanych i fabularnych kończąc. Przykładowo teleturniej „Idź na całość” ponownie zagości w telewizji a młodzieżowy serial” Violetta” tym razem pod postacią filmu kinowego” Nowe życie Violetty”. Premiera w lipcu. Co ciekawe, rok temu, kiedy zakończono serial” Violetta”, jego twórcy zarzekali się, że nie zrobią żadnego dalszego ciągu, jak widać zmienili zadanie. Niedawno ukazała się kolejna część „Króla Lwa” a jej serialowa kontynuacja zostanie wyemitowana również w tym roku. Mało tego, w 2017 roku wróci kilka kolejnych hitów sprzed lat, między innymi: „Opowieści z Narni” , „Piraci z Karaibów”, „Słoneczny patrol” oraz animacje „Krudowie” i „Smerfy”. Ponadto do kin przypłyną ponownie ryby z filmu” Gdzie jest Nemo?”, druga część filmu nosi tytuł „Gdzie jest Dory?”. Do księgarni zaś w lecie tego roku przyfrunie na swej miotle „Harry Potter” mimo wcześniejszych deklaracji autorki o zakończeniu serii. Podsumowując, nie tylko w domach mody trendy co jakieś czas wracają! W modzie obecnie triumf święcą lata dziewięćdziesiąte. Świat popkultury coraz częściej funkcjonuje jak bumerang. Czyżby brakowało twórcom nowych pomysłów? Do następnego razu, Arabela.
Cześć przyjaciele, na początek krótki suplement do mojego poprzedniego wpisu. Z powodu komentarza poprzedzającego emisję ” Idy” w TVP2, o którym pisałam ostatnio, z telewizji publicznej odchodzi Grażyna Torbicka! Nagrano go bez jej zgody i pokazano w jej autorskim cyklu „Kocham kino”. Nie przypadły mi do gustu też inne pomysły pana Jacka Kurskiego takie jak: likwidacja Kaberetonu na festiwalu w Opolu , plany zakończenia serialu „Ojciec Mateusz” (dzięki Bogu telewizja wycofała się z tej głupoty i nie zdejmie go z anteny)! Mniejsza z tym, dość już moich skarg i zażaleń. Nadeszła wiosna a wraz z nią Wielkanoc. Z tej okazji mam filmową pisankę dla miłośników małych troli, film „Muminki na Riwierze”. Książki o Muminkach oraz serial animowany o ich przygodach to ważna część mojego dzieciństwa. Bardzo ucieszyłam się z powrotu moich ulubieńców na ekran, liczyłam na dobrą zabawę i nie zawiodłam się! W nowym filmie nasi sympatyczni bohaterowie wyruszają na luksusowe wakacje do Francji, spotykają piratów, arystokratów i gwiazdy filmowe. Prowadzi to do szeregu śmiesznych sytuacji. Zamieszkują w luksusowym hotelu i nie rozumiejąc różnicy między pojęciami gość a gość hotelowy zachwycają się szczodrością południowców. Zrozumienie przychodzi wraz z rachunkiem za pobyt. Jedno jest pewne, tej podróży nie zapomną ani Muminki ani widzowie! Polecam nie tylko na Wielkanoc. Wesołych świąt życzy Arabela.
Witam, wróciłam już do zdrowia, dlatego ponownie chwytam za klawiaturę. Już w zeszłym roku miałam zamiar napisać o filmie ” Ida”, jednak z różnych powodów ten pomysł zszedł na dalszy plan. Tak było aż do wczoraj (poniedziałku 29- tego lutego), kiedy to ciekawy zbieg okoliczności sprawił , że powracam do „Idy” właśnie teraz. Parę dni temu ( w czwartek -25tego lutego) telewizja polska pokazała wyżej wymienione dzieło. Projekcję poprzedził bardzo dziwny wręcz niesmaczny wstęp do filmu oraz na początku utworu dodano komentarz, wbrew woli reżysera i scenarzysty tego obrazu, Pawła Pawlikowskiego. We wstępie do filmu mówiono między innymi cytuję: „nie można robić katharsis wbrew narodowi”, „To dzieło nie jest godne Oscara”, „film szkaluje Polaków” oraz „szkoda, że powstał”. Boże widzisz to i nie grzmisz! Wyżej wymienione wypowiedzi to czysta manipulacja widzami! Nawiasem mówiąc jeśli komentatorzy uważają, że film jest bezwartościowy, to czemu go pokazują? Nie dziwię się polskiej gildii reżyserów , że napisała list otwarty do prezesa telewizji polskiej, Jacka Kurskiego. Być może „Ida” to dla niego zbyt trudne kino i z tego powodu próbuje zniechęcić do niego wszystkich? To kameralna, nakręcona w czerni i bieli historia młodej Idy, która tuż przed ślubowaniem w zakonie odrywa , że jest Żydówką. Od ciotki Wandy ( mówiono o niej krwawa Wanda, ponieważ za czasów Stalina była prokuratorem i niewątpliwie miała krew polskich patriotów na rękach) Ida dowiaduje się , że jej rodzice nie żyją. Tytułowa bohaterka razem z ciotką szuka ich grobu. W wyniku wyprawy odkrywa, że jej bliscy zostali zamordowani przez Polaków w czasie okupacji. Podobnie jak ” Pokłosie” „Ida” to dzieło kontrowersyjne, ale warto je poznać ( choćby z powodu Oscara). Zarówno historia mordowania Żydów przez Polaków podczas hitlerowskiej okupacji opowiedziana w „Idzie” jak i w „Pokłosiu” to przypadki jednostkowe. Nieporównywalnie więcej było przypadków ratowania ludności pochodzenia żydowskiego przez Polaków, mimo, że za taką pomoc groziły wyroki śmierci nie tylko dla udzielających schronienia ale też dla ich rodzin. W niczym to nie umniejsza wartości omawianych wcześniej produkcji i nie może być podstawą do ingerencji w ich treść, na przykład do dodawania do filmu komentujących go napisów. Ocenianie oskarowego filmu jako bezwartościowego jest oburzające i niekorzystne dla Polski. Podsumowując, polecam „Idę” a telewizja publiczna dostaje ode mnie naganę za wstrętną manipulację! Arabela.
Cześć kochani, trwa moda na filmowe i literackie powroty po latach. Do świata popkultury wracają między innymi: „Z archiwum x”, „Gwiezdne wojny”, „Bridget Jones” ( na razie w książce a we wrześniu zabłyśnie na dużym ekranie). W lipcu do sztafety Odysów dołączy nawet ” Harry Potter”. Tego chyba mało kto się spodziewał! Flinstonowie też mają swój wielki powrót w filmie animowanym z 2015 roku. Jak wynika z tych przykładów, trend obejmuje różne filmy oraz książki. Do mnie też coś ostatnio wróciło jak bumerang – serial „Magiczny autobus”, który oparto na komiksie o tym samym tytule. Płytę DVD z tym starym, animowanym serialem dla dzieci znalazłam w moim pokoju, dzięki czemu odkryłam go na nowo. Opowiada o przygodach niezwykłej nauczycielki oraz jej klasy.
Główna bohaterka serii, pani Loczek, za pomocą zaczarowanego autobusu jest w stanie zabrać swoich uczniów na wycieczkę w kosmos , w morskie głębiny lub do środka ludzkiego ciała! Dzięki tej sztuczce dzieci w jej klasie doświadczają bezpośrednio omawianych zjawisk, a nauka staje się zabawą. Warto pamiętać, że ten postulat ma swoje źródło w epoce oświecenia. „Magiczny autobus” był emitowany w latach 1994- 1998 (przyjaciele, jeśli znacie ten serial, napiszcie o tym w komentarzu).
Niestety, wyżej wymienionej produkcji nie nadają obecnie w telewizji. Odcinki można odszukać tylko w sieci. Szkoda , ale bardziej od powtórek starych odcinków uradowałaby mnie reaktywacja serialu z użyciem animacji komputerowej, to dopiero byłby hit. Jak już pisałam, powroty po latach to ostatni krzyk mody, apeluję więc, niech „Magiczny autobus” też wróci na ekrany! Pozdrawiam, wasza nieco przeziębiona Arabela.
Czołem internauci, jeśli przysypiacie przed ekranami komputerów z powodu fatalnej deszczowej pogody lub nudy, to zaraz wasza senność odejdzie w siną dal! Parafrazując słynne powitanie z kabaretu „Wielokropek” można by rzec internauto, obudź się, już za chwilę zaczynamy. Przyjaciele, czas szybko leci, to już mój 60- ty wpis. Miałam na niego wiele pomysłów, jednak wszystkie one poszły w kąt, kiedy zobaczyłam film „Hiszpanka”. Ta polska superprodukcja kosztowała 25 milionów złotych, ale jest warta swojej ceny. Choć akcja filmu toczy się tuż przed wybuchem i w trakcie powstania wielkopolskiego, „Hiszpanka” nie jest typowym kinem historycznym. Liczne wątki spirytystyczne sprawiają , że przypomina raczej przygodowe fantasy z wielką historią w tle. Grupa polskich telepatów stara się za
wszelką cenę przywieść do kraju słynnego pianistę Ignacego Paderewskiego. W tej misji chce im przeszkodzić demoniczny doktor Abuze, telepata działający po stronie wroga. Międzynarodowa obsada i olśniewające efekty wizualne to kolejne atuty wyżej wymienionego dzieła. Reżyser i autor scenariusza, Łukasz Barczyk, stworzył najciekawszy film jaki ostatnio widziałam! Z całego serca polecam go wszystkim moim czytelnikom. Arabela.
Cześć, tak jak obiecałam, szybko wracam do pisania. Mimo , że mamy już styczeń, cofnę się myślami o miesiąc i opowiem wam przyjaciele, z jakim filmem kojarzy mi się grudzień roku 2015. Ciekawe czy zgadniecie ,który film lub serial przykuł ostatnio moją uwagę? Zanim jednak zdradzę ten sekret, oto mały suplement do poprzedniego wpisu. Animacja, o której pisałam niedawno „W głowie się nie mieści” ma nominację do Oscara w kategorii najlepszy film animowany ( moim zdaniem całkiem słusznie) hura! Dość tych dygresji, czas na rozwiązanie zagadki. Jeśli ktoś obstawiał , że tym razem tematem wpisu jest film „Gwiezdnie wojny: przebudzenie mocy”, niestety się rozczaruje, pudło. Moim podarkiem dla was na początek roku będzie nietypowa opowieść o Bożym Narodzeniu, serial „Gwiazda betlejemska”. Zaskoczeni? Nic dziwnego. Niszowy serial dla całej rodziny wyprodukowany w Dani w 2012 roku , który łączy w sobie walory filmów o świętach, skrzatach i kosmitach. Ta mieszanka wybuchowa koncepcji baśniowych i fantastyczno-naukowych tworzy niepowtarzalny klimat serialu. Główni bohaterowie to troje dzieci: dziewczynka imieniem Sus oraz dwóch chłopców Bob i Tom. Najciekawszym zakątkiem miasta, w którym mieszają dzieci, jest obserwatorium astronomiczne. W pierwszych odcinkach jest ono opuszczone i stanowi sekretne miejsce spotkań wzmiankowanej trójki. Potem pojawiają się tam naukowcy z innej galaktyki ( i to całkiem dosłownie). To już kolejna wizyta kosmitów na naszej planecie. Ziemianie zwykli nazywać ich „skrzatami” przez szpiczaste czapki i czerwone stroje , które noszą. Misją kosmitów jest rozsiewanie dobra w odległych rewirach kosmosu, a przebywającym w ich pobliżu ludziom towarzyszy odczucie ciepła i rozbawienie. W miasteczku, rzecz jasna, pilnie potrzeba wiele zmienić, by ludziom żyło się lepiej. Serial, złożony z dwudziestu pięciu odcinków (każdy odcinek poświęcony jest kolejnemu dniu grudnia – od pierwszego do Bożego Narodzenia) jest super. Szkoda, że w telewizji pojawia się tylko w okresie adwentu, moim zdaniem zasługuje na wydanie go na dvd lub wersję kinową polecam Arabela .
Cześć kochani, dostałam fajny film pod choinkę i chcę się nim z wami podzielić. Tym razem mam na celowniku rodzinną animację ” W głowie się nie mieści”. To nowe dzieło Disneya. Opowieść o tym, co jest w nas, o emocjach: radości, smutku, gniewie, strachu, odrazie. Wszystkie spersonifikowane uczucia zamieszkują w mózgu nastolatki . Z tego powodu film nieco przypomina stary serial animowany ” Było sobie życie”, który mówił o funkcjonowaniu ludzkich narządów, ale świat emocji wciąga bardziej! Na oczach widzów rozwija się osobowość dziewczyny, która przeprowadza się do innego miasta. W jej głowie aż kipi od uczuć. Z powodu stresu związanego ze zmianą szkoły i domu, jej radość oraz smutek zostają wyrzucone z centrali mózgu nastolatki, zepchnięte w najgłębsze obszary podświadomości. Od tego momentu jej zachowaniami rządzi tyko gniew, strach i odraza, popychając ją do ucieczki z domu. Jednak radość i smutek nie dają za wygraną i próbują powrócić na swoje miejsce. Jeśli jesteście ciekawi, co z tego wyniknie, koniecznie zobaczcie „W głowie się nie mieści”! Film jest zabawny i wzruszający, polecam. Drodzy czytelnicy życzę wam udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku 2016. Pozdrawiam, wracam niedługo z nowymi pomysłami, Arabela.
Cześć, mam już 28 lat, mój blog założyłam trzy lata temu w urodziny (trzeciego grudnia) . Nie spodziewałam się , że „Zapiski Arabeli” będą istnieć tak długo! Bardzo dziękuję za wszystkie miłe komentarze pod wpisami, dodają mi skrzydeł i motywują do dalszego pisania. Jakieś czas zastanawiałam się, o czym napisać z okazji jubileuszu bloga? Miałam za dużo pomysłów, w końcu pomyślałam ,że opowiem wam o serialu ” Bibliotekarze”. Skojarzenia z serią filmów przygodowych pt. „Bibliotekarz” są trafne, serial stanowi kontynuację tego cyklu. Przyjaciele, zamknijcie na chwilę oczy i zastanówcie się, z czym kojarzy wam się biblioteka? Pomyśleliście może o świętym spokoju i czytaniu książek? Zapomnicie o tym! Bibliotekarze z serialu to wojownicy, zmagający się z siłami zła i poszukujący niebezpiecznych artefaktów. Ci pełni poświęcenia specjaliści strzegą magii całego świata ( w odcinku świątecznym ratują życie świętego Mikołaja) . W innym odcinku staczają walkę z samym Szatanem, skutecznie opierając się jego pokusom. Już pierwszy sezon tej produkcji , który oglądałam we wrześniu tego roku ( na kanale Tv puls) oczarował mnie . Druga seria emitowana obecnie na Uniwersal Chanel jest jeszcze ciekawsza. Polecam nie tylko na Boże Narodzenie . Ponieważ jest to mój ostatni wpis przed gwiazdką wszystkim moim czytelnikom życzę: wesołych, pogodnych , pełnych miłości oraz kulturalnych smakołyków świąt! Arabela.
Witam, to znowu ja, Arabela. Nadal jestem chora, ale dzięki antybiotykowi powoli wracają mi siły, dlatego postanowiłam coś napisać. Już mamy grudzień, pora na parę słów o starych filmach świątecznych oraz ich odnowionych wersjach, innymi słowy o wariacjach na temat. Zjawisko omówię na dwóch przykładach, łącząc filmy w pary – pierwowzór plus nowy wariant. Nasze pary to:” Świąteczna gorączka” ( produkcja z roku 1996) i jej nowa odsłona ” Świąteczna gorączka 2″( rocznik 2014) oraz „Kevin sam w domu ( z roku 1990) i ” Flinn sam w domu: świąteczny skok” ( produkcja z roku 2012). Niektórzy uważają , że nowoczesne wariacje to ” kalanie klasyki”. Jestem innego zdania! To dobrze, że ” Kevin sam w domu” ma następcę( ten film ma już 25 lat), zresztą można zobaczyć oba filmy i porównać je. Kevin to chłopiec z wielodzietnej rodziny, obarczony wprost niewiarygodnie nieodpowiedzialnymi rodzicami, którzy nie zauważają jego nieobecności w czasie podróży samolotem na święta. To najsłabszy element fabuły, ocierający się wręcz o nieprawdopodobieństwo. Osamotniony dzieciak bardzo pomysłowo stawia czoło włamywaczom, którzy chcą okraść jego dom podczas świąt. Fabuła nowszej wersji z Flinnem w roli głównej jest znaczne bogatsza i zarazem bardziej prawdopodobna. Rodzice pozostawiają Flinna pod opieką starszej siostry, udając się na przyjęcie świąteczne, podczas którego bombardują swe pociechy licznymi telefonami. Pobyt dorosłych poza domem nieoczekiwanie się przedłuża z powodu burzy śnieżnej. Bardziej prawdopodobne, nieprawdaż ? Siostra chłopca zatrzaskuje się w piwnicy-pułapce, zamontowanej w ich domu przez poprzedniego właściciela, słynnego bimbrownika z czasów prohibicji. Niestety, w tejże piwnicy znajduje się cenny obraz, który pragną zdobyć złodzieje. Ich wstępne poczynania Flinn uprzednio zinterpretował jako obecność duchów w starym domu, a że był odważny i zaradny, pozastawiał na nie rozliczne pułapki, które uprzykrzyły życie włamywaczom. Po pewnym czasie chłopiec zorientował się, że zagrażają mu nie duchy ale żywi ludzie . Pomocą w walce z nimi służy mu dorosły kumpel z gry internetowej, który początkowo uznaje całą sytuację za fragment gry. Różnic jest więcej, obejrzyjcie film a przekonacie się sami. Osobiście wolę nowszą wersję, choćby dlatego, że starsza już mi się nieco przejadła. Podobnie rzecz się ma z dwiema „Świątecznymi gorączkami”. Fabuła nowszej wersji jest bardziej złożona i dotyczy rywalizacji między ojcem i ojczymem w rodzinie „patchworkowej”, a nie rywalizacji między sąsiadami o to, który jest lepszym ojcem? Signum tempores czyli zmiany społeczne wymuszają zmiany tematyki filmu. Takie oglądanie obu wariantów ma same plusy, dwa razy więcej zabawy i możliwość zaskoczenia innowacyjnymi rozwiązaniami w nowszych wersjach ( wariacje nie są puszczane w telewizji tak często jak ich pierwowzory). Polecam wszystkie cztery produkcje, to dobry materiał na zimowy maraton filmowy. Choć moje urodziny i rocznica założenia bloga są już za mną , następny wpis będzie jubileuszowy! Pozdrawiam Arabela.