Kultowy „Miś” jako przestroga

Witka, właśnie się dowiedziałam, że w dniu kiedy to piszę (4-tego maja 2021) mija 40 lat od premiery filmu” Miś, wyreżyserowanego przez Stanisława  Bareję .Choć sama filmu nie lubię, rozumiem dlaczego z czasem stał się kultowy.  Świetnie pokazuje absurdy P.R.L.,  za którym obecna władza tak bardzo tęskni i wpiera go nam obywatelom jak jajko w chorego. Rząd próbuje zawrócić czas, by wprowadzić  PRLbis . Dlatego dziś „Miś” nie jest już tylko kultową satyrą lecz ostrzeżeniem . Pokazuje, jak działa a raczej nie działa gospodarka centralnie sterowana i za czym tęskni partia rządząca Prawo I Sprawiedliwość.  Za krajem bez paszportów, wszechobecną propagandą sukcesu i mięsem sprzedawanym z pod lady! Dziś cytat: „Tu jest kiosk ruchu,  ja tu mięso mam” wydaje się absurdem i bardzo dobrze. Warto oglądać „Misia”, ponieważ to filmowa kapsuła czasu.  Polecam zwłaszcza młodym widzom.  Arabela.

Jubileusz z dreszczykiem

Cześć przyjaciele, mamy już kwiecień a tydzień temu była Wielkanoc . Jak ten czas leci, to już 150 wpisów na tym blogu!  Tak jak obiecałam, biorę się za „Dywan z wkładką”, komedię kryminalną Marty Kisiel. Moja ulubiona autorka, znana mi dotąd z powieści z elementami fantasy,  znowu mnie zaskoczyła. Czytając „Dywan z wkładką” bawiłam się lepiej niż podczas lektury książek Joanny Chmielewskiej, dotąd mojej faworytki w dziedzinie komedii kryminalnej!                                                                                                                                                        Główna bohaterka Tereska Trawna , prześladowana przez „seks w lodówce” musi się przenieść z miasta na wieś.  Nawet nie przypuszcza, że zamiast własnego stawu i świętego spokoju czeka na nią szpiegowanie z teściową i trup we własnym dywanie! Podejrzani mnożą się jak króliki, a najciemniej okazuje się być pod latarnią. Dzięki szalonym przygodom Tereski,  jej dzieci i teściowej Miry, możemy zatracić się w lekturze i prawie nie zauważyć , że pogoda za oknem jest jak w powiedzeniu: „kwiecień- plecień,  bo przeplata trochę zimy, trochę lata”.  W Warszawie niestety z przewagą zimy. Można  nawet zażartować , że wiosna przeszła na pracę zdalną. Dobra komedia kryminalna to remedium nie tylko na brzydką pogodę. Moje lekarstwo na marną wiosnę to „Dywan z wkładką”, lektura dla wszystkich. Czas na odrobinę prywaty.  150 wpisów, nie mogę uwierzyć ,że napisałam już tak dużo.  Postaram się działać tak dalej! Arabela.

Powrót Licha i Bazyla

Cześć przyjaciele, mam dobrą wiadomość dla fanów twórczości Marty Kisiel. „Małe licho i lato z diabłem” zyskało tytuł książki roku 2020 w głosowaniu portalu „Lubimy Czytać”. Cieszę się, ponieważ bardzo lubię tą powieść, podobnie jak całą serię poświęconą przygodom wesołego aniołka. Już dawno chciałam o niej napisać,  bo przeczytałam ją w Sylwestra, ale ani w styczniu ani lutym nie miałam czasu podzielić się radością z lektury. Dlatego robię to teraz w marcu i publikuję pod koniec kwietnia. To powieść o przyjaźni ponad podziałami.                                                                                    Mały czort Bazyl i równie niewielki anioł struż Licho znajdują wspólny język. Jak mówi somo Licho: „Nie ma takiej przyjaźni, której nie pomoże ptasie mleczko w odpowiednio dużym pudełku”. W przypadku Bazyla ta stratega sprawdza się świetnie, gdyż lubi nie tylko placki ziemniaczanie, ale też słodycze. W większych trudach i bólach rodzi się więź między nieco magicznym chłopcem Bożkiem a jego szkolnym wrogiem Witkiem, ale wspólne mrożące krew w żyłach przygody mogą zdziałać cuda! Ani dla Licha nie dla Bożka to nie będzie spokojne lato pełne podziwiania przyrody i pieczenia ziemniaków, jak planowano.  To dobrze dla nas, czytelników a w ostatecznym rozrachunku także dla naszych bohaterów. Powieść idealna na poprawę humoru w czasach zarazy i nie tyko Arabela.                Ps. Na marginesie polecam też nową powieść Marty Kisiel „Dywan z wkładką”, o której więcej w następnym wpisie. Pozdrawiam Arabela.

Bajeczna gra komputerowa

Cześć, zwykle piszę o książkach i filmach,  tym razem chcę polecić grę komputerową  „Disney Magic Kingdoms”.  Gracz buduje własny „Disneyland”, w trakcie rozgrywki spotyka bohaterów starych i nowych filmów Dysneya.  Gra nie wymaga konsoli, bez trudu działa na laptopie. Odkryłam ją przypadkiem, gdyż producent zamieścił ją w moim komputerze. Od razami się spodobała, ponieważ jako dziecko marzyłam o wyciecze do „EuroDisneylandu” w Paryżu. Póki co gra zastąpiła marzenie. Cyfrowy park rozrywki łatwiej odwiedzić w czasach pandemii niż prawdziwy, w dodatku ten w grze mogę sama budować! Po za tym na ekranie można spotkać wiele  bajkowych postaci np. Kopciuszka, Małą Syrenkę ,Myszkę Micky. Podsumowując: bardzo relaksująca rozrywka,  polecam grę” nie tylko na czas pandemii! Pozdrawiam Arabela .

Czarownica w walce z patriarchatem

Witka, początek roku był dość dziwny pod względem pisania na blogu. Miałam dużo wpisów, ale mało czasu na wkładanie Ich do sieci między innym z powodu przygód szpitalnych mojej stuletniej cioci Irki. Złamana noga cioci i jej operacja sprawiły ,że końcówka lutego była dość absorbująca, podobnie jak cały marzec.  Styczeń też był zwariowany ,ale nie pamiętam czemu? Ciocia wróciła ze szpitala a ja wracam do klawiatury!  Nie powstrzyma mnie nawet trzecia fala pandemii. Skończył się już marzec,  co za tym idzie obchodziliśmy Dzień Kobiet. Z tej okazji chcę pogadać  o najbardziej kobiecym serialu, jaki ostatnio oglądałam „Chlling Adventues off Sabrina” czyli nowa, mroczna wersja serialu” Sabrina nastoletnia czarownica” dostępna na Netflixie.                                                                                                

W roku 2016-stym opublikowałam mój pierwszy wpis o młodej czarownicy Sabrinie . Nosił tytuł „Druga młodość czarownicy”.  Ten tekst był porównaniem fabularnego serialu o  Sabrinie,  emitowanego na Polsacie w latach 1996-2003, z jego rysunkowymi odpowiednikami z lat 2002 oraz 2013. Wersja Netlfixa sprawiła ,że tamten wpis jest do jakiegoś stopnia nieaktualny! Na początku w pierwszym sezonie nie lubiłam nowej odsłony przygód czarownicy, gdyż bardzo się różniła od przeznaczonej dla całej rodziny produkcji, którą znałam z anteny Polsatu.                                           

Trochę mi zajęło przyzwyczajenie się do mrocznej, adresowanej do starszej młodzieży i dorosłych  adaptacji, w której ciotki tytułowej bohaterki są wyznawczyniami Lucyfera a sama Sabrina  okazuje się jego córką! Nie definiuje jej to przez cały serial ( 4 sezony). Dziewczyna  walczy o własną niezależność.  Świadoma tego,  jak deptane są prawa kobiet w  światach zarówno ludzi jak czarownic czy w  piekle, postanawia to zmienić. Skutecznie sięga po władzę w świecie podziemi, by zburzyć patriarchalny porządek.                                                                                                                           Nastoletnia adeptka magii to postać na miarę naszych czasów.  Potrafi walczyć o swoje w życiu prywatnym i zawodowym nawet w piekle i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Sądzę ,że gdyby była postacią realną i żyła w Polsce w roku  2021,  z chęcią dołączyłaby do „Strajku kobiet” z błyskawicą na twarzy i ośmiogwiazdkowym hasłem na ustach . Niestety, z powodu zarazy serial został skrócony i  zakończył się śmiercią Sabriny  podczas ratowania światów przed Apokalipsą. W przypadku naszej bohaterki obyło się bez stawania z martwych mimo, że jej ciotkom zdarzało się  to wielokrotnie . W zaświatach całuje się z chłopakiem i koniec! To ma być wielki finał? To słodko- gorzkie rozwiązanie nie pasuje mi do twardej dziewczyny, którą wykreował serial. Nie dziwią mnie prośby fanów o powrót czarownicy na ekran w nowym,  piątym sezonie. Jest na to nadzieja, ponieważ kanał H.B.O. chce wskrzesić serial.  Czy to się uda? Czas pokaże. Póki co są jeszcze książki inspirowane serialem. Sama się zastanawiam, czy sobie jakiejś nie kupić, bo tęsknię za Sabriną! Serial polecam nie tylko na Dzień Kobiet. Arabela.

„Winx”- wersja dla starszej widowni

Witka, pod koniec lutego na dworze panuje mróz niczym w filmie „Kraina lodu”.  Miłośnicy nart lub sanek, korzystając z luzowania pandemicznych ograniczeń,  szaleją ze szczęścia . Ci, którzy tak jak ja bardzo nie lubią marznąć, otulają się kołderką i piją herbatę,  grzane wino albo gorącą czekoladę w towarzystwie książki lub telewizora.                                                                                                                    W styczniu zimne dni osłodził mi serial  fabularny „Przeznaczenie: saga Winx” . Właśnie przeczytałam w Internecie, że powstanie drugi sezon i nie dziwię się! Serial ten jest luźno inspirowany włoską animacją „Klub Winx”, o  której pisałam w zeszłym roku z okazji pojawienia się na  ekranach ósmego sezonu serialu.  „Przeznaczenie : saga winx” tworzy na tyle osobną historię, że można ją oglądać bez znajomości  wspomnianej wyżej animacji lub traktować jako wersją alternatywną. Ja stawiam na to drugie.                                                                                                                                                                   Seria póki co ma sześć godzinnych odcinków. Klimatem produkcja przypomina  nową „Sabrinę” od Netflixa. W obu mrok i walka z  siłami zła przeplata się z opowieścią o dorastaniu magicznie  uzdolnionych dziewczyn.  Za serial odpowiada scenarzysta „Pamiętników wampirów”,  pełnej grozy produkcji dla nastolatków, co może tłumaczyć bardziej mroczny nastrój fabularnej wersji.  Mimo ,że lubię  animowaną opowieść,  aktorska, przeznaczona dla starszej widowni, też mnie wciągnęła. Polecam i czekam na drugi sezon! Arabela.

„Kordian” a sprawa polska dawniej i dziś

Trochę mi się skomplikowały różne sprawy osobiste, dlatego tekst z początku stycznia publikuję z dwumiesięcznym opóźnieniem, za co was serdecznie przepraszam.                                                      Witam was i siebie w Nowym Roku 2021.  Póki co jedynym ciekawym wydarzeniem był atak na Kapitol.  Kiedy  już wyszłam z  szoku znowu pojawiła się nuda ,więc gdy usłyszałam, że Teatr Narodowy udostępnia na Yutubie „Kordiana” w reżyserii Jana Englerta ( do zobaczenia w dniach od 9 do 11 stycznia tego roku)  nie mogłam sobie odpuścić mimo, że znam tę sztukę. Czytałam ją jako lekturę szkolną, poza tym kiedyś oglądałam starą adaptację w teatrze telewizji. Nie sądziłam więc ,że „Kordian” jest mnie w stanie czymkolwiek zaskoczyć a jednak okazało się, że strasznie słabo go pamiętam ze szkoły. Nie pamiętałam,  że występują tam istoty nadprzyrodzone: anioły, czarownice, demony i  diabły.  Kojarzyłam tyko ludzkich bohaterów. Okazuje się, że Juliusz Słowacki miał niezłą fantazję. To „Balladyna”  w mojej pamięci obfitowała w magię.                                                                                                                                           Pokazana w „Kordianie” wizja, że to diabły podsuwają ludziom kiepskich polityków,  przemówiła mi do wyobraźni i skojarzyła mi się z obecną sytuacją polityczną w Polsce! Dało mi to nowe spojenie na tę sztukę. Nagle zobaczyłam w tytułowym bohaterze nie kiepskiego spiskowca ,który nie potrafi zabić cara a bezradnego obywatela, słuchającego diabłów i aniołów we własnej głowie.                                  Jak Kordian poradziłby sobie w naszych czasach?  Czy uznałby zdrajców Konstytucji za wrogów narodu? Czy chodziłby na antyrządowe protesty śpiewając: „Jebać PIS” i trzymając w ręku transparent z napisem „Wypierdalać” czy trzymałby się z boku? Nie wiem, ale takie pytania chodziły mi po głowie, kiedy oglądałam przygody Kordiana.                                                                                       Było też kilka zabiegów formalnych,  czyniących spektakl ciekawym: Kordian był grany przez trzech aktorów:  młodego, starego i w średnim wieku.  Wybaczcie, nie pamiętam ich imion.  Danuta Stenka w roli anioła ,scenografia chwilami pełna rozmachu a chwilami skromna, niemal minimalistyczna.  Ciekawa jestem, jak to wszystko by się działo w teatrze na żywo? Niestety, nie mogę tego sprawdzić, ponieważ jest pandemia i teatry są zamknięte . Szkoda,  pozdrawiam Arabela.                                      P.S. przypominam w tę niedzielę (31- ego stycznia 2021r.) odbywa się 29 finał W.O.Ś.P. ja wspieram, jak co roku.  Niech grają do końca świata i o jeden dzień dłużej!

Szczepionki w Krainie Bezsensu

Jestem  oburzona kubłem pomyj,  jaki wylewa się z Internetu na Krystynę Jandę i pozostałych artystów zaczepionych poza kolejnością.  Cholera jasna czy lepiej, żeby szczepionki się zmarnowały czy zaszczepić artystów? Dziwię się, że muszę zadawać to pytanie.  Znowu żyję w Krainie Bezsensu a nie w Polsce.  Najpierw wszyscy niecierpliwie czekali na szczepionkę jak na zbawienie i ostatnią deskę ratunku a teraz wiele dawek szczepionki wylewa się na zmarnowanie, ponieważ rząd partaczy Mateusza Morawieckiego nie potrafi zorganizować niczego! Ani kwarantanny ani wyborów (Jacek Sasin) ani szczepień, niczego! Boże, widzisz i nie grzmisz.  Prawda jest taka, że za mało lekarzy chce lub może się zaszczepić  w danym momencie  i czasem zostają nadmiary leku. Lepiej zaszczepić elitę kraju lub  kogokolwiek dostępnego w tamtej chwili  czy wylać do zlewu? Dla mnie odpowiedź  jest prosta:  korzystać a nie marnować.  Ku  mojemu zdumieniu wielu ludzi myśli na odwrót. Jak „pies ogrodnika”, który sam nie zje a drugiemu nie da! Krystyna Janda i inni ambasadorzy szczepień i tak dostaliby  zastrzyk w połowie stycznia, tak przyjeli go pod koniec grudnia.  O co ta afera? Choć sama prawdopodobnie nie mogę się zaszczepić , ponieważ wadliwa szczepionka spowodowała porażenie mózgowe ( przez to nie chodzę) bardzo się cieszę , że mój tata skorzysta z tej możliwości.  To zwiększa bezpieczeństwo moje i całej rodziny! Kto może, niech się szczepi . Cała awantura ,którą promuje rząd to moim zdaniem wiele hałasu o nic!  Pozdrowienia z Krainy  BezSensu,  Arabela. 

Media bez wyboru

Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów.  Wczoraj, 10-tego lutego,  zaskoczyła mnie akcja „Media bez wyboru”.  Widok czarnego ekranu i napisu: „Tu miał być twój ulubiony program” był bardzo poruszający,  dał mi do myślenia. Nie pozwolę na to, aby rząd decydował, co mam oglądać! Od tego mam rozum i pilota, żeby sama wybierać. Rząd pod pretekstem nowego podatku i pandemii kręci bat na niezależne media. To okropne, ponieważ prywatne telewizje już płacą podatki . Projekt rządu to nie podatek a pułapka,  rodzaj cezury ekonomicznej! Według pana Jarosława Kaczyńskiego i jego gangu Olsena,  potocznie nazywanego rządem,  sprawa ma wyglądać tak: państwowe media się wyżywią a prywatne umrą z głodu. Mimo mrozu ,który opanował Polskę od akcji „media bez wyboru” zrobiło mi się gorąco ,ponieważ mogłam sobie wyobrazić,  co czuli ludzie w 1981 roku, kiedy na wszystkich (dwóch kanałach) zobaczyli twarz Wojciecha Jaruzelskiego a potem czarny ekran. W proteście niezależnych mediów nie chodzi o kasę a o  wolność słowa . Dziś próbują zabrać nam telewizję,  co dalej Internet? Nie zgadzam się! Wypierdalać na księżyc z takimi pomysłami. Nigdy więcej czarnych ekranów!!  Niech żyją wolne media. „Koniec i bomba, kto czytał ten trąba” Arabela.

„Shrek” -czyli powrót do dzieciństwa na koniec roku

Cześć, zanim pogadam na temat Shreka,  z całego  serca popieram protesty przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego ( hastag wybór nie zakaz).  Drogi (bo dużo nas kosztujesz) rządzie,  takie ustawy w czasie pandemii to zbrodnia!!!                                                                                                     Ostatnio leciał na T.VN. 7 „Shrek”.  Oglądając go ponownie, uświadomiłam sobie ,że byłam na nim w kinie a minęło już 19 lat od premiery filmu ! Zdałam sobie sprawę, że w kinie zaznajomiłam się z trzema z czterech filmów o Shreku. Potem dowiedziałam się , że w 2022 roku ma się pojawić nowa odsłona przygód zielonego ogra. To wszystko zachęciło mnie do podsumowania dotychczasowych filmów.                                                                                                                                                                       W pierwszym tytułowy bohater jest samotny i wydaje mu się ,że przez to szczęśliwy,  wszystko do czasu. Pewnego dnia spokój jego samotni naruszają postaci z baśni wygnane z domów przez małostkowego lorda nader skromnego wzrostu. Sherk postanawia rozmówić się z tyranem, aby pozbyć się niechcianych gości i odzyskać spokój w swoim domu. W skutek czego dostaje zlecenie oswobodzenia królewny Fiony i nawet nie podejrzewa,  jak bardzo zmieni to jego życie.                       Nie ukrywam , że do pewnego stopnia dorastałam z tą serią. Patrzyłam,  jak Shrek poznaje swoich teściów i zmienia się (czasowo)  w człowieka oraz jak trafia do alternatywnego wymiaru i przekonuje się, jak wyglądałoby jego życie bez ukochanej Fiony .                                                                                    Dla niektórych ważnym cyklem filmowym z dzieciństwa i  młodości jest „Harry Potter”.  Na mnie większe wrażenie zrobił „Shrek”, był pierwszą baśnią z przymrużeniem oka,  jaką oglądałam w życiu! Polecam na osłodę czasów pandemii i protestów  i czekam na powrót ogra za dwa lata. Bonus: kontynuacji doczeka się też spin-off „Shreka „ czyli film „Kot w butach” z 2011r.  Premiera „Kota w butach2” planowana jest na przyszły rok. Pozdrawiam Arabela.                                                                                                                  P.S. Film „Sherk” trafił do archiwum Biblioteki  Kongresu jako ważny element kultury!                      P.S.2. Ponieważ to  mój ostatni wpis przed Bożym Narodzeniem wszystkim moim czytelnikom życzę: zdrowia, pogody ducha, Szczęśliwego Nowego Roku 2021. Do zobaczenia