Nie tylko dla kulturoholików.

Witam wszystkich kulturoholików , maniaków telewizyjnych i filmowych, okazjonalnych bywalców teatralnych i pozostałych czytelników. Moim gwiazdkowym prezentem dla was jest wpis świąteczno- noworoczny czyli osobista lista przebojów kulturalnych. Wiem , że takich list jest teraz pełno w telewizji, radiu, prasie. Tylko jedno mi w nich przeszkadza, są zbyt przewidywalne, zero polotu! Stanowią albo podsumowanie roku albo typową kompilację świątecznych hitów. Postanowiłam zaszaleć unikając jednego i drugiego. To daje większe pole do popisu a jednocześnie gwarantuje uniknięcie plagiatu. Końcówka roku to nie gorszy czas niż każdy inny na nadrabianie kulturalnych zaległości. Szczególnie kiedy pada śnieg. Gwiazdka to nie tylko” Kevin sam w domu”! Są też inne, fajnie pozycje telewizje , które mogą umilić czas pomiędzy Wigilią a Sylwestrem. Oto kilka filmowych kół ratunkowych : animowana „Kraina lodu” Disney`a, „Atlas chmur”, a z polskich produkcji „Chce się żyć” z wybitną rolą Dawida Ogrodnika lub mniej poważna „Stawka większa niż śmierć”. Ta ostatnia jest mało zimowa ale za to bardzo emocjonująca . Film nakręcono w 2012 roku, jednak ja zobaczyłam go dopiero teraz, ponieważ nawiązywał do „ Stawki większej niż życie”- serialu, którego nigdy nie lubiłam. Może dlatego , że był czarno- biały? Może dlatego , że żadnego odcinka nie znam w całości? Kiedy jednak przełamałam swoje opory i obejrzałam „ Stawkę większą niż śmierć” ze zdumieniem odkryłam ,że perypetie Hansa Klossa nie muszą być nudne, zwłaszcza pokazywane w dwóch planach czasowych. Ten wniosek był zaskoczeniem dla mnie samej ale kinowy powrót agenta J23 nie był jedyną niespodzianką tego roku . Moją uwagę przykuły też filmy z zimą w tle: „ Family man” z wizją alternatywnej drogi życiowej człowieka sukcesu , komedia romantyczna „ Zaczarowana wystawa”, wigilijna wersja „Dnia Świstaka” czyli„ Gwiazdka Pite`a” oraz dwie Bożonarodzeniowe animacje: „ Czarna lista świętego Mikołaja” i „Gwiazdka księżniczki łabędzi.” Skoro dział świąteczny mam już za sobą, teraz pora na wątek Sylwestrowy czyli podsumowanie roku. Zanim do niego przejdę pozwolę sobie na małą dygresję. W dzieciństwie ludzkim symbolem Nowego Roku był dla mnie mój dziadek. Pewnie dlatego , że miał na imię Mieczysław i świętował imieniny pierwszego stycznia. Wracając do podsumowania, bardzo wielu zjawisk z dziedziny kultury w tym roku nie zapomnę . Jeśli chodzi o teatr zapadł mi w pamięć i w serce spektakl „ 32 omdlenia” , główne role zagrali w nim Jerzy Stuhr i Krystyna Janda. Wyżej wymieniona sztuka składa się z trzech jednoaktówek Antoniego Czechowa. Dobrze się na niej bawiłam w teatrze „ Polonia”, serdecznie polecam! Szczęśliwego Nowego Roku życzy Arabela.

„Nauka spadania” czyli dawka niełatwego optymizmu albo pakt początkujących samobójców.

Cześć przyjaciele, jest już grudzień. Minęły kolejne urodziny. Mam już 27 lat. Kiedy wymyśliłam ten blog byłam 25-latką i nie spodziewałam się , że moja żegluga po morzach Internetu potrwa tak długo. Jednak pisanie weszło mi w krew. Mam teraz zapalenie oskrzeli a i tak piszę, gdyż natchnienie pory nie wybiera! Czasem trzeba stanąć na wysokości zadania i działać na przekór chorobie pokonując własne słabości. Zapewnie jesteście ciekawi, co skłoniło mnie do sięgnięcia po klawiaturę? Tym razem tematem, o którym chcę opowiedzieć, jest film „ Nauka spadania”. Ta czarna komedia ma również podtytuł: „Poradnik pozytywnego myślenia dla debiutujących samobójców” . Brzmi intrygująco, prawda? Początek akcji pozostaje w zgodzie z podtytułem. Znany prezenter telewizyjny, Martin Scharp ( w tej roli zawsze czarujący Pierce Brosnan ), skompromitowany romansem z nieletnią, w sylwestrową noc wspina się na dach wieżowca , żeby popełnić samobójstwo. Stojąc już na krawędzi dachu odkrywa, ku swojemu zaskoczeniu , że nie jest tam sam. Spotyka Moureen (Toni Colette) , samotną matkę przemęczoną opieką nad ciężko niepełnosprawnym synem, która również postanowiła rozstać się z życiem. Z czasem do naszego nietypowego duetu dołączają jeszcze dwie osoby: Jess, nastolatka ze złamanym sercem oraz J. J., dostawca pizzy , który utrzymuje, że cierpi na nieoperacyjnego raka mózgu. Cała czwórka desperacko pragnie natychmiastowej śmierci, ale powiedzcie sami, jak to zrobić w takim tłoku? Nasi bohaterowie zawierają ze sobą pakt, w którym deklarują, że dożyją do Walentynek. Cała sprawa trafia do mediów. Jesteście ciekawi, co było dalej? Koniecznie zobaczcie „ Naukę spadania”! Mimo komediowej konwencji dzieło trafnie oddaje zawężenie perspektywy, charakterystyczne dla osób podejmujących decyzje o samobójstwie. Wnikliwe obserwacje społeczne przeplatają się tu z niebanalnym humorem. Jeśli zima was smuci i szukacie leku na zbyt krótkie dni i za zimne noce, ten film będzie w sam raz. Ma w sobie dużo dobrej energii jak bitwa na śnieżki i gorąca czekolada w jednym. Polecam z całego serca, Arabela.

„Dziady”- Reaktywacja za sprawą Ryszarda Rychcika

Witam ,ten wpis powstaje w wigilię Wszystkich Świętych, innymi słowy w Halloween i to nie bez powodu. Właśnie wtedy T.V.P kultura transmitowała na żywo spektakl „ Dziady” Adama Mickiewicza, który wyreżyserował Ryszard Rychcik . Dzięki zabiegom młodego reżysera utwór Mickiewicza zyskuje drugą młodość. Jeszcze do niedawna „ Dziady” były dla mnie pokrytą patyną czasu, martwą, szkolną lekturą, po obejrzeniu przedstawienia Ryszarda Rychcika zmieniłam zdanie! Guślarz ,który wyglądał jak Joker z „Batmena” wbił mnie w fotel. W ogóle wkomponowanie popkultury Ameryki w „ Dziady” to pomysł reżysera , który bardzo przypadł mi do gustu. Sprawił, że pomimo znajomości sztuki i braku sympatii do niej, miałam ochotę ją obejrzeć i spędziłam wyjątkowe, teatralne Halloween przed telewizorem ! Wieczór grozy a zarazem pod znakiem klasyki polskiej literatury . Halloween ma wiele wspólnego z prasłowiańskim obrzędem Dziadów oraz Zaduszkami; wspólnym mianownikiem tych dni jest oswajanie śmierci. Dlatego to właśnie 31-ego października na antenie T. V. P. kultura królowały „ Dziady”, spektakl pełen duchów. Warto zaznaczyć , że wyżej wymieniona, nowatorska i widowiskowa wersja „ Dziadów” zrobiła wrażenie nie tylko na mnie. Ryszard Rychcik zdobył za nią nagrodę na festiwalu teatralnym „ Interpretacje”! Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to spektakl ma jeden mankament – słabo nadaje się dla osób nie znających angielskiego, ze względu na dużą ilość dialogów w tym języku. Poza tym nie mogę mu nic zarzucić. Jest intrygujący i wart zobaczenia. Jeśli nie widzieliście go w telewizji, nic straconego, można to nadrobić oglądając spektakl w Poznaniu w Teatrze Nowym. Gorąco polecam, Arabela.

Wywiad z Bogiem

Wywiad z Bogiem

Hermes Dociekliwy leży w szpitalu w stanie śmierci klinicznej i na pewno nie spodziewa się , że właśnie dzięki temu już za chwilę przeżyje przygodę swego życia i stanie się legendą dziennikarstwa.

     Twórca świata czuł się bardzo szczęśliwy. Wypoczywał właśnie po bankiecie zorganizowanym z okazji kolejnego jubileuszu powstania jego najnowszego dzieła, życia na ziemi. Jednak błogi spokój Boga został przerwany przez natrętne pukanie do drzwi. Puk, puk, puk, ten hałas nie daje mi spać            

-pomyślał Bogdan, dla przyjaciół Boguś, w skrócie Bóg. Jego zdumienie nie miało granic, gdy przed swoim domem zobaczył reportera z dyktafonem wycelowanym prosto w niego. To była ostania rzecz, jakiej się spodziewał tej nocy. Wtedy zabrał głos reporter:       

– Dobry wieczór, nazywam się Hermes Dociekliwy, jestem redaktorem naczelnym pisma” Kosmo kurier ”. Czy mogę przeprowadzić z panem wywiad na wyłączność?

       Zaskoczenie tym pytaniem sprawiło ,że senność Bogdana odeszła w siną dal.

– Dlaczego teraz, w środku nocy? – zapytał Boguś nieco skołowany.

– Chcę opublikować wywiad z panem w następnym numerze.

– Zgadzam się – powiedział Bogdan.

– Zaczynamy. Nasza redakcja dotarła do książki o panu napisanej przez proroków. W jednym z rozdziałów jest mowa o buncie Lucyfera, czy naprawdę jesteście wrogami? Nasi czytelnicy chcą też wiedzieć, czy pomiędzy aniołami dochodzi do podziałów na lepszych i gorszych oraz walk?

       Bóg poczuł , że robi mu się słabo.

– Jakie kłótnie!? Lucek to moja prawa ręka i wierny przyjaciel. Świetny urzędnik, innymi słowy, odpowiedni anioł na odpowiednim stanowisku.                                                                                              

– Boguś, jaka była twoja największa wpadka?                                                                                                    

– Potop, do dziś się tego wstydzę, taka katastrofa przez jeden błąd w papierach!                                        

– Jak do tego doszło?                                                                                                                                    

Bogdan westchnął i przez długi czas milczał zamyślony.                                                                                

– Była straszna susza, chciałem podlać rośliny na ziemi. W tym celu zleciłem aniołom wywołanie opadów rzędu kilka litrów wody na metr kwadratowy. Niestety, do zamówienia wkradł się błąd drukarski. Z litrów zrobiły się hektolitry. Zazwyczaj anioły realizują tylko połowę zamówień ale tym razem ktoś ponowił się wykazać i wylał wszystko. Zrobiło się pandemonium a jakby tego było mało nawalił Anielski System Alarmowy. Ledwo sam zdążyłem ostrzec Noego, reszta ludzi zatonęła. Noe dzięki arce ocalił swoją rodzinę i wszystkie zwierzęta, poza mamutami i dinozaurami , które były za ciężkie dla tej jednostki pływającej. Po tym wszystkim było mi bardzo przykro i podarowałem ocalałym piękny prezent na przeprosiny, tęczę.

– Coś podobnego, to prawdziwa sensacja. Czegoś tu jednak nie rozumiem. Przecież Noe całe lata budował arkę, podczas gdy ty wspominasz o ostatniej chwili.                                                                      

– Czas ludzi na ziemi i w naszym wymiarze płynie inaczej; dla was to były lata, dla nas zaledwie kilka minut. Świat stworzyłem w sześć dni, dla ludzi to całe ery.                                                                            

– Wracając do poprzedniego wątku… Skoro ze sobą współpracujecie, w takim razie czemu Lucyfer zmienił imię na Szatan? Przecież to imię znaczy przeciwnik.

       Boguś dostał ataku śmiechu.

– To nie imię tylko przydomek a dostał go, gdyż uwielbia książkę” Szatan z siódmej klasy” i zawsze jest w opozycji do moich pomysłów. Zastrzeżenia, wątpliwości to Lucka specjalność. Zresztą, taka burza mózgów wychodzi nam na dobre. Z tymi walkami aniołów też bym nie przesadzał. To nie są epickie sceny jak w „Gwiezdnych wojnach” , raczej zwykła biurowa konkurencja o atrakcyjne stanowiska. Domyślasz się chyba, że anioły odpowiedzialne za potop spotkał nie awans a degradacja.

– Ale to nie zgadza się z całą moją wiedzą- krzyknął dziennikarz – Może wygnanie z raju też wyglądało inaczej i różni się od zdarzeń opisanych w książce?

– Ech ,to bardzo długa historia- westchnął Bogdan.

– Mam czas – powiedział Hermes.

– Na pewno chcesz poznać tę opowieść? – zapytał Bóg.

– Tak, tak, tak.- Oczy reportera zaświeciły się z ciekawości.

 – Cała afera z rajem zrodziła się z samotności i przepracowania . Administrując bezkresem nie miałem czasu na życie osobiste .Zaprojektowałem świat, ale byłem sam jak palec. Po jakimś czasie miałem po dziurki w nosie samotności i postanowiłem stworzyć sobie rodzinę. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i pojawili się pierwsi ludzie, Adam i Ewa . Mieszkaliśmy w raju, najbardziej luksusowym zakątku kosmosu. Wszystko wydawało się być idealne, a jednak Adam i Ewa nie wyglądali na szczęśliwych. Mówili , że marzą o podróżach. Na początku nie bardzo chciałem w to wierzyć , gdyż sam jestem domatorem. Myślałem , że to słomiany zapał, a oni z tego wyrosną, ale jak na złość mówili o wojażach coraz więcej i więcej! Postanowiłem wybadać, czy naprawdę chcą wyruszyć w podróż, czy tylko udają? Nie mogłem sam ich zapytać , gdyż wyszedłbym na nadopiekuńczego tatę , więc wysłałem Lucyfera, żeby dyskretnie zbadał sytuacje w moim imieniu. Wyszło na to , że naprawdę pragną wycieczki, dlatego pozwoliłem im jechać. Na do widzenia dałem Adamowi i Ewie owoc z drzewa wiadomości dobrego i złego. Kiedy go zjedli, byli gotowi do wędrówki. Do dziś ich potomkowie nie wrócili do Edenu. Nie raz tęsknię za nimi, ale w końcu wszyscy do mnie wracają .

         Hermes nie wierzył własnym uszom.

– To zupełnie inna historia, u proroków jest opisana na opak.                                                                      

– Taka jest różnica między faktami a plotkami – rzekł Bóg, po czym dodał:

 – Jest jeden cytat, który doskonale pasuje do dzieła zwanego przez was Biblią.

 – Jaki? – zapytał reporter.

 – ” Wszystko to prawdą być może, lecz ja to między bajki włożę” – powiedział Boguś z szerokim uśmiechem na twarzy, a Hermes poczuł , że nagrywa wywiad tysiąclecia.                                                        

– Teraz, Hermesie, powiem ci jak przyjaciel, dlaczego w waszej świętej księdze panuje taki chaos. Prorocy mnie uważnie nie słuchają ! Ja coś mówię a oni błędnie zapiszą albo nie dosłyszą lub nie pamiętają, co mówię i piszą, co chcą. Robi się z tego jeden wielki, głuchy telefon. Sam jestem ciekaw, ile ty zapamiętasz z tego wywiadu?

 

                                                                                                                                           Katarzyna Światkiewicz

Święte krowy w sejmie ,rolnicy na wakacjach i kobiety ustawicznych przemian.

Nie do wiary przyjaciele, ale to już mój czterdziesty wpis na blogu i chyba po raz pierwszy czuję tremę przy pisaniu, może to z powodu tej okrągłej liczby ? Pomyślałam, mniejsza z tym, nie pozwolę tremie, żeby mnie zjadła; przecież nie jestem kotletem tylko blogerką na wakacjach. Pora się wyluzować. Naturalnie kwestia czy czterdzieści jest okrągłą liczbą jest czysto intencjonalna. Osobiście należę do ludzi, którzy świętują, co chcą, kiedy przyjdzie im na to ochota, czego i wam życzę. Postanowiłam, że napiszę o pierwszej rzeczy, która mnie zaskoczy! Temat pojawił się sam. Oto moje wrażenia z kabaretonu w Koszalinie. Zobaczyłam go w telewizji wieczorem w sobotę, 26-tego lipca. Wiem, że rzadko piszę o kabaretach, choć bardzo je lubię i chcę się tym z wami podzielić. W końcu to mój jubileusz, więc niech będzie wesoło. Wracając do Koszalina, w tym roku motywem przewodnim imprezy było życie w korporacji. Dość dziwa myśl przewodnia jak na festiwal kabaretowy ale cóż… Dobry komik zrobi skecz lub piosenkę nawet z prozaicznego tematu, gdyż, jak pisał Stanisław Lem, „ z agrestu poddanego torturom nie jedno można wycisnąć.” Zapewne nurtuje was pytanie, czyj występ rozśmieszył mnie najbardziej? Do łez rozbawił mnie „Kabaret moralnego niepokoju” skeczem o dwóch rolnikach , którzy rozmawiając ze sobą przez telefony komórkowe udają, że są na wakacjach. Boki zrywać! Kompletnym rozczarowaniem natomiast okazał się być Marcin Daniec, co roku opowiadający te same dowcipy. Może ma sklerozę albo nie potrafi już stworzyć nic nowego? Plusy dostają też Abelard Giza z kabaretu „ Limo” za skecz o świętych krowach w sejmie oraz kabaret „ Jurki” za piosenkę o kobiecie ustawicznych przemian, z larwy w motyla i z powrotem. Reszta zaproszonych gości nie zabłysła! Dzięki tym trzem rodzynkom w cieście wieczór z dwudziestym kabaretonem w Koszalinie uważam za udany, było się z czego pośmiać. . Pozdrawiam Arabela.

 

 

 

Odmienny kolor futra w kinie familijnym.

Cześć przyjaciele, mamy lato a pogoda jest w kratkę, raz skwar raz deszcz. Taka pogodowa huśtawka nie zachęca do wakacyjnych podróży ani do wychodzenia z domu, gdyż mało kto lubi urlop z  deszczem a smażenie się w upale też może zmęczyć.  Porad na upał jest pełno w telewizji i kolorowych pismach,  z czego zdałam sobie  sprawę przeglądając lipcowy numer „ Elle”; same artykuły na słoneczną pogodę a o rozrywce podczas deszczu  nikt nie  pomyślał! Postanowiłam wypełnić tę lukę.

 Uważam , że w  czasie deszczu nie tylko dzieci się nudzą. W takich warunkach typowo plażowe zajęcia tracą rację bytu. Z kąpieli słonecznych nici a spacery też nie kuszą za bardzo! Zostają rozrywki klubowe i domowe: muzyka, książki, filmy. Na razie pogadamy o tych ostatnich . Jaki repertuar filmowy wybrać na wakacje? Zapewne zróżnicowany.  Fajnym rozwiązaniem dla całej rodziny , gdyż bawią się na nim wszystkie pokolenia: dzieci, rodzice,  dziadkowie, wnuki, młodsze rodzeństwo, jest kino familijne. Dobrym przykładem tego rodzaju produkcji jest  „Goryl  Śnieżek w Barcelonie”, ciekawie połączenie animacji z filmem fabularnym.

 To historia goryla albinosa, którego niezwykły wygląd budzi podziw u dzieci, wśród innych goryli już niekoniecznie. Pewnego dnia tytułowy bohater dowiaduje się , że do miasta przybywa czarownica. Postanawia ją odszukać i poprosić o zmianę koloru futra. Jeśli jesteście ciekawi, co było dalej, zapraszam na seans. Niektórzy na forach filmowych wieszają na tym filmie psy nazywając go „koszmarnie nudnym”,  moim zdaniem niesłusznie! To opowieść o trudnej drodze do zaakceptowania samego siebie, problemie z którym zmaga się większość nastolatków. Drugą stroną tego medalu jest tolerancja i akceptacja dla czyjejś odmienności. Podobnie terapeutyczną funkcję pełni wiele baśni: „Calineczka”,  „Tomcio Paluch”, „Brzydkie kaczątko”.   Polecam z czystym sumieniem. Arabela.

 

 

 

 

 

 

„Dziewczyna z szafy” – ambitne kino polskie

Cześć przyjaciele, życie pędzi jak warszawskie metro. Wierzyć się nie chce ale  już kończy się czerwiec. Jak ten czas leci. Wakacje zbliżają się wielkimi krokami, a dla wielbicieli piłki nożnej rozpoczęły się wraz z Mundialem czyli mistrzostwami świata w piłce nożnej. Niestety, nie mam komu kibicować, bo Polacy nie grają, szkoda. Zresztą do kibicowania się nie nadaję z powodu chorego gardła . Za jego sprawą również trochę się nudzę,  gdyż nie mogę czytać książek na głos a po co cichu czytam ale bez frajdy.  Wyobraźnia lepiej mi działa przy głośnym czytaniu, dlatego musiałam szukać innych rozrywek.

 Świat filmowy oraz internetowy dostarczył mi sporo inspiracji. Jakim cudem? Cóż, jeśli nie ogląda się zmagań piłkarzy jest multum czasu na szukanie ciekawych filmów! Chwilami przypomina to poszukiwanie złota w rzece lub pracę poławiacza pereł, gdyż w telewizji panuje letni „ sezon ogórkowy” a raczej powtórkowy. Jednak znalazłam skarb – film” Dziewczyna z szafy”. Polska produkcja z 2012 roku, jej scenarzystą i reżyserem jest Bodo Kox , znany twórca kina niezależnego. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz będzie o nim głośno. Przed wyżej wymienionym dziełem nakręcił 10 filmów krótkometrażowych. W ubiegłym roku nakręcił etiudę filmową „Opera z mydła”.

 „Dziewczyna z szafy” to jego pełnometrażowy debiut, opowiadający o poszukiwaniu poczucia bezpieczeństwa, akceptacji oraz  miłości.  Wyrafinowany pod względem fabularnym oraz wizualnym! Mimo ,że akcja rozgrywa się w Warszawie za sprawą tytułowej bohaterki w czasie seansu można chwilami poczuć się jak w innym wymiarze. Pogrążona w depresji Magda kreuje w swojej wyobraźni świat  tropikalnej dżungli, do którego dostaje się przez swoją szafę. Nieco wyalienowana dziewczyna hoduje w swoim mieszkaniu białego królika ,który zdaje się być istotą na wpół magiczną, łączącą oba światy. Skojarzenia z „Alicją w Krainie Czarów” nie są tu przypadkowe. W umyśle Magdy rzeczywistość splata się z wyobraźnią, spotykane w codziennym życiu postacie, sąsiadka, sprzedawczyni, jawią się jej jako potwory o surrealistycznym wyglądzie niczym z obrazów Maxa Ernsta.

 Kolejną wyobcowaną postacią jest brat jej sąsiada, Tomek, cierpiący na autyzm. Świat jego fantazji jest równie niezwykły, z niebem pełnym staroświeckich sterowców. Nic dziwnego, że odnajduje w Magdzie bratnią duszę. Bodo Kox  w kameralnym filmie przedstawił sytuację młodych ludzi, zagubionych i osamotni och we współczesnym świecie. Warszawskie blokowisko urasta tu do symbolu naszej cywilizacji.   Jeśli macie dość politycznych afer i Mundialu polecam ”Dziewczynę z szafy” to ciekawa alternatywa dla tych obu zjawisk lub ich korzystne uzupełnienie. Pozdrawiam Arabela.  

 

 

 

 

 

 

Ślubna umowa czyli pościg w romantycznej odsłonie.

Cześć kochani, mam ochotę podzielić się z wami filmem, który zobaczyłam przed chwilą, wieczorem z 20-ego na 21-ego maja tego roku. Powodem stukania w klawiaturę po nocy jest komedia romantyczna „Ślubna  umowa”,  film nowy jak z pod igły, produkcja z roku 2014!   W sam raz na upały, poprawia humor równie skutecznie jak lody. Tak, tak, domyślam się,  co powiecie : „o nie, znowu komedia romantyczna, co za banał”.  Nie dajcie się zwieść tej myśli.

 Fabuła wyżej wymienionej komedii jest zgodna z prawidłami gatunku ale dość zabawna i bezpretensjonalna.  Tytułową umowę zawierają ze sobą Mitch i jego sympatia ze studiów Elizabeth, w tej roli Hillaryie Duff.  Możecie ją kojarzyć z filmu „Historia Kopciuszka”, w  którym zagrała główną rolę jako nastolatka. Dość tych dygresji. Wracając do samej opowieści, nasi bohaterowie na studiach obiecują sobie , że jeśli za 10 lat wciąż będą singlami, to wezmą ze sobą ślub. Mija dekada.  Mitch dowiaduje się , że Elizabeth nie wyszła za mąż, więc postanawia odszukać ukochaną i przypomnieć jej o ich umowie. W ten sposób  rusza w pościg za miłością.

 Co prawda, jak śpiewał kiedyś zespół Skaldowie:  „nie o to chodzi, by złapać króliczka ale by gonić go” i  ta zasada  ma zastosowanie  na ekranie, szczególnie w komediach romantycznych. Jednym z fajniejszych filmów o pogoni za miłością, jaki zdarzyło mi się obejrzeć były „Igraszki losu”. Jeśli chcecie zobaczyć, jak dorośli faceci pojedynkują się na mokre ręczniki lub jak zdesperowana kobieta zabiega o względy mężczyzny polecam „ Ślubną umowę!” Mam nadzieję, że rozbawi was, tak samo jak mnie.  Arabela.

 

 

 

 

 

 

 

Normal
0

21

false
false
false

PL
X-NONE
X-NONE

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-qformat:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin-top:0cm;
mso-para-margin-right:0cm;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0cm;
line-height:115%;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:”Calibri”,”sans-serif”;
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}

Seriale całkiem świeże i odgrzewane.

 

Witam po krótkiej przerwie . Moja nieobecność na blogu była spowodowana zapaleniem spojówek. Wyżej wymieniona dolegliwość potrafi zaleźć za skórę ,ale może też być inspirująca! Dlaczego? Ponieważ spowalnia gonitwę myśli i nie pozwala pisać,  co sprawia, że jest więcej czasu na obserwację świata. Można go chłonąć jak gąbka i czerpać z niego niczym z głębin oceanu. Tak właśnie było podczas mojej pisarskiej kwarantanny. Otaczał mnie ocean doznań a ja po nim  dryfowałam.

 Z braku dostępu do komputera częściej oglądałam telewizję. Między innymi  program ”HBO” , który mam odkodowany do końca roku.  Pewnego dnia na tym kanale zobaczyłam serial” Dziewczyny”, o którym jest ostatnio bardzo głośnio! To był nocny  maraton z wspomnianą produkcją, dzięki temu zobaczyłam kilkanaście odcinków pod rząd. Niestety „Dziewczyny” nie przypadły mi do gustu.  Mam wrażenie, że twórcy scenariusza się nie napracowali. Schemat wzięli z „ Seksu w wielkim mieście”, po czym  odmłodzili bohaterki o 20 lat i pozbawili je pieniędzy.

 Dlatego zdziwiłam się, kiedy przeczytałam w majowym „ Elle” artykuł pt. „Zmiana przyjaciółki” , który opowiadał  o popularnych filmach oraz serialach.  Napisano w nim, że dwa wyżej wymienione seriale bardzo różnią się od siebie.  Gdzie te   różnice? Chyba zobaczyłabym je pod elektronowym mikroskopem? Jeśli jednak to magazyn „ Elle” ma rację? To znaczy ,że przepis na serialowy hit jest bardzo prosty; weź stary pomysł, dokonaj paru małych przeróbek i nowy przebój jest gotowy!

 Kochani,  jeśli nie lubicie telewizyjnych  „odgrzewanych kotletów” to odradzam wam „ Dziewczyny”. Zamiast tego polecam inny serial komediowy produkcji HBO „ Dolina krzemowa”. To coś naprawdę nowego,  komiczna opowieść o świecie programistów komputerowych;  cały internetowy kram w krzywym zwierciadle, boki można zrywać ze śmiechu.  Gdybym miała obstawiać , który serial za jakiś czas zdobędzie więcej widzów „ Dziewczyny” czy „ Dolina krzemowa”, stawiałabym na ten drugi. Pozdrawiam i do zobaczenia następnym razem  Arabela.