Cześć, kolejną ciekawą lekturą , która ostatnio wpadła mi w ręce jest powieść Jacka Piekary: ”Ja Inkwizytor: przeklęte krainy”. Zanim przejdę do omówienia książki przerwa na małą prywatę. Płyta z „Flinstonami”, o której nie dawno wspominałam już do mnie dotarła więc w następnym wpisie spodziewajcie się omówienia odcinków z płyty oraz moich wspomnień związanych z serialem „Flinstonowie”. Wracając do „Przeklętych krain” to było moje pierwsze spotkanie z cyklem inkwizytorskim, wbrew moim obawom całkiem udane. Najciekawszy jest bez wątpienia świat przestawiony , zarazem religijny i magiczny ,w którym fanatyzm religijny i przesądy zaciekle tropią i zwalczają wszelką magię. Mamy tu do czynienia z alternatywnym światem, w którym Jezus Chrystus zamiast umrzeć na krzyżu połamał go i krwawo zemścił się na swoich wrogach. Na skutek takiego rozwoju wydarzeń Inkwizytorzy są szanowani, budzą respekt i strach .Jednak w „Przeklętych krainach” Mordimer Maderddin (nasz inkwizytor) nie jest już szanowaną szychą, „młotem na czarownice” lub „biczem Bożym”, jak zwykł siebie nazywać. Przez kolegów po fachu zostaje zesłany na Ruś, zaliczaną do Przeklętych Krain. Zdany na łaskę i niełaskę kapryśnej księżnej Ludmiły musi na nowo odkryć siebie w kraju, gdzie czarownice są szanowane a inkwizytorzy są znienawidzeni! Zostaje przymusowo zeswatany z piękną czarownicą o imieniu Natasza, gdyż jej magia i jego zdolności parapsychiczne się uzupełniają. Czy w tym związku znajdzie miłość ? Jesteście ciekawi co jeszcze spotka inkwizytora? Przeczytajcie „Przeklęte krainy”, to niezła odskocznia od rzeczywistości. Arabela.
„Między nami jaskiniowcami”- dwadzieścia lat później
Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów. Mogłabym zanudzać was pisaniem o Oskarach lub polityce albo epidemii, jednak o żadnej z tych spraw na razie pisać nie chcę. Po co więc chwyciłam za klawiaturę? Ostatnio na różne sposoby wracają do mnie Flinstonowie, nie mam tu na myśli serialu „Yaba-daba dinozaury”, o którym pisałam w zeszłym roku a zupełnie nowe sprawy! Najpierw zobaczyłam rodzinkę jaskiniowców w zwiastunie filmu „Kosmiczny mecz :nowa era” w dodatku animowanych w 3 d. Fajne nawiązanie pomyślałam, szkoda, że nie ma nic więcej . Myliłam się. Telewizja „Fox” pracuje nad dalszym ciągiem Flinstonów, ma nosić tytuł „Bedrock” (pewnie po polsku ponownie przetłumaczą jako Skalisko). Akcja ma się rozpocząć dwie dekady po serialu „Flinstonowie” i skupiać się na Pebbles, dorosłej córce Freda i Wilmy. Bardzo podoba mi się ten koncept! Do tej pory dorosłą córkę Flinstonów widziałam w odcinku świątecznym oraz dwóch filmach pełnometrażowych (w jednym brała ślub, w drugim była w ciąży) . Ciekawa jestem, jakie będą jej nowe przygody w serialu? W sieci znalazłam opis serii, który brzmi tak: „Epoka kamienia łupanego ustępuję miejsca lśniącej, błyszczącej i nowej epoce brązu. Mieszkańców Bedrock czeka rewolucja trudna do przełknięcia”. Intrygujący opis prawda? Nie mogę się doczekać premiery tego serialu! Niestety, nie wiadomo, kiedy to będzie, ponieważ projekt jest jeszcze w fazie produkcji. Na pocieszenie nowy „Kosmiczny mecz” z gościnnym udziałem Flinstonów w kinach już w lipcu (kina w Polsce otwierają się 21-ego maja) a komu mało przygód jaskiniowców może zobaczyć powtórki serialu „Flinstonowie” na kanale Tv6 w sobotę i niedzielę o siódmej rano. Pozdrawiam . P.S. podobno oprócz serialu ma powstać też film pełnometrażowy. Żeby osłodzić sobie czekanie na jedno i drugie, kupiłam sobie płytę D V D z odcinkami serialu „Flinstonowie”. To dziś klasyka animacji, dobrze móc do niej wrócić! Arabela.
„Franek i Finka”- wciąga bez ograniczeń wiekowych
Cześć, obiecywałam sobie przerwę od pisania, ale przeczytałam książkę tak fajną, że nie mogę wytrzymać i muszę o niej napisać. Ta książka to: ”Franek i Finka cyrk martwych makabresek” Anety Jadowskiej, druga jej autorstwa, jaką czytałam. Pierwszą był zbiór opowiadań „Cud, Miód ,Malina”, intrygująca wyprawa w świat czarownic, żyjących współcześnie w Polsce. „Franek i Finka” to z kolei powieść z podobnego uniwersum , choć w zamyśle autorki adresowana do młodszych czytelników, wciąga bez ograniczeń wiekowych. Moja mama zarwała z jej powodu noc, bo nie była w stanie się oderwać od lektury. Pod wieloma względami książka przypomina serial „Wodogrzmoty Małe”. Być może jest ich ulepszoną polską wersją? Kto wie? Tak jak w „Wodogrzmotach” mamy tu pełną humoru i grozy historię o bliźniakach wysłanych na wakacje do niezwykłego dziadka, który prowadzi magiczny cyrk, ale na tym cechy wspólne się kończą. Franek i Finka mają spędzić wakacje z dziadkiem, ponieważ ich mama zachorowała na raka i musi przejść operację. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że dzieci nie pamiętają swego przodka z powodu rzuconego na nich zaklęcia niepamięci . Wraz z przybyciem dziadka, Baltazara Bączka, w dzieciach manifestuje się uśpiona dotąd magia. Franek okazuje się dysponować najgroźniejszym rodzajem magii, a jakim dowiecie się z lektury. Finka zostaje bestiarką, przyjaciółką magicznych stworzeń ognia, zwłaszcza smoków. Dziewczynka posiada jeszcze inną właściwość cenioną w świecie czarownic. Podczas ich pobytu cyrk musi zmierzyć się z potężnym wrogiem, obłąkanym magiem śmierci. Spotkamy tu również niebezpieczne i kapryśne elfy, zmiennokształtnych, ogary piekielne i inne czarodziejskie istoty. Jak dzieci poradzą sobie w nowej sytuacji? Czy to będą wakacje ich życia? Zaciekawieni? Jeśli tak, przeczytajcie „Franka i Finkę” polecam Arabela.
„Co w duszy gra” czyli dlaczego warto żyć
Cześć, z radością piszę, że jestem już po szczepieniu (pierwsza dawka wczoraj 5-tego maja), w dodatku 9-tego maja mam imieniny. Z tych dwóch okazji chcę pogadać o jedynym tegorocznym Oscarowym filmie, jaki widziałam. Mowa tu o „Co w duszy gra” Disneya, zwycięscy w kategorii „Najlepszy film animowany”.
W Stanach Zjednoczonych film można było zobaczyć już w grudniu, u nas w Polsce film nie miał szczęścia, trafił do kin w marcu (tuż przed ich ponownym zamknięciem). Całe szczęście, że ze względu na pandemię Oscary rozdano w kwietniu a nie w lutym. Wracając do samego filmu, to piękna pod względem plastycznym opowieść o tym, jak docenić swoje życie. Świetna, zróżnicowana grafika. Główny bohater, Joe Gardner, jest nauczycielem muzyki. W chwilach wolnych gra jazz, to jego pasja. Pewnego dnia ma szansę zagrać koncert życia, niestety ulega wypadkowi. Jego ciało zapada w śpiączkę, tymczasem jego dusza trafia do tak zwanych Przedświatów czyli poczekalni, w której dusze są szkolone do życia. Przez pomyłkę nasz bohater zostaje wzięty za mentora dusz. Jego zadanie polega na namówieniu wyjątkowo opornej duszy numer 22, aby wreszcie odważyła się żyć! Nie będzie to łatwe, ale Joe widzi w tym szanse powrotu na ziemię, wiec korzysta z okazji. Czy mu się uda? Nie mogę psuć wam zabawy. Musicie zobaczyć to sami. Naprawdę warto! Arabela.
Kultowy „Miś” jako przestroga
Witka, właśnie się dowiedziałam, że w dniu kiedy to piszę (4-tego maja 2021) mija 40 lat od premiery filmu” Miś, wyreżyserowanego przez Stanisława Bareję .Choć sama filmu nie lubię, rozumiem dlaczego z czasem stał się kultowy. Świetnie pokazuje absurdy P.R.L., za którym obecna władza tak bardzo tęskni i wpiera go nam obywatelom jak jajko w chorego. Rząd próbuje zawrócić czas, by wprowadzić PRLbis . Dlatego dziś „Miś” nie jest już tylko kultową satyrą lecz ostrzeżeniem . Pokazuje, jak działa a raczej nie działa gospodarka centralnie sterowana i za czym tęskni partia rządząca Prawo I Sprawiedliwość. Za krajem bez paszportów, wszechobecną propagandą sukcesu i mięsem sprzedawanym z pod lady! Dziś cytat: „Tu jest kiosk ruchu, ja tu mięso mam” wydaje się absurdem i bardzo dobrze. Warto oglądać „Misia”, ponieważ to filmowa kapsuła czasu. Polecam zwłaszcza młodym widzom. Arabela.
Jubileusz z dreszczykiem
Cześć przyjaciele, mamy już kwiecień a tydzień temu była Wielkanoc . Jak ten czas leci, to już 150 wpisów na tym blogu! Tak jak obiecałam, biorę się za „Dywan z wkładką”, komedię kryminalną Marty Kisiel. Moja ulubiona autorka, znana mi dotąd z powieści z elementami fantasy, znowu mnie zaskoczyła. Czytając „Dywan z wkładką” bawiłam się lepiej niż podczas lektury książek Joanny Chmielewskiej, dotąd mojej faworytki w dziedzinie komedii kryminalnej! Główna bohaterka Tereska Trawna , prześladowana przez „seks w lodówce” musi się przenieść z miasta na wieś. Nawet nie przypuszcza, że zamiast własnego stawu i świętego spokoju czeka na nią szpiegowanie z teściową i trup we własnym dywanie! Podejrzani mnożą się jak króliki, a najciemniej okazuje się być pod latarnią. Dzięki szalonym przygodom Tereski, jej dzieci i teściowej Miry, możemy zatracić się w lekturze i prawie nie zauważyć , że pogoda za oknem jest jak w powiedzeniu: „kwiecień- plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata”. W Warszawie niestety z przewagą zimy. Można nawet zażartować , że wiosna przeszła na pracę zdalną. Dobra komedia kryminalna to remedium nie tylko na brzydką pogodę. Moje lekarstwo na marną wiosnę to „Dywan z wkładką”, lektura dla wszystkich. Czas na odrobinę prywaty. 150 wpisów, nie mogę uwierzyć ,że napisałam już tak dużo. Postaram się działać tak dalej! Arabela.
Powrót Licha i Bazyla
Cześć przyjaciele, mam dobrą wiadomość dla fanów twórczości Marty Kisiel. „Małe licho i lato z diabłem” zyskało tytuł książki roku 2020 w głosowaniu portalu „Lubimy Czytać”. Cieszę się, ponieważ bardzo lubię tą powieść, podobnie jak całą serię poświęconą przygodom wesołego aniołka. Już dawno chciałam o niej napisać, bo przeczytałam ją w Sylwestra, ale ani w styczniu ani lutym nie miałam czasu podzielić się radością z lektury. Dlatego robię to teraz w marcu i publikuję pod koniec kwietnia. To powieść o przyjaźni ponad podziałami. Mały czort Bazyl i równie niewielki anioł struż Licho znajdują wspólny język. Jak mówi somo Licho: „Nie ma takiej przyjaźni, której nie pomoże ptasie mleczko w odpowiednio dużym pudełku”. W przypadku Bazyla ta stratega sprawdza się świetnie, gdyż lubi nie tylko placki ziemniaczanie, ale też słodycze. W większych trudach i bólach rodzi się więź między nieco magicznym chłopcem Bożkiem a jego szkolnym wrogiem Witkiem, ale wspólne mrożące krew w żyłach przygody mogą zdziałać cuda! Ani dla Licha nie dla Bożka to nie będzie spokojne lato pełne podziwiania przyrody i pieczenia ziemniaków, jak planowano. To dobrze dla nas, czytelników a w ostatecznym rozrachunku także dla naszych bohaterów. Powieść idealna na poprawę humoru w czasach zarazy i nie tyko Arabela. Ps. Na marginesie polecam też nową powieść Marty Kisiel „Dywan z wkładką”, o której więcej w następnym wpisie. Pozdrawiam Arabela.
Bajeczna gra komputerowa
Cześć, zwykle piszę o książkach i filmach, tym razem chcę polecić grę komputerową „Disney Magic Kingdoms”. Gracz buduje własny „Disneyland”, w trakcie rozgrywki spotyka bohaterów starych i nowych filmów Dysneya. Gra nie wymaga konsoli, bez trudu działa na laptopie. Odkryłam ją przypadkiem, gdyż producent zamieścił ją w moim komputerze. Od razami się spodobała, ponieważ jako dziecko marzyłam o wyciecze do „EuroDisneylandu” w Paryżu. Póki co gra zastąpiła marzenie. Cyfrowy park rozrywki łatwiej odwiedzić w czasach pandemii niż prawdziwy, w dodatku ten w grze mogę sama budować! Po za tym na ekranie można spotkać wiele bajkowych postaci np. Kopciuszka, Małą Syrenkę ,Myszkę Micky. Podsumowując: bardzo relaksująca rozrywka, polecam grę” nie tylko na czas pandemii! Pozdrawiam Arabela .
Czarownica w walce z patriarchatem
Witka, początek roku był dość dziwny pod względem pisania na blogu. Miałam dużo wpisów, ale mało czasu na wkładanie Ich do sieci między innym z powodu przygód szpitalnych mojej stuletniej cioci Irki. Złamana noga cioci i jej operacja sprawiły ,że końcówka lutego była dość absorbująca, podobnie jak cały marzec. Styczeń też był zwariowany ,ale nie pamiętam czemu? Ciocia wróciła ze szpitala a ja wracam do klawiatury! Nie powstrzyma mnie nawet trzecia fala pandemii. Skończył się już marzec, co za tym idzie obchodziliśmy Dzień Kobiet. Z tej okazji chcę pogadać o najbardziej kobiecym serialu, jaki ostatnio oglądałam „Chlling Adventues off Sabrina” czyli nowa, mroczna wersja serialu” Sabrina nastoletnia czarownica” dostępna na Netflixie.
W roku 2016-stym opublikowałam mój pierwszy wpis o młodej czarownicy Sabrinie . Nosił tytuł „Druga młodość czarownicy”. Ten tekst był porównaniem fabularnego serialu o Sabrinie, emitowanego na Polsacie w latach 1996-2003, z jego rysunkowymi odpowiednikami z lat 2002 oraz 2013. Wersja Netlfixa sprawiła ,że tamten wpis jest do jakiegoś stopnia nieaktualny! Na początku w pierwszym sezonie nie lubiłam nowej odsłony przygód czarownicy, gdyż bardzo się różniła od przeznaczonej dla całej rodziny produkcji, którą znałam z anteny Polsatu.
Trochę mi zajęło przyzwyczajenie się do mrocznej, adresowanej do starszej młodzieży i dorosłych adaptacji, w której ciotki tytułowej bohaterki są wyznawczyniami Lucyfera a sama Sabrina okazuje się jego córką! Nie definiuje jej to przez cały serial ( 4 sezony). Dziewczyna walczy o własną niezależność. Świadoma tego, jak deptane są prawa kobiet w światach zarówno ludzi jak czarownic czy w piekle, postanawia to zmienić. Skutecznie sięga po władzę w świecie podziemi, by zburzyć patriarchalny porządek. Nastoletnia adeptka magii to postać na miarę naszych czasów. Potrafi walczyć o swoje w życiu prywatnym i zawodowym nawet w piekle i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Sądzę ,że gdyby była postacią realną i żyła w Polsce w roku 2021, z chęcią dołączyłaby do „Strajku kobiet” z błyskawicą na twarzy i ośmiogwiazdkowym hasłem na ustach . Niestety, z powodu zarazy serial został skrócony i zakończył się śmiercią Sabriny podczas ratowania światów przed Apokalipsą. W przypadku naszej bohaterki obyło się bez stawania z martwych mimo, że jej ciotkom zdarzało się to wielokrotnie . W zaświatach całuje się z chłopakiem i koniec! To ma być wielki finał? To słodko- gorzkie rozwiązanie nie pasuje mi do twardej dziewczyny, którą wykreował serial. Nie dziwią mnie prośby fanów o powrót czarownicy na ekran w nowym, piątym sezonie. Jest na to nadzieja, ponieważ kanał H.B.O. chce wskrzesić serial. Czy to się uda? Czas pokaże. Póki co są jeszcze książki inspirowane serialem. Sama się zastanawiam, czy sobie jakiejś nie kupić, bo tęsknię za Sabriną! Serial polecam nie tylko na Dzień Kobiet. Arabela.
„Winx”- wersja dla starszej widowni
Witka, pod koniec lutego na dworze panuje mróz niczym w filmie „Kraina lodu”. Miłośnicy nart lub sanek, korzystając z luzowania pandemicznych ograniczeń, szaleją ze szczęścia . Ci, którzy tak jak ja bardzo nie lubią marznąć, otulają się kołderką i piją herbatę, grzane wino albo gorącą czekoladę w towarzystwie książki lub telewizora. W styczniu zimne dni osłodził mi serial fabularny „Przeznaczenie: saga Winx” . Właśnie przeczytałam w Internecie, że powstanie drugi sezon i nie dziwię się! Serial ten jest luźno inspirowany włoską animacją „Klub Winx”, o której pisałam w zeszłym roku z okazji pojawienia się na ekranach ósmego sezonu serialu. „Przeznaczenie : saga winx” tworzy na tyle osobną historię, że można ją oglądać bez znajomości wspomnianej wyżej animacji lub traktować jako wersją alternatywną. Ja stawiam na to drugie. Seria póki co ma sześć godzinnych odcinków. Klimatem produkcja przypomina nową „Sabrinę” od Netflixa. W obu mrok i walka z siłami zła przeplata się z opowieścią o dorastaniu magicznie uzdolnionych dziewczyn. Za serial odpowiada scenarzysta „Pamiętników wampirów”, pełnej grozy produkcji dla nastolatków, co może tłumaczyć bardziej mroczny nastrój fabularnej wersji. Mimo ,że lubię animowaną opowieść, aktorska, przeznaczona dla starszej widowni, też mnie wciągnęła. Polecam i czekam na drugi sezon! Arabela.