Bez krwawej jatki w polityce

Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów. Ten wpis miał być zupełnie o czym innym ,ale poruszył mnie majowy zamach na premiera Słowacji, Roberta Fico. Na początku, kiedy mama mówiła mi o zamachu, nie miałam pojęcia, o którego premiera chodzi i byłam prawie pewna, że to nasz premier Donald Tusk został postrzelony. Kiedy  mama wyjaśniła nieścisłości i okazało się , że  sytuacja wydarzyła się za granicą, poczułam ulgę. Jednak od środy prześladuje mnie myśl: „A gdyby to było w twoim kraju? A gdyby na miejscu Roberta Fico był Duda albo Tusk?”

 Nie mam ochoty,  by ktoś zabijał polityków w moim kraju. Nie lubię Kaczyńskiego ani Ziobry i to bardzo, ale nie życzę im śmierci w wyniku zamachu, ponieważ nie mam w sobie duszy mordercy. Jeśli polityk nawywijał coś niezgodnego z prawem, powinny się tym zajmować sądy a nie zimna stal pistoletu czy noża.

 Wciąż mam w pamięci tragiczną śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza  z rąk uzbrojonego w nóż kryminalisty. Śmierć kochanego przez Gdańszczan prezydenta miasta poprzedziły całe miesiące obrzydliwej nagonki w telewizji publicznej za rządów  Kaczyńskiego. Mam nadzieję, że autorzy tej nagonki odpowiedzą za to przed sądem, bo nie żyjemy na Dzikim Zachodzie. Polityka nie musi i nie może być krwawą jatką. Mówię „Nie” politycznej przemocy! Pozdrawiam Arabela.

 P.S. od zamachu na Roberta Fico minęły dwa miesiące; mamy lipiec, środek lata, a w U.S.A. koś próbował zabić Donalda Trampa. W głowie się nie mieści, w jak okrutnym świecie teraz żyjemy!

Najlepsza powieść Marty Kisiel

Witka przyjaciele. Mamy już wrzesień, a tekst poniżej napisałam w lipcu.

 Czas szybko leci a ja wróciłam w środku lipca do pisania z dwóch powodów : pierwszym była choroba, przez którą nie chciało mi się nagrywać Podcastu , drugim były kłopoty technicznie z moją audycją. Żebym mogła nagrywać ją dalej, muszą zaktualizować dane w „Spotyfy for podcasters”; zajmę się tym za kilka dni. Co skłoniło mnie do pisania? Czy była to porażka naszej drużyny na Euro 2024 a może kinowa premiera i sukces kasowy animacji „W głowie się nie mieści2?” Pudło, to żaden z tych modnych tematów.

 Do pisania zachęciła mnie lektura nowej książki Marty Kisiel „Mała draka w fińskiej dzielnicy”. Być może jest to najlepsza powieść tej autorki, jaką w życiu czytałam? Nie zrozumcie mnie źle, wciąż kocham serię „ Dożywocie” oraz cykl „Małe Licho” , ale „Mała draka w fińskiej dzielnicy” pokazuje nam nową, bardziej szaloną stronę autorki.

 Decydując się na literackie wakacje w „Starym Deszcznie” czyli miejscu akcji małej draki nie pożałujecie.  Ta powieść pełna polsko- fińskiej magii to całkiem nowe doznane literackie, które sprawia, że lektura jest tak smakowita jak pączek pistacjowy. Przygodny romans żonatego mężczyzny zagranicą przynosi nieoczekiwane konsekwencje podobnie jak zagubiony magiczny artefakt.  Tam sabat może się odbywać w dziecięcej piaskownicy, a zmarłe babcie mogą parzyć wnukom herbatę i piec ciasteczka. Dowiecie się też, do czego doprowadziły żal i samotność. Więcej o zaletach tej powieści mówię w nowym odcinku mojego podcastu „O kulturze i nie tyko”, znów mam do niego dostęp. Hurra! Pozdrawiam, Arabela.

Żywa lekcja historii

Witka przyjaciele. Bardzo poruszył mnie spektakl „1989”, który zobaczyłam w Teatrze Telewizji w poniedziałek 27-ego maja 2024 roku . Jako osoba urodzona w roku 1987 legendarny rok 1989 i wybory 4-czerwca znam raczej z opowieści rodziców a nie z własnych wspomnień. Po spektaklu widać, że był inspirowany modnym obecne „Hamiltonem”, którego też zamierzam zobaczyć, ponieważ spektakl jest dostępny na „Disney plus” a ja akurat jestem chora.

W  spektaklu „1989”, podobnie jak w „Hamiltonie”, ważne wydarzenia z historii Polski ilustrowane są za pomocą muzyki a konkretnie rapu. Historię naszej ojczyzny oglądamy  tu oczami trzech rodzin: Wałęsów , Kuroniów oraz Frasyniuków. Każda z nich jest silnie zaangażowana w przeciwstawianie się komunie i  stara się łączyć walkę o demokrację z byciem zwykłą rodziną. Niestety jest to prawie niemożliwe.

 Komuna gnębi naszych bohaterów i ich bliskich na wiele sposobów, ale oni się nie podają. W końcu udaje się doprowadzić do bezkrwawej zmiany władzy poprzez wybory parlamentarne w 1989 roku. Jedyne inne wybory, z jakimi można je porównać to październik zeszłego roku (2023) i odsunięcie od władzy Zjednoczonej Prawicy z PIS-em na czele. Radykalna zmiana sceny politycznej, która stała się szokiem dla „Prawa i Sprawiedliwości”, umożliwia przywrócenie demokracji w Polsce. O tym też kiedyś będziemy tworzyć spektakle; może za 100 lat?

Wracając do przedstawienia „1989” to jest on żywą lekcją historii. Nasi rodzice i dziadkowie w 1989 roku musieli walczyć o tak ważne sprawy jak: wolność słowa i zgromadzeń, rzeczywisty pluralizm polityczny oraz niezależne sądy. I udało im się. Sztuka „1989” to wspaniały pomnik tej wygranej walki. Polecam zgłaszcza młodszym widzom, Arabela.

Olimpijskie urojenie

Witka przyjaciele. Nie planowałam pisać komentarza do ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich 2024, ale oburzenie polityków P.I.S. i ogólnie  pojętej prawicy oprawą artystyczną wydarzenia zdumiało mnie i skłoniło do polemiki.

  Były premier Mateusz Morawicki mówi, cytuję: ”Parodia Ostatniej Wieczerzy to policzek dla wszystkich wierzących”. Cały szkopuł w tym, że takowej parodii nie było a jedynie urojenia części odbiorców. To, co pan Mateusz uznał za parodię, było tak naprawdę sceną uczty na Olimpie, którą urządził Bachus, wiecznie pijany Bóg Wina. W paryskiej inscenizacji cały na niebiesko. Ta zbiorowa scena nie parodiowała więc „Ostatniej Wieczerzy”, tylko mitologię grecką, która ma więcej wspólnego z igrzyskami niż Nowy Testament.

 Tak na marginesie to najbardziej z całego otwarcia przypadł mi do gustu występ polskiego kontratenora oraz urocze Minionki. Po więcej olimpijskich przemyśleń zapraszam do mojego podcastu „O kulturze i nie tylko”. Pozdrawiam Arabela.

Czarna Róża i Pokrzywa

Wszyscy obecnie znają flagę Królestwa Obojga Narodów, na której namalowana jest czarna róża w złotej koronie na biało-niebieskim tle.

Za chwile opowiem wam, jak doszło do jej powstania? Dawno temu w Państwie Błękitnego Nieba urodziła się parze królewskiej córka tak przecudnej urody jak ta zorza zaranna. Na imię jej było Róża. Włosy miała czarne jak bezgwiezdne niebo nocą, oczy lśniące jak Gwiazda Polarna a usta czerwone jak wiśnie.

Pewnego wiosennego poranka siedmioletnia królewna wyszła do ogrodu nazrywać sasanek. Przystanęła zdumiona, gdyż wokół kwiatów pląsały jakby kolorowe ważki czy też półprzezroczyste motyle.

Róża obserwując ten wspaniały spektakl klasnęła w dłonie. Dziewczynka znała i kochała bajki, które mają wielką moc, więc natychmiast rozpoznała te niezwykłe istotki. Spłoszone elfy, gdyż były to właśnie one, rozpierzchły się na wsze strony trzepocąc skrzydełkami. Po chwili zaczął padać deszcz i małe stworzenia szukały przed nim schronienia. Królewna w geście przyjaźni wyciągnęła  swoją batystową chusteczkę  i nakryła nią uskrzydlone towarzystwo.

Od  tego  czasu  dziewczynka   zaprzyjaźniła  się  z czarodziejskimi istotkami. Jak pewnie wiecie z bajek, elfy nigdy nie zapominają uczynionego im dobra ani zła. Dlatego często przylatywały do królewskiego ogrodu i bawiły się  z wesołą Różą.

Mijały lata, a z każdym rokiem królewna stawała się coraz piękniejsza i mądrzejsza. Wieść o jej urodzie dotarła nawet do skalistej, niedostępnej części kraju. W tamtych stronach mieszkała w ponurym zamczysku ukrytym wśród mgieł zła czarownica Pokrzywa. Była już bardzo stara, brzydka i zgorzkniała, gdyż jej uroda dawno przeminęła. Powiadano o niej, że ma najdziwniejszy ogród na całym świecie, w którym piękne kwiaty nocami żalą się i jęczą.

Wiedźma zapragnęła na własne oczy przekonać się o urodzie Róży, toteż w dniu jej osiemnastych urodzin nieproszona przybyła na zamek, gdzie odbywało się huczne przyjęcie na cześć królewny. Wtargnąwszy niespodziewanie do sali balowej ujrzała dziewczynę i wpadła w gniew, gdyż była próżną i zawistną czarownicą. Powodowana złością porwała i uprowadziła w nieznane osiemnastoletnią następczynię tronu.

Od tego dnia w całym państwie zapanowała czarna rozpacz. Mimo intensywnych poszukiwań prowadzonych przez wielu śmiałków nie zdołano odnaleźć Róży. Wszelki ślad po królewskiej córce i złej wiedźmie zaginął.

W tym samym czasie w sąsiednim Królestwie Białego Kwiecia Jabłoni jedyny syn monarchy, imieniem Radomir znudzony balami udał się na polowanie. Uzbrojony był w miecz prawdy, z którym nigdy się nie rozstawał.  Tak, drogie dzieci, dobrze zgadujecie. To ten sam Radomir za którego panowania lud radował się pokojem i dobrobytem.  W pogoni za rączym jeleniem przekroczył granicą państwa i dotarł do Szmaragdowego Jeziora, nad którym tańczyły elfy. Następca tronu wyczerpany bezowocnym polowaniem położył się na polanie i natychmiast zasnął. Gdy się obudził, nim jeszcze otworzył oczy, usłyszał rozmowę uskrzydlonych stworzonek.

– To on. Jego los jest spleciony z naszym kwiatuszkiem.— powiedział sędziwy elf.

– Jesteś pewien? — spytał młodszy.

– Tak. Wszak ma miecz prawdy. Tylko on może uratować naszą Czarną Różę. Jeśli mądrze go użyje,  zdoła pokonać złe moce i zazna szczęścia.

Zaciekawiony królewicz chciał dowiedzieć się czegoś więcej, lecz skrzydlate duszki odfrunęły. Radomir znał z wielu baśni moc elfów i wierzył, że potrafią zajrzeć w przyszłość. Jeśli elfy twierdziły, że aby zaznać szczęścia musi ocalić ich niezwykły kwiat, gotów był to uczynić nie zważając na wszelkie trudy.

Podążył w głąb Królestwa Błękitnego Nieba rozpytując o Czarną Różą. Wędrował od domu do domu lecz nikt nie potrafił nic o niej powiedzieć. Większość twierdziła, że taki kwiat w ogóle nie istnieje.

 Po wielu tygodniach wyczerpującej wędrówki Radomir dotarł do domu życzliwej wieśniaczki. Ta miła kobieta zapewniła go, że jedynym miejscem, gdzie taki kwiat mógłby rosnąć jest ogród złej czarownicy Pokrzywy. W domu prostej chłopki  królewicz posilając się prostą strawą zauważył portret dziewczyny pięknej jak ta zorza zaranna. Włosy jej były czarne jak bezgwiezdne niebo nocą, oczy lśniły jak Gwiazda Polarna a usta połyskiwały czerwienią wiśni.

 Poczciwa kobieta spostrzegłszy jego zachwyt opowiedziała mu dzieje zaginionej królewskiej córki. Młodzieniec postanowił, że odszuka cudowną dziewczynę, gdy tylko odnajdzie Czarną Różę. Musicie bowiem wiedzieć, że przejął się bardzo losem królewskiej córki, której uroda, znana mu  przecież tylko z obrazu tak go zachwyciła.

Natychmiast wyruszył do ogrodu złej czarownicy Pokrzywy, który, jak powiadano, znajdował się na szczycie wysokiej, stromej góry. Pokonał wiele trudności nim w końcu stanął mu na przeszkodzie zaczarowany żywopłot, którego mieczem ni siekierą nie dało        się zniszczyć. Nie zrezygnował jednak, gdyż myśl o przecudnej królewnie Róży, którą postanowił ocalić, dodawała mu otuchy. Gdy o niej myślał, czuł jakby mu w serce wlewano dzban miodu.

Zaobserwował wkrótce, że czarownica dostaje się do zamku na grzbiecie gigantycznego nietoperza. Gdy zła Pani Ogrodu, bo tak zwali ją okoliczni mieszkańcy, powróciła do swej siedziby, pozwoliła nietoperzowi odfrunąć. Dzielny królewicz zdołał schwytać na lasso owo zwierzę i namówić je, by zaniosło go do ogrodu wiedźmy. Rosło tam wiele pięknych i dziwacznych kwiatów, które wzdychały  i szeptały; „Ocal ją. Ocal nas.”

Tylko jeden kwiat milczał. Była to Czarna Róża,  najpiękniejszym w całym cudownym ogrodzie. Płatki miała czarne jak bezgwiezdne niebo nocą, ich końce ciemnoczerwone jak wiśnie, a krople rosy lśniły na nich jak Gwiazda Polarna. Wy, drogie dzieci, pewnie już domyśliłyście się, że byli to ludzie zamienieni przez okrutną wiedźmę w kwiaty. Dodam tylko, że byli to ludzie młodzi,  którym zazdrościła młodości i urody. Być może zgadłyście też, kogo zawistna Pokrzywa zamieniła w Czarną Różę?  

Radomir nie pojmował, jak ma ocalić ten niezwykły kwiat lecz zachwycony i wzruszony urokiem Czarnej Róży ucałował jej płatki. Kwiat przemienił się w piękną, młodą dziewczynę, w której książę rozpoznał królewnę Różę . Kiedy po raz pierwszy spotkały się ich spojrzenia zakochali  się w sobie.

W tej samej chwili przyleciały elfy, które powiedziały księciu co robić, aby miecz uzyskał czarodziejską moc zdolną pokonać Panią Ogrodu? W przeciwnym razie nie ocali ani pozostałych przemienionych,  ani nawet swej ukochanej. Bowiem póki wiedźma nie zdejmie zaklęcia bądź go nie zapomni lub póki nie zginie,  królewna powróci do roślinnej postaci, kiedy tylko opuści magiczny ogród i pozostanie już kwiatem na zawsze.  Królewicz pragnął natychmiast rozprawić się ze złą Pokrzywą lecz mądre elfy powstrzymały go. Musiał najpierw wzmocnić swój miecz. 

 Aby tego dokonać należało ściąć kwiaty w ogrodzie, następnie krwią odczarowanej osoby skropić  miecz.  Gdy krew i soki roślin zmieszają się razem, miecz stanie się niepokonany. Radomir ściął kwiaty a Róża skaleczyła się w palec. Krew zmieszała się z sokami roślin. Nie były to, jak wiecie, zwykłe rośliny lecz ludzie, których wiedźma za pomocą złych zaklęć zmieniła w szepczące kwiaty.

Młodzieniec wyruszył do zamku       zmierzyć się z czarownicą. Najsamprzód wkroczył do wielkiej sali, gdzie na czarnym tronie siedziała ponura staruszka. W ręku trzymała fiolkę z płynem o bardzo ostrym zapachu. Był to płyn zapomnienia, który powodował, że oblany nim człowiek zapominał  o tym, co dla niego w życiu było najważniejsze. Chcąc zemścić się na           księciu za przywrócenie królewnie ludzkiej postaci Pokrzywa cisnęła w niego magiczną  flaszkę. Syn władcy Królestwa Białego Kwiecia Jabłoni zamachnął się mieczem odparowując atak i cała czarodziejska mikstura wylądowała na głowie i sukni wiedźmy. W jednej chwili czarodziejka zapomniała złych zaklęć, gdyż one właśnie były dla niej najbardziej istotne.   Zrozumiawszy to czarownica rozpłakała się i ocierała łzy rękawem swej sukni.

– Co ja teraz zrobię? Toż oprócz czarów nie umiem prawie niczego – szlochała rozpaczliwie.

W tym samym momencie wszystkie kwiaty w jej ogrodzie stały się na powrót ludźmi, a ciernie magicznego żywopłotu zmieniły się w stokrotki. Książe miał dobre serce i nie był mściwy. To właśnie okazał miecz Prawdy. Radomir ani z zemsty ani w samoobronie nie zabił wiedźmy, jedynie odtrącił mieczem jej flaszkę z zaklęciem. Widząc jej strach i łzy zrobiło mu się przykro.  Chcąc uspokoić jakoś załamaną staruszkę, przywołał  swoją ukochaną.

Róża przebaczyła Pokrzywie za doznane krzywdy i doradziła, by zajęła się zielarstwem i hodowlą prawdziwych kwiatów. Czarownica w nie długim czasie zastosowała się do rady królewny. Pozostali odczarowani czym prędzej ruszyli w drogę powrotną do swoich domów i bliskich, nie zawracając sobie głów dalszym losem Pokrzywy.

Wkrótce potem odbył się ślub Róży i Radomira, na który przybyła także zielarka Pokrzywa. Przyniosła im w prezencie czarną różę, którą udało się jej wyhodować w swoim ogrodzie oraz woreczek nasion tego kwiatu.

Państwo młodzi posiali je na całym terenie królestwa. Wraz z ich ślubem Królestwo Kwiecie Jabłoni i Królestwo Błękitnego Nieba połączyły się i stały jednym państwem.

Na pamiątkę tych wydarzeń zaprojektowano flagę Królestwa Obojga Narodów. Para władców zjednoczonego królestwa panowała mądrze i szczęśliwie przez długie lata. Miecz Prawdy zaś spoczywał przez lata w królewskiej zbrojowni, póki znów nie stał się potrzebny, ale to już inna historia.

KONIEC

Moje szalone życie

Witam serdecznie w Nowym Roku 2024. Nie wiem, gdzie mnie zaprowadzi, ale się tym nie martwię. Mama mówiła mi kiedyś, że podróż to coś większego niż sam cel. W zeszłym roku najbardziej uradowała mnie zmiana rządu!

Natomiast tu i teraz jestem zaskoczona rosnącą popularnością mojego podcastu „O kulturze i nie tylko” . Ludzie go polubili, wyszukują go coraz częściej. To chyba największe zaskoczenie początku tego roku. Poza tym ze spraw bardziej ciała niż ducha w styczniu odkryłam też parę nowych smakołyków takich jak: pączek z nadzieniem o smaku tiramisu i czekolada Wedla pomarańczowa z korzennymi ciasteczkami, jedno i drugie pyszne!

 Dusza rośnie gdy P.I.S. drży w posadach , ponieważ boi się rozliczenia afery  Pegazusa. Luty tego roku staje się jeszcze ciekawy od stycznia. Boże, piszę ten tekst tak wolno, że zrobił się marzec a zaczęłam go po Nowym Roku i jak tak dalej pójdzie Wielkanoc zastanie mnie przy klawiaturze.

 W ogóle mam wrażenie, że pierwsze trzy miesiące tego roku były jednym długim miesiącem a ja jakbym nie nadążała za życiem: politycznym, kulturalnym ,towarzyskim, każdym! Pewnie dlatego prościej było nagrywać zamiast pisać. Obecnie staram się balansować pomiędzy pisaniem na blogu, nagrywaniem podcastów a życiem prywatnym. To trudna sztuka a po drodze jeszcze wybory samorządowe i Wielkanoc.  Jak to wszystko ogarnąć? Nie wiem, czuję, że moje życie stało się szalone.

 P.s  Udało mi się ogarnąć i Wielkanoc i wybory, oba zagadnienia z pozytywnym rezultatem. Rafał Trzaskowski wygrał w pierwszej turze, więc mam już spokój.

Pozdrawiam Arabela.

Trybunał Stanu dla Adama Glapińskiego

Cześć przyjaciele, właśnie się dowiedziałam, że jest już gotowy wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu szefa N.B.P. Adama Glapińskiego. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ należy mu się to jak psu micha. Tyle razy złamał Konstytucję, że gdyby była człowiekiem leżałaby w szpitalu cała w gipsach! Dwukrotnie dodrukowywał kasę poprzez skup państwowych obligacji a inflacja rosła i rosła.

 Moim zdaniem na Trybunał Stanu zasługuje też prezydent Andrzej Duda, który według obliczeń profesora Adama Strzembosza popełnił minimum 13 deliktów konstytucyjnych. W normalnym kraju już jeden delikt wystarczyłby, aby postawić głowę państwa przed Trybunałem Stanu.

 Co prawda potrzebne jest do tego zgromadzenie narodowe, ale da się to zrobić. Wniosek przeciwko prezesowi Narodowego Banku Polskiego ma zostać złożony w sejmie jeszcze przed świętami wielkanocnymi! Brawo Koalicja 15-tego października i dobra rada: następny przed obliczem Trybunału Stanu powinien zjawić się prezydent Andrzej Duda. Też wiele razy łamał Ustawę Zasadniczą, między innymi przez sprawę sędziów dublerów wybranych na już zajęte miejsca i wiele innych. Warto nadmienić, że wedle polskiego prawa to właśnie prezydent ma obowiązek stać na straży Konstytucji. Nic tylko szykować kolejny wniosek do Trybunału Stanu. Do dzieła! Arabela.

Zielona wiedźma na wielkim ekranie

Witam serdecznie. Ostatnio głównie nagrywam zamiast pisać; może to z lenistwa? Jednak kiedy wczoraj dowiedziałam się, że „Wicked: życie i czasy złej czarownicy z zachodu” ( książka, którą jakiś czas temu, chyba w 2013r., polecałam na tym blogu) doczeka się w końcu ekranizacji w listopadzie tego roku poczułam, że muszę chwycić ze klawiaturę.

 Jak się okazało to nie jest pierwsza próba opowiedzenia losów Elfaby szerokiej publiczności. W  roku 2003 na motywach książki powstał musical, o którym bym nie wiedziała, gdyby nie „Studio Akantus”, które przełożyło na język polski teksty piosenek. Polecam utwory: „Pokonać grawitację”, „Biada ludziom podłym” oraz „ Dobrą być nie popłaca”.

Wracając do samej Elfaby to od dziecka miała pod górkę przez zielony kolor skóry i nie tylko, bo prawdę mówiąc Shrek też był  zielony a miał więcej szczęścia w życiu od naszej czarownicy. On znalazł królewnę, w której się zakochał z wzajemnością a biedna Elfaba, niekochana przez ojca ani matkę, musiała sama radzić sobie w życiu. Niestety większość ludzi widziała w niej potwora a nie człowieka! To był straszny błąd! Przeczytajcie „Życie i czasy złej czarownicy z zachodu” a dowiecie się dlaczego. Zwiastun ekranizacji można znaleźć na YouTubie. Szkoda, że zapowiedziano ją na listopad a mamy dopiero luty. Do tego czasu można posłuchać piosenek z musicalu w wykonaniu Studia Akantus (do odsłuchania na YouTubie) oraz przeczytać książką. Pozdrawiam Arabela.

Nowe oblicze Małej Syrenki

Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów. Po obejrzeniu aktorskiej adaptacji „Małej syrenki” uważam, że to świetna opowieść; może nawet ciekawsza od wersji animowanej? Nowa interpretacja tego klasycznego filmu rysunkowego Disneya oraz znanej baśni Andersena jest świeża niczym powiew morskiej bryzy.

 Wątki z animacji zostały mocno zmienione. Twórcy nie poszli jednak w stronę literackiego oryginału i nie kazali Ariel zabić ukochanego. Nie stała się też „Córą Powietrza” ani morską pianą. Syrenka zdobyła swoje „długo i szczęśliwie”, choć było to bardzo trudne, ponieważ nie pamiętała o warunku pocałunku! Ten zabieg fabularny trzymał mnie w napięciu.

 Jestem przekonana, że film może zainteresować zarówno fanów animowanych przygód syrenki Ariel jak i tych, którzy ich nie znają. Obie grupy widzów powinny znaleźć coś dla siebie. Polecam film nie tylko miłośnikom morza. Arabela.

To jeszcze nie apokalipsa

Witka przyjaciele. Przeczytałam  w gazecie „Nesweek” ciekawy artykuł pod tytułem: „Kultura ciągłego powtarzania”. W zasadzie był to wywiad z Michałem Ochnikiem, autorem książki „Remake: apokalipsa popkultury” . Z jednej strony tekst „Nesweeka” daje do myślenia, z drugiej nie odkrywa nic nowego. Już w 2016 roku zauważyłam, że kultura masowa działa trochę jak jojo albo bumerang. Napisałam wtedy tekst o powszechnych kontynuacjach lub kolejnych adaptacjach starych filmów  pod tytułem „Recepta na sukces: dobry pomysł to stary pomysł”.

 Co ciekawe obecnie owe zjawisko zauważa nie tylko „Nesweek”, również podcast „Z.V.Z.” nagrał ostatnio odcinek o powrotach w popkulturze. Tytuł odcinka brzmiał: „Czy kultura i moda kręcą się w kółko?”.  Postanowiłam spróbować odpowiedzieć na pytanie pisząc poniższy tekst , ponieważ sprawa nie jest tak prosta i oczywista, jak by się mogło wydawać. Pan Michał Ochnik twierdzi, że teraz widzowie oglądają tylko kontynuacje i nowe wersje starych filmów; nie zgadzam się z tą tezą.

 Tak było w 2016 roku, kiedy pisałam mój pierwszy wpis o powrotach w kulturze. Wtedy faktycznie zalewały nas same powtórki i gdyby wówczas zapytał mnie czy kultura i moda kręcą się w kółko jak chomik, bez wątpliwości powiedziałabym: tak.

Teraz sytuacja jest inna. Moim zdaniem teraz filmy i seriale możemy podzielić na trzy grupy: grupa pierwsza :„Nowości”, grupa druga: „Powroty i kontynuacje” i grupa trzecia: „Poczekalnia” czyli filmy, które zasługują na powrót, ale nie mogą się go doczekać. Dużo jest powrotów, ale na szczęście nie tylko one pojawiają się na ekranie. Do nowości można wliczyć zapowiadany na listopad film „Życzenie”, fabularna „Barbie” oraz animacje: „Chłopi” czy „Między nami żywiołami”( na marginesie to świetny film, polecam).

 Co do powrotów było ich już klika: „Znachor”, ”Pan samochodzik”, „Mała syrenka” a w kolejce czekają następne.  Mają wracać „Czarodzieje z Waverly place”, „Królewna śnieżka”, „Harry Potter”, „Pan Kleks”, „Miodowe lata” . Są jednak takie produkcje, które latami czekają na remake a doczekać się nie mogą. Dobrym przykładem są „Gumisie” i serial „Dziesiąte królestwo” oraz „Powrót do przyszłości”. Kiedy znalazłam na Youtubie zwiastun „Powrotu do przyszłości 4” bardzo się ucieszyłam. Niestety po chwili dowiedziałam się, że ten zwiastun to fanfiction czyli film nigdy nie powstanie. To tylko marzenie fana; szkoda, bo chętnie bym obejrzała.

Jak sami widzicie krajobraz popkultury 2023 nie jest tak monotonny, jak postrzega to pan Michał Ochnik i redakcja „Nesweeka”. Ponieważ to mój ostatni wpis przed świętami wszystkim moim czytelnikom życzę Wesołych świąt i Szczęśliwego Nowego Roku 2024! Pozdrawiam Arabela.

 Ps. Wiele czasu upłynęło od napisania tego tekstu do jego publikacji, ale w moim przekonaniu nie traci na aktualności.