Podróż marzeń

Cześć , mimo , że jestem przeziębiona, postanowiłam ponownie chwycić za klawiaturę. Przyjaciele, czy ktoś z was marzył kiedyś o podróżach w czasie? Ja tak, nawet bardziej niż o wyprawie w kosmos i spotkaniu pozaziemskich cywilizacji. Niestety, na obecnym etapie rozwoju technologii nie jest to możliwe (i nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie), jednak dzięki filmom możemy chociaż popatrzyć na takie wojaże. Moim ulubionym cyklem o tej tematyce jest trylogia „Powrót do przyszłości”, mam do niej ogromny sentyment z dzieciństwa! Wiem, że w ostatnim czasie dużo osób w sieci i telewizji mówiło o tej serii w związku z „magiczną datą” z drugiej części ( 21. 10.2015r.) i ja chciałam dodać swoje trzy grosze. Lepiej późno niż wcale.

Zastanawiałam się, co jest sekretem sukcesu wyżej wymienionego filmowego świata?                                                                                                                       Może to doktor Brown, wynalazca wehikułu czasu i jego najlepszy kumpel, nastolatek Marty, czynią film niezwykłym? Sama perspektywa cofnięcia się w czasie i naprawienia paru błędów z przeszłości jest nęcąca. Tym bardziej możliwość odnalezienia zagubionej w czasie, niespełnionej miłości, jak to się dzieje w przypadku Emmeta Browna i Klary w części trzeciej. To właśnie Klara, nauczycielka na Dzikim Zachodzie, o szerokich horyzontach i ognistym temperamencie stała się moją ekranową ulubienicą. Perspektywa konfrontacji opowieści rodziców o ich młodości z rzeczywistością jest atrakcyjna i świetnie sprawdziła się w filmie. Świętoszkowata mama Martiego okazała się być dość wyzwoloną dziewczyną w młodości.

Urodziłam się w 1987 roku czyli w dwa lata po premierze „Powrotu do przyszłości”, to dzieło i jego kontynuacje towarzyszyły mi od dziecka i pobudzały wyobraźnię. Rzecz jasna gadżety z przyszłości miały w tym swój udział, napisano i powiedziano o nich ostatnio już tyle, że oszczędzę sobie rozważań na ten temat. Do dziś nie mogę się rozstać z „Powrotem do przyszłości”, poprawia humor równie skutecznie jak dobra czekolada. To świetnie antidotum na listopadową pluchę, polecam! Do zobaczenia w przyszłości, wasza nieco zakatarzona Arabela.

 

 

Godzilla w gabinecie lekarskim

Cześć kochani, serdecznie dzięki za komentowanie wpisu o wakacjach. Nie sądziłam , że tak się spodoba. Cieszę się ,że nie tylko ja odkryłam program „Gimby nie znajo”, poleca go też Fuzionek, internetowy znawca kreskówek i teorii spiskowych. Autor rekomendowanej przeze mnie audycji, Turpat, występował w polskim radiu ; mam nosa do cyfrowych twórców! Koniec z dygresjami, tym razem chcę się z wami podzielić moją śmieszną i straszną przygodą u lekarza.                                                                                                    Poszłam do pani doktor endokrynolog- ginekolog , żeby uzyskać skierowania na parę badań. Myślałam , że będzie to łatwe zadanie. Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo się myliłam. Podczas drogi do przychodni radośnie patrzyłam na świat. Widziałam koło domu plan filmowy ( nie wiem, co kręcili, wydawało mi się , że coś rodem z Indii , ale prawdopodobnie był to tylko spot wyborczy) . Z resztą, to nieważne. Kiedy wreszcie dotarłam do przychodni przy ulicy Koszykowej w Warszawie, próbowałam wyjaśnić pani doktor, po co się do niej pofatygowałam. Ona zamiast słuchać, krzyczała na mnie, kwestionowała moją prawdomówność oraz orzeczenia komisji lekarskich. Wtedy zrozumiałam, kogo przypomina mi lekarka. Jej zachowanie przywiodło mi na myśl słynnego filmowego potwora, Godzillę. Czułam się jak mieszkańcy Tokio wiejący z krzykiem z pod stóp potwora, chciałam uciec z przychodni. Zamiast tego stawiłam czoło pytaniom pani doktor o : kondycję moich płuc i oczu oraz wszystkie moje operacje ortopedyczne (było ich 21); nie trudno zgadnąć, że wszystkie te informacje nie mają nic wspólnego z endokrynologią. Po przesłuchaniu skierowania na badania nie dostałam, natomiast moja lekarka rodzinna otrzymała przykry liścik od Godzilli z żądaniem dodatkowych informacji. Wnioski z wizyty, pacjentem marzeń dla pani doktor Godzilli byłby pan poseł Antoni Macierewicz, usposobienie mają takie same, skrzyżowanie paranoicznej podejrzliwości z agresją. Jak dla mnie, mogliby się pobrać i wzajemnie przesłuchiwać; miałabym z nimi spokój! Przyjaciele, jeśli jakieś lekarz dał wam w kość, napiszcie o tym w komentarzu. Do zobaczenia następnym razem, Arabela.

 

 

Wakacje pod znakiem poszukiwań własnej tożsamości

      

Cześć wszystkim po drugiej stronnie monitorów. Niedawno wróciłam z wakacji nad morzem; ten wpis to wspomnienia z podróży . Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego mówimy dzika plaża a nie lisia lub wilcza plaża? Takie właśnie pytanie zrodziło się w mojej głowie podczas spaceru w poszukiwaniu pocztówek. Drugie ciekawe pytanie brzmi: na czym polega sekret wakacyjnego relaksu? Odpowiedź jest równie bezcenna jak zawartość wagonów „ złotego pociągu” i równie tajemnicza. Podczas wypoczynku w Jarosławcu zażywałam różnych uroków życia, począwszy od typowych: grillowanie, opalanie się , podziwiane morskich widoków , długie rozmowy z bliskimi poprzez bardziej nieszablonowe rozrywki takie jak: czytanie nie tylko ilustrowanych magazynów ale również powieści, nadrabianie zaległości filmowych w fabule i animacji na odgadywaniu muzycznych zagadek w zaległych odcinkach „Jaka to melodia” kończąc. Frajdę sprawiła mi lektura książki Briget Jonas „Szalejąc za facetem” ( jeszcze nie zakończyłam jej czytać mimo , że wróciłam już do Warszawy). Powieść rozwija się bardzo przyjemnie, miło po latach powrócić do świata znanej bohaterki! To nie koniec wyjazdowych odkryć kulturalno- rozrywkowych. Telewizja i komputer, jak już wspominałam, też umilały mi czas. W obu źródłach znalazłam ciekawe produkcje filmowe. Były to między innymi: przebojowe ” Pingwiny z Madagaskaru” ( kinowa wersja animowanego serialu) oraz intrygująca, japońska animacja ” Wilcze dzieci”. To opowieść o kobiecie , która zakochała się w wilkołaku, pobrali się i założyli rodzinę. Sielanka nie trwała długo, po nagłej śmierci męża nasza bohaterka samotnie wychowywała zmiennokształtne potomstwo. W procesie dojrzewania jej dzieci muszą ostatecznie podjąć decyzje, którą drogą podążać – ludzką czy zwierzęcą? Oboje dokonują odmiennych wyborów, nie zdradzę wam, jaką ścieżkę obierze córka, a jaką syn. Film pięknie opowiada o dojrzewaniu jako o poszukiwaniu własnej tożsamości, klucza do zrozumienia samego siebie. Dla mnie szczególnie istotną postacią tej pełnej ciepła produkcji była matka, stale wspierająca i akceptująca oboje. W końcu czego więcej można oczekiwać od rodzica? Z tym pytaniem pozostawiam was, drodzy czytelnicy. Jeśli chodzi o Internet odkryłam na yutube zabawny program pod tytułem ” Gimby nie znajo”. W oryginalny sposób opowiada o popularnych zjawiskach z czasów mojego dzieciństwa oraz wczesnej młodości nawet takich ,których nie znałam. Przypomina o grach komputerowych, programach telewizyjnych, filmach na kasetach video oraz o bohaterach popularnych na przełomie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. Cykl programów prowadzi energiczny dowcipniś o pseudonimie Turpat. Polecam go wszystkim sympatykom tego bloga! Podsumowując, na wakacjach nie miałam czasu się nudzić, może dlatego były takie udane? Pozdrawiam, Arabela.                                                                                                                                              

 

 

Stare skandale w nowej odsłonie czyli „Wenus w futrze”

Cześć, mamy już prawie koniec sierpnia, mogłabym leniuchować zamiast pisać , ale chyba nie leży to w mojej naturze. Ponadto we wrześniu wybieram się na wakacje nad morze; nie wiem czy w warunkach wczasowych będę miała czas pisać! Na wszelki wypadek skrobnę parę słów, zanim wyruszę w podróż. Pragnę się z wami podzielić wrażeniami z seansu filmu Romana Polańskiego „ Wenus w futrze”. Nie będę kryć ,że bardzo przypadł mi on do gustu. Nie dziwię się ,że za jego reżyserię Roman Polański dostał nagrodę Cezara w roku 2014 oraz nominacje do wyżej wymienionej prestiżowej nagrody w sześciu innych kategoriach. Film jest pełną humoru, erotyki i suspensu komedią o sztuce, seksie i relacjach damsko- męskich. „Wenus w futrze” powstała na postawie sztuki teatralnej o tym samym tytule , która jest adaptacją skandalizującej powieści z osiemnastego wieku autorstwa Leopolda von Sacher-Masocha. Tak, właśnie od jego nazwiska pochodzi termin masochizm. W filmie występuje zaledwie dwoje aktorów.(Emanuele Siegener i Matchu Amalric ). Spektakl rozpoczyna scena, w której aktorka, Wanda, bardzo spieszy się na przesłuchanie do roli w sztuce „Wenus w futrze”. Niestety, kiedy dociera do teatru zastaje tam tylko reżysera , który informuje ją ,że casting dobiegł końca. Wanda błaga go, by dał jej szansę. Reżyser ulega jej namowom i razem czytają test sztuki. Tak oto rozpozna się intelektualno- erotyczne przeciąganie liny między bohaterami. Swoje nowe dzieło reżyser i zarazem autor scenariusza, Roman Polański, określa jako erotyczną komedię. Uważam , że ma rację. „ Wenus w futrze” oczarowała mnie w przeciwieństwie do przereklamowanych „ 50-ciu twarzy Greya”, o których napiszę kiedyś osobny wpis. Nie jestem seksistką i na moją ocenę obu filmów nie ma wpływu fakt, że w pierwszym z nich w rolę sadystki wciela się kobieta a w drugim odwrotnie. Podczas gdy Polański w swoim obrazie skupia się na duchowym aspekcie sado-masochistycznej relacji damsko-męskiej, to reżyser „50-ciu twarzy Greya” prezentuje tylko cielesną stronę takiego związku, pozbawiając swój film wdzięku i głębi. Do zobaczenia następnym razem, Arabela.

 

Kulturalne pogotowie burzowe

Cześć przyjaciele, jestem w trakcie wakacyjnego wyjazdu ( co prawda niezbyt dalekiego parę ulic od mojego domu ,ale podróż to zawsze podróż.) Do niedawna myślałam, że na urlopie nie będę pisać nic nowego na blogu . Jednak pewna burza dała mi impuls do pisania( nie tylko elektryczny) . Co ma burza do inspiracji? Kiedy walą pioruny trudno zasnąć a to zachęca do rozmyślań. Jeśli sama matka natura nie daje wam spać, widocznie ma jakieś powody a skoro tak – warto to wykorzystać. Pytanie brzmi w jaki sposób? W zależności od tego czy prąd działa, czy też nie, repertuar rozrywek burzowych może być różny. Jeśli nie mamy prądu, wskazane są zabawy z wyobraźnią. Można tworzyć w głowie różne historie lub zastanowić się nad jakimś abstrakcyjnym problemem, np. kto jest ojcem maleństwa z Kubusia Puchatka? Jeśli mamy fart i prąd, jest więcej sposobów na umilenie sobie deszczowej nocy. Jak choćby ciekawe filmy i seriale. Oto przeciw burzowa apteczka filmowa: 1. „ Fineasz i Ferb” zwariowany serial animowany: tytułowi bohaterowie bracia przyrodni chcą uczynić każdy dzień wakacji wyjątkowym. W tym celu budują we własnym ogródku najdziwniejsze wynalazki. Ich siostra Fretka bezskutecznie próbuje pokazać rodzicom dzieła Fineasza i Ferba. W tym serialu jest dużo komicznych piosenek i zabawnych postaci, 2. „ Zimowa opowieść” pełna rozmachu baśniowa fantastyka z 2014 roku opowiadająca o miłości silniejszej niż czas, walce dobra ze złem i cudach ( Colin Farell w roli głównej), 3. „ Grimm” serial łączący fantasy z kryminałem, nieco brutalny , ale ciekawy. Główny bohater to policjant i łowca potworów jego niezwykłe i pełne grozy przygody można zobaczyć w dwójce w piątki o godz. 22 25 ( po dwa odcinki). Serial wciągający, a zarazem straszący. Warto zobaczyć! To już wszystkie wakacyjne rekomendacje przeciwdeszczowe. Jeśli macie własne propozycje do listy, napiszcie je w komentarzu. Pozdrawiam Arabela.

 

 

 

„Wnuczka do orzechów” czyli romantyczne wakacje w pigułce.

Witka przyjaciele, witka to skrót od witam, jest bardzo wesoły i podoba mi się. Mam powody do tak radosnego powitania; to już mój 50-ty wpis na tym blogu. Jak ten czas leci. Poza tym zaczęło się kalendarzowe lato, to drugi powód do uciechy! Rok szkolny jeszcze nie dobiegł końca, ale w ramówce telewizji już czuć wakacje. Powtórki seriali mieszają się z filmami dla młodzieży oraz starymi hitami kinowymi i nielicznymi nowościami. Wydaje mi się, że tę mieszankę skomponowano zgodnie z zasadą „życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo, co się trafi”. Dlatego tym razem napiszę coś o literaturze. Ostatnio przeczytałam najnowszą powieść Małgorzaty Musierowicz „Wnuczka do orzechów”, nowa odsłona przygód rodziny Borejków ma wakacyjny klimat. Akcja książki rozgrywa się latem. Ida Pałys ( dawnej Borejko) po sprzeczce z mężem udaje się samochodem za miasto, żeby rozładować stres bieganiem. Niestety w czasie biegu spada z mostku i łamie nogę! Z opresji Idę, lekarkę laryngologa, ratuje Dorota Rumianek. Ta młoda dziewczyna wraz ze swoimi babciami opiekuje się Idą w swoim domu na wsi. Reszta rodziny Borejków też korzysta z uroków lata takich jak: odpoczynek od miasta, kontemplacja przyrody, jedzenie lodów i wiele, wiele innych. Tytułowa wnuczka przeżywa swoją pierwszą miłość, na dodatek od pierwszego wejrzenia. Nie obejdzie się bez komplikacji, dramatycznych scen, letnich burz, ale jak to zwykle u Małgosi Musierowicz wszystko kończy się dobrze. Podobnie jak w poprzednich tomach cyklu „Jeżycjada”, którego jestem fanką od lat, zarówno projekt okładki jak ilustracje wykonała autorka. Lektura „ Wnuczki do orzechów” to przedsmak wakacji w pigułce. Polecam wszystkim sympatykom mojego bloga Arabela.

„Dziesiąte Królestwo” czyli intrygi z baśniami w tle pomiędzy światami.

Cześć przyjaciele, wracam do pisania po krótkiej przerwie wywołanej brakiem weny oraz wiosennym lenistwem. Teraz jestem pełna energii i nowych pomysłów. Czuje się jak po wypiciu magicznego napoju z komiksu „Asterix” silna i gotowa do wyzwań. Może to urlop od pisania tak na mnie zadziałał? Długo zastanawiałam się, o czym napisać? Zanim jednak zdradzę temat, który zachęcił mnie tym razem do chwycenia za klawiaturę, powiem w kilku słowach jakich spraw nie wezmę na warsztat pisarski. Nie napiszę o wyborach prezydenckich ani o przypadkowym złamaniu ciszy wyborczej przez serial „ Ranczo” . To nie wina scenarzystów ,że prezydent elekt Andrzej Duda nosi takie samo nazwisko jak fikcyjny bohater komediowy – Fabian Duda. Ani słowa więcej na temat polityki i ciszy wyborczej, niech się tym zajmą twórcy memów! To ich działka, nie moja. W zamian mam coś bardziej mnie absorbującego – miniseral fantasy „Dziesiąte królestwo”. Fakt, nie jest to najnowsza produkcja, nakręcono ją 15 lat temu, jednak z czasem nie straciła nic ze swego uroku. Warto wspomnieć , że została uhonorowana prestiżową nagrodą telewizyjną Emmy. Co się tyczy akcji serialu, dzieje się ona 200 lat po klasycznych baśniach w dziewięciu baśniowych królestwach. Jeden z wątków skupia się na losach wnuka królewny Śnieżki, który został zmieniony czarami w psa przez swoją macochę. To dopiero początek kłopotów księcia, gdyż macocha pragnie go ukatrupić i przejąć władzę nad jego królestwem. Nasz bohater salwuje się ucieczką, biegnie ile sił w czterech łapach. Skacze przez magiczne lustro i trafia do naszego wymiaru a konkretnie do Nowego Yorku. Nasz świat to dla mieszkańców baśniowych krain mityczne Dziesiąte Królestwo, do którego w trop za księciem wyrusza Wilk. Skojarzcie go sobie z baśnią o „ Czerwonym Kapturku”. Rzeczony Wilk spotyka tam dziewczynę, Virginię, i jest nią zafascynowany od pierwszego wejrzenia. Nie muszę dodawać, że ma on postać zabójczo przystojnego mężczyzny i tak oto pojawia się nam wątek dobrze znany z sagi „Zmierzch” – miłość drapieżcy do ofiary i wzajemnie. Virginia wraz ze swym ojcem, Wilkiem (będącym na usługach złej macochy), księciem oraz parą groźnych trolli trafiają do magicznych królestw. Pełno tu intryg, niebezpieczeństw, magicznych luster, zatrutych jabłek, trolli, klątw, mówiących zwierząt i naturalnie wiodący wątek ryzykownej miłości. Jeśli jesteście zaintrygowani, co było dalej, koniecznie obejrzyjcie „ Dziesiąte królestwo”! Wyżej wymieniony serial to pięć odcinków dobrej zabawy, przygód i magii . Serdecznie polecam, pozdrawiam Arabela

Wielkanoc bez gorsetu

Siema przyjaciele, mamy już kwiecień, Wielkanoc za pasem, chyba będzie biała. Tak jak dwa lata temu, historia lubi się powtarzać, uśmiecham się w duchu i cieśnie mi się na usta cytat z piosenki Grzegorza Halamy: „Ja wiedziałam , że tak będzie”. Jak nie ma śniegu na Boże Narodzenie, to jest na Wielkanoc. Taka symetria w przyrodzie, jakieś święta muszą być ze śniegiem, nikt nie pytał ,które to będą? Zresztą stare powiedzenie mówi: „kwiecień -plecień bo przelata trochę zimy, trochę lata”, no to mamy trochę zimy, nie ma co się dziwić! Pora lepić króliczki ze śniegu i zmienić nazwę Śmingus- dyngus na Śniegus- dyngus. Proponuję zamiast oblewania wiadrami wody w Lany Poniedziałek obrzucanie się śnieżkami. Z okazji świąt przygotowałam dla was kulturalny koszyk wielkanocny. Nie ma w nim jedzenia, są za to dwie animowane filmowe pisanki: ”Hop” oraz „Siedmiu krasnoludków ratuje Śpiącą królewnę” . Oprócz tych filmów opiszę atmosferę moich świąt i związane z nimi dygresje. „Hop” to historia przyjaźni zająca wielkanocnego z człowiekiem i ratowania świąt przed zamachem stanu planowanym przez pewnego złego kurczaka. Brzmi nieco dziecinnie a fabuła może nie zbyt sensacyjna, w zamian otrzymujemy sporą dozę humoru w połączeniu z żonglerką konwencjami. Wyżej wymiona produkcja łączy animację z filmem fabularnym. Drugi film „Siedmiu krasnoludków ratuje Śpiącą Królewnę” jest komiczną kompilacją wielu baśni. Oprócz tytułowych bohaterów na ekranie zobaczymy plejadę fantastycznych gwiazd, między innymi: Czerwonego Kapturka, Kopciuszka, Królewnę Śnieżkę , Złego Wilka, Smoka Palnika i wiele innych postaci z różnych baśni ,co samo w sobie dowodzi wybujałej wyobraźni oraz zamiłowania do figli twórców tego obrazu. Kolorową animację komputerową okrasza mnóstwo śmiesznych piosenek. Oba filmy to świetne propozycje kina familijnego, wesołe jak kolorowe pisanki. Co do samej Wielkanocy odkryłam, że podobnie jak Boże Narodzenie, jest ona dobrą okazją do dzielenia się z bliskimi radością życia. Tylko nie komentujcie, że to żadna rewelacja. Nie tyle chodzi o to, jakie potrawy (tradycyjne lub nie) wylądują na świątecznym stole lecz o spotkanie w luźnej atmosferze z ludźmi, których naprawdę lubimy i kochamy . Zauważyłam, że im bardziej przestrzegamy tradycyjnych konwencji, tym nastrój spotkania robi się sztywniejszy jakby wszyscy wcisnęli się w przyciasne gorsety. U mnie na święta króluje luz i pogodny nastrój. Tego życzę wszystkim sympatykom tego bloga na Wielkanoc oraz resztę roku. Arabela. .

W banku czyli między niebem a piekłem.

Witam, miałam krótką przerwę w pisaniu wywołaną brakiem pomysłu na nowy wpis oraz lenistwem. Nawet Walentowy pożar mostu w Warszawie nie był w stanie skłonić mnie do pisania, mimo że widok pożaru był malowniczy a smród palącego się asfaltu potężny i to bardzo ( musiałam go neutralizować pachnącymi patyczkami o zapachu limonowym, są piorunująco skuteczne, po swądzie ani śladu). Mimo wszystko sam pożar to za mało na tekst, ponieważ „ Zapiski Arabeli” nie są blogiem o straży pożarnej, tylko o kulturze. Spoko, chociaż w mediach aż huczy o polskim filmie, na razie nie będę za dużo pisać o Oskarach. Powiem tylko tyle – nasi górą! Gratuluję twórcom „ Idy” zdobycia złotej statuetki . Może napiszę o „Idze” innym razem? Zobaczymy. Póki co, przyjaciele, chcę się z wami podzielić wrażeniami z serialu: „ Bank nie z tej ziemi” , który oczarował mnie, kiedy miałam siedem lat i zachwyca do dziś. Nakręcono go w latach 1993-1994 (pomimo upływu czasu nie traci na aktualności), wystarczy przypomnieć afery: Amber Gold lub jeszcze świeższą SKOK. Wspomniana produkcja w bardzo zabawny sposób opowiada o potyczkach nieba z piekłem, w których stawką są ludzkie dusze a miejscem akcji bank. Cała historia zaczyna od kłopotów pewnego ducha. Henryk ma pół roku na odkupienie swojej duszy, w przeciwnym razie trafi do piekła! Za życia był bankierem, interesowały go tylko pieniądze. Dlatego w ramach pokuty musi założyć bank, kierujący się nie zyskiem lecz zasadami pomocy bliźnim. Placówką ma kierować osoba o czystym sercu. Zadanie wydaje się niewykonalne, Henryk jest załamany. Na szczęście nasz sympatyczny bankier nie jest sam ze swoimi kłopotami. Wspierają go siostra Leokadia, która choć żyje, widzi brata, ponieważ jest medium oraz dwa duchy: przyjaciel a zarazem szwagier Ksawery i Hermeś, wieczne dziecko. Drugi z wymienionych umarł jako dziesięciolatek i w tym wieku pozostał, rzecz jasna, na zawsze. Leokadia ma na Henryka dobry wypływ, motywuje brata do założenia banku, mówiąc: „Zamiast jęczeć po nocach, weź się wreszcie do roboty.” Cytat dedykuję wszelkim malkontentom. Dzięki jej dopingowi oraz pomocy Ksawerego i Hermesia Henryk znajduje Idealną kandydatkę do kierowania bankiem. Kryształowo uczciwą Ewę, z którą razem zakładają „ Bank wszelkiej pomocy”. To dopiero początek szalonej walki dobra ze złem. Wysłańcy piekieł depczą im po piętach a jedyne, o czym marzą, to zagłada banku. Czy diabelskie intrygi odniosą skutek? Tego wam nie zdradzę, zobaczcie sami! Polecam Arabela.

Baśniowe wesołe miasteczko z gabinetem grozy czyli „Dawno, dawno temu”.

Cześć przyjaciele, pomysł na ten wpis wpadł mi do głowy niedawno, kiedy szłam do okulisty. Właśnie maszerując do lekarza doznałam nagłego olśnienia . Jednak długo nie mogłam się zabrać za pisanie, gdyż miałam zapalnie spojówek i leczyłam je antybiotykiem w kropelkach. Z tego powodu nie dotkałam się do komputera. Na szczęście pomysły nie uciekają mi z głowy. W drodze do okulisty myśli zaprzątał mi ulubiony serial, o którym jeszcze nigdy pisałam na blogu. Bardzo chcę się nim z wami podzielić. Nosi tytuł „ Dawno , dawno temu” . Jak wskazuje tytuł jest to propozycja dla tych, którzy lubią baśnie. Jeśli to nie wasze klimaty, możecie spokojnie przestać czytać. Jesteście ze mną dalej? Pamiętajcie, że ostrzegałam, dalsza lektura na własną odpowiedzialność! Wyżej wymieniony serial jest jak baśniowe wesołe miasteczko z gabinetem grozy; postacie z baśni zostają zesłane do realnego świata i pozbawione pamięci o tym, kim są Jedyną osobą , która może je ocalić jest córka królewny Śnieżki ,Emma. Wydarzenia, które opisałam miały miejsce w pierwszym sezonie serialu, obecnie emitowany jest już czwarty. Świadczy to o rosnącej popularności wyżej wymienionej produkcji. Oglądając tydzień temu film dokumentalny pt. „Uzależnieni od seriali” zastanawiałam się, czy istnieje taki serial, od którego nie mogę oderwać oczu? Owszem, to „ Dawno, dawno temu”. W tej opowieści wszystko może się zdarzyć. Piotruś Pan okazuje się kanalią a kapitan Huck piratem nie pozbawionym dobrego serca. Czerwony Kapturek i Królewna Śnieżka to przyjaciółki na śmierć i życie. Ten serial jest niczym baśnie, które wyrwały się z pod kontroli .Seans z „ Dawno, dawno temu” przypomina szaloną podróż na drugą stronę lustra, gdzie wszyscy są inni niż się spodziewamy. Polecam tę wycieczką w świat wyobraźni, nie tylko na ferie zimowe. Pozdrawiam Arabela .