Trochę mi się skomplikowały różne sprawy osobiste, dlatego tekst z początku stycznia publikuję z dwumiesięcznym opóźnieniem, za co was serdecznie przepraszam. Witam was i siebie w Nowym Roku 2021. Póki co jedynym ciekawym wydarzeniem był atak na Kapitol. Kiedy już wyszłam z szoku znowu pojawiła się nuda ,więc gdy usłyszałam, że Teatr Narodowy udostępnia na Yutubie „Kordiana” w reżyserii Jana Englerta ( do zobaczenia w dniach od 9 do 11 stycznia tego roku) nie mogłam sobie odpuścić mimo, że znam tę sztukę. Czytałam ją jako lekturę szkolną, poza tym kiedyś oglądałam starą adaptację w teatrze telewizji. Nie sądziłam więc ,że „Kordian” jest mnie w stanie czymkolwiek zaskoczyć a jednak okazało się, że strasznie słabo go pamiętam ze szkoły. Nie pamiętałam, że występują tam istoty nadprzyrodzone: anioły, czarownice, demony i diabły. Kojarzyłam tyko ludzkich bohaterów. Okazuje się, że Juliusz Słowacki miał niezłą fantazję. To „Balladyna” w mojej pamięci obfitowała w magię. Pokazana w „Kordianie” wizja, że to diabły podsuwają ludziom kiepskich polityków, przemówiła mi do wyobraźni i skojarzyła mi się z obecną sytuacją polityczną w Polsce! Dało mi to nowe spojenie na tę sztukę. Nagle zobaczyłam w tytułowym bohaterze nie kiepskiego spiskowca ,który nie potrafi zabić cara a bezradnego obywatela, słuchającego diabłów i aniołów we własnej głowie. Jak Kordian poradziłby sobie w naszych czasach? Czy uznałby zdrajców Konstytucji za wrogów narodu? Czy chodziłby na antyrządowe protesty śpiewając: „Jebać PIS” i trzymając w ręku transparent z napisem „Wypierdalać” czy trzymałby się z boku? Nie wiem, ale takie pytania chodziły mi po głowie, kiedy oglądałam przygody Kordiana. Było też kilka zabiegów formalnych, czyniących spektakl ciekawym: Kordian był grany przez trzech aktorów: młodego, starego i w średnim wieku. Wybaczcie, nie pamiętam ich imion. Danuta Stenka w roli anioła ,scenografia chwilami pełna rozmachu a chwilami skromna, niemal minimalistyczna. Ciekawa jestem, jak to wszystko by się działo w teatrze na żywo? Niestety, nie mogę tego sprawdzić, ponieważ jest pandemia i teatry są zamknięte . Szkoda, pozdrawiam Arabela. P.S. przypominam w tę niedzielę (31- ego stycznia 2021r.) odbywa się 29 finał W.O.Ś.P. ja wspieram, jak co roku. Niech grają do końca świata i o jeden dzień dłużej!
Szczepionki w Krainie Bezsensu
Jestem oburzona kubłem pomyj, jaki wylewa się z Internetu na Krystynę Jandę i pozostałych artystów zaczepionych poza kolejnością. Cholera jasna czy lepiej, żeby szczepionki się zmarnowały czy zaszczepić artystów? Dziwię się, że muszę zadawać to pytanie. Znowu żyję w Krainie Bezsensu a nie w Polsce. Najpierw wszyscy niecierpliwie czekali na szczepionkę jak na zbawienie i ostatnią deskę ratunku a teraz wiele dawek szczepionki wylewa się na zmarnowanie, ponieważ rząd partaczy Mateusza Morawieckiego nie potrafi zorganizować niczego! Ani kwarantanny ani wyborów (Jacek Sasin) ani szczepień, niczego! Boże, widzisz i nie grzmisz. Prawda jest taka, że za mało lekarzy chce lub może się zaszczepić w danym momencie i czasem zostają nadmiary leku. Lepiej zaszczepić elitę kraju lub kogokolwiek dostępnego w tamtej chwili czy wylać do zlewu? Dla mnie odpowiedź jest prosta: korzystać a nie marnować. Ku mojemu zdumieniu wielu ludzi myśli na odwrót. Jak „pies ogrodnika”, który sam nie zje a drugiemu nie da! Krystyna Janda i inni ambasadorzy szczepień i tak dostaliby zastrzyk w połowie stycznia, tak przyjeli go pod koniec grudnia. O co ta afera? Choć sama prawdopodobnie nie mogę się zaszczepić , ponieważ wadliwa szczepionka spowodowała porażenie mózgowe ( przez to nie chodzę) bardzo się cieszę , że mój tata skorzysta z tej możliwości. To zwiększa bezpieczeństwo moje i całej rodziny! Kto może, niech się szczepi . Cała awantura ,którą promuje rząd to moim zdaniem wiele hałasu o nic! Pozdrowienia z Krainy BezSensu, Arabela.
Media bez wyboru
Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów. Wczoraj, 10-tego lutego, zaskoczyła mnie akcja „Media bez wyboru”. Widok czarnego ekranu i napisu: „Tu miał być twój ulubiony program” był bardzo poruszający, dał mi do myślenia. Nie pozwolę na to, aby rząd decydował, co mam oglądać! Od tego mam rozum i pilota, żeby sama wybierać. Rząd pod pretekstem nowego podatku i pandemii kręci bat na niezależne media. To okropne, ponieważ prywatne telewizje już płacą podatki . Projekt rządu to nie podatek a pułapka, rodzaj cezury ekonomicznej! Według pana Jarosława Kaczyńskiego i jego gangu Olsena, potocznie nazywanego rządem, sprawa ma wyglądać tak: państwowe media się wyżywią a prywatne umrą z głodu. Mimo mrozu ,który opanował Polskę od akcji „media bez wyboru” zrobiło mi się gorąco ,ponieważ mogłam sobie wyobrazić, co czuli ludzie w 1981 roku, kiedy na wszystkich (dwóch kanałach) zobaczyli twarz Wojciecha Jaruzelskiego a potem czarny ekran. W proteście niezależnych mediów nie chodzi o kasę a o wolność słowa . Dziś próbują zabrać nam telewizję, co dalej Internet? Nie zgadzam się! Wypierdalać na księżyc z takimi pomysłami. Nigdy więcej czarnych ekranów!! Niech żyją wolne media. „Koniec i bomba, kto czytał ten trąba” Arabela.
„Shrek” -czyli powrót do dzieciństwa na koniec roku
Cześć, zanim pogadam na temat Shreka, z całego serca popieram protesty przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego ( hastag wybór nie zakaz). Drogi (bo dużo nas kosztujesz) rządzie, takie ustawy w czasie pandemii to zbrodnia!!! Ostatnio leciał na T.VN. 7 „Shrek”. Oglądając go ponownie, uświadomiłam sobie ,że byłam na nim w kinie a minęło już 19 lat od premiery filmu ! Zdałam sobie sprawę, że w kinie zaznajomiłam się z trzema z czterech filmów o Shreku. Potem dowiedziałam się , że w 2022 roku ma się pojawić nowa odsłona przygód zielonego ogra. To wszystko zachęciło mnie do podsumowania dotychczasowych filmów. W pierwszym tytułowy bohater jest samotny i wydaje mu się ,że przez to szczęśliwy, wszystko do czasu. Pewnego dnia spokój jego samotni naruszają postaci z baśni wygnane z domów przez małostkowego lorda nader skromnego wzrostu. Sherk postanawia rozmówić się z tyranem, aby pozbyć się niechcianych gości i odzyskać spokój w swoim domu. W skutek czego dostaje zlecenie oswobodzenia królewny Fiony i nawet nie podejrzewa, jak bardzo zmieni to jego życie. Nie ukrywam , że do pewnego stopnia dorastałam z tą serią. Patrzyłam, jak Shrek poznaje swoich teściów i zmienia się (czasowo) w człowieka oraz jak trafia do alternatywnego wymiaru i przekonuje się, jak wyglądałoby jego życie bez ukochanej Fiony . Dla niektórych ważnym cyklem filmowym z dzieciństwa i młodości jest „Harry Potter”. Na mnie większe wrażenie zrobił „Shrek”, był pierwszą baśnią z przymrużeniem oka, jaką oglądałam w życiu! Polecam na osłodę czasów pandemii i protestów i czekam na powrót ogra za dwa lata. Bonus: kontynuacji doczeka się też spin-off „Shreka „ czyli film „Kot w butach” z 2011r. Premiera „Kota w butach2” planowana jest na przyszły rok. Pozdrawiam Arabela. P.S. Film „Sherk” trafił do archiwum Biblioteki Kongresu jako ważny element kultury! P.S.2. Ponieważ to mój ostatni wpis przed Bożym Narodzeniem wszystkim moim czytelnikom życzę: zdrowia, pogody ducha, Szczęśliwego Nowego Roku 2021. Do zobaczenia
„Gateway. Brama do gwiazd”- odlot dosłownie i w przenośni
Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów, w Warszawie pada śnieg. Mamy już grudzień, dziś, trzeciego, są moje urodziny. Kończę 33 lata a mój blog osiem. Już grudzień, nie chce mi się w to wierzyć. Wydaje mi się jakby dopiero co zaczął się styczeń, a czas pędził na łeb na szyję. Pewnie z tego powodu czytam książkę za książką. Moim najnowszym literackim odkryciem została powieść „Gateway brama do gwiazd”. To wyjątkowa książka głównie dlatego, że praktycznie całą akcję poznajemy za pomocą psychoterapii głównego bohatera. Jest to ciekawy zabieg literacki. Autor, Frederik Pohl, pisząc książkę w ten sposób stawia przed czytelnikiem nie lada wyzwanie porównywalne z „Piątą porą roku” N.K. Jemisin ! Czytając „Piątą porę roku” wielokrotnie miałam ochotę przerwać lekturę, to samo miało miejsce przy „Gateway” . Trud czytania książki jednak się opłacił, gdyż jej druga część „”Gateway :za błękitnym horyzontem zdarzeń”, którą czytam teraz jest jeszcze ciekawsza od tomu pierwszego! To cykl o:podróżach kosmicznych, czarnych dziurach ,pozostałościach po pozaziemskiej cywilizacji i istotach z kosmosu. Dzieje się dużo, ale to nie „Gwiezdnie wojny”. W pierwszym tomie wydarzenia poznajemy w retrospekcji i z różnych perspektyw, wiele czasu zajmie nam zorientowanie się, co się naprawdę wydarzyło. Co nie znaczy, że jest nudno. Owszem, w pierwszy tom trudno się wgryźć ,ale warto podjąć ten wysiłek! W nietypowy sposób poznajemy świat przedstawiony w powieści. Narrację uzupełniają a zarazem często przerywają rozmaite: ulotki reklamowe, ogłoszenia drobne, instrukcje, regulaminy, fragmenty listów, artykuły naukowe i urzędowe raporty. Wszystkie te elementy wzbogacają naszą wiedzę o tym niezwykłym miejscu, pełnym tajemnic nawet dla jego mieszkańców. Polecam lekturę, Arabela.
Zupełnie inna „Mulan”
Witka ,obejrzałam właśnie aktorską wersję „Mulan” i nie wiem, co niej myśleć. Z jednej strony film bardzo różni się od animowanego pierwowzoru ,którą lubię, z drugiej nowa wersja jest ponoć bliższej legendy o Mulan. Do animacji z 1998r. mam sentyment a smok Muszu był jedną z moich ulubionych postaci. Lubiłam też piosenki z animacji. Rysunkową „Mulan” oglądałam za czasów, kiedy modne były kasety V.H.S. i magnetowidy dużo lat już upłynęło. Byłam sceptyczna w sprawie wersji aktorskiej, ponieważ krążyły plotki ,że będzie pozbawiona magii; dzięki bogu okazało się to nieprawdą. W filmie mamy opiekującego się tytułową bohaterką feniksa (zamiennik smoka Muszu) i czarownicę, z którą główna bohaterka walczy. Wbrew moim obawom to nie jest nudny film o wojsku! „Mulan” to drugi filmowy hit tego miesiąca, który zdobył moje serce (ten pierwszy to „Enola Holmes”, napiszę o nim wkrótce !). To, co łączy oba filmy wywodzące się z różnych kultur („Mulan” z chińskiej< „Enola Holmes” z europejskiej), to wyjątkowe kobiece postacie. Obie tytułowe bohaterki, choć żyją w różnych epokach, nie godzą się ze stereotypowymi rolami kobiecymi, co udowadniają swoim życiem. Jedna zostaje detektywem, druga żołnierzem. Wracając do Mulan, dla samych jej rozmów z innymi żołnierzami warto zobaczyć ten film, jest super. Może nawet ciekawszy od wersji rysunkowej? Tego nie jestem pewna, ale na bank jest wart zobaczenia! Polecam Arabela.
„The A. list” – czyli wakacje z dreszczykiem”
Siema wszystkim po drugiej stronie ekranu , jak wam mija wrzesień? Dla mnie początek września był wakacjami od pisania bloga. Moja mama wyjechała nad morze a ja zostałam w Warszawie, ale też postanowiłam odpocząć od rutyny czyli klawiatury. Pewnie odpoczywałabym dalej gdyby nie serial „The A list” ,który zobaczyłam na Netflixie w trakcie mojej blogowej przerwy . Tak dziwnego serialu dawno nie widziałam. „The A list” swoją tajemniczością bije na głowę „Wodogrzmoty małe” ,ale podobnie jak w przypadku „Wodogrzmotów” mamy tu opowieść o wakacjach z dreszczykiem. Tym razem serial jest fabularny a nie animowany a klimat bardziej mroczny! Zaczyna się niewinnie. Grupa nastolatków trafia na letni turnus na piękną i tajemniczą wyspie. Nie wiedzą, że wyspa stanie się pułapką prawie bez wyjścia! Jedna z nich , dziewczyna imieniem Amber w wyniku wypadku i eksperymentalnej terapii przeistacza się w groźnego telepatę. Nie wiadomo, co jest gorsze: kontrolująca umysły uczestników obozu Amber, tajemnicze wycie dobiegające z lasu czy brak zasięgu telefonów komórkowych? Póki co, serial składa się z 13-odcinków, w których dzieciaki próbują uciec z wyspy. Niektórym się udaje, reszta zostaje w pułapce. Dobrze ,że w tym roku ma powstać drugi sezon. Kiedy się pojawi, na pewno go zobaczę, jestem ciekawa, co będzie dalej. Spragnionym przygód i emocji oraz tęskniącym za latem polecam sezon pierwszy Arabela
Siema wszystkim po drugiej stronie ekranu , jak wam mija wrzesień? Dla mnie początek września był wakacjami od pisania bloga. Moja mama wyjechała nad morze a ja zostałam w Warszawie, ale też postanowiłam odpocząć od rutyny czyli klawiatury. Pewnie odpoczywałabym dalej gdyby nie serial „The A list” ,który zobaczyłam na Netflixie w trakcie mojej blogowej przerwy . Tak dziwnego serialu dawno nie widziałam. „The A list” swoją tajemniczością bije na głowę „Wodogrzmoty małe” ,ale podobnie jak w przypadku „Wodogrzmotów” mamy tu opowieść o wakacjach z dreszczykiem. Tym razem serial jest fabularny a nie animowany a klimat bardziej mroczny! Zaczyna się niewinnie. Grupa nastolatków trafia na letni turnus na piękną i tajemniczą wyspie. Nie wiedzą, że wyspa stanie się pułapką prawie bez wyjścia! Jedna z nich , dziewczyna imieniem Amber w wyniku wypadku i eksperymentalnej terapii przeistacza się w groźnego telepatę. Nie wiadomo, co jest gorsze: kontrolująca umysły uczestników obozu Amber, tajemnicze wycie dobiegające z lasu czy brak zasięgu telefonów komórkowych? Póki co, serial składa się z 13-odcinków, w których dzieciaki próbują uciec z wyspy. Niektórym się udaje, reszta zostaje w pułapce. Dobrze ,że w tym roku ma powstać drugi sezon. Kiedy się pojawi, na pewno go zobaczę, jestem ciekawa, co będzie dalej. Spragnionym przygód i emocji oraz tęskniącym za latem polecam sezon pierwszy Arabela.
„Jak poznałem waszą matkę” – to trzeba zobaczyć!
Cześć Kurcze, nie za wesołe jest to lato. Nie dość , że koronawirus wszystkich męczy to jeszcze dżuma wróciła. Do tego mamy falę upałów, te warunki nie sprzyjają dobremu nastrojowi , dlatego wszelkie metody poprawy humoru są na wagę złota! Jedną z metod są zabawne filmy i seriale. Świetnym przykładem nietuzinkowej komedii obyczajowej jest serial „Jak poznałem waszą matkę?” Pomysł na fabułę jest z pozoru prosty. Główny bohater Ted opowiada córce i synowi jak poznał ich matkę. Opowieść Teda ma konstrukcję szkatułkową i obrasta w liczne anegdoty oraz przeskoki w czasie. Szecherezda byłaby dumna z Teda. Urokowi tej narracji ulegamy i my, widzowie . Nie mogąc oderwać oczu i uszu od ekranu, rekonstruujemy historię grupy przyjaciół w kilku planach czasowych. Przez większość sezonów serialu (jest ich 9) nawet nie widzimy tytułowej matki! W oglądaniu to nie przeszkadza. Śledzimy tu losy paczki przyjaciół :Marshalla, Lilly, Barneya , Teda i Robin głównie w okresie studenckim i pierwszych latach po studiach .Na początku główny bohater zakochuje się od pierwszego wejrzenia w młodej i niezależnej dziennikarce Robin . Czy to ona jest tytułową matką? Nie mogę wam tego zdradzić, popsułoby frajdę z oglądania serialu. Miejscem akcji jest Nowy York przez co „Jak poznałem waszą matkę” jest często porównany do serialu „Przyjaciele”. Jeśli miałabym wybierać między tymi dwoma serialami wybieram „Jak poznałem waszą matkę”. To znacznie bardziej skomplikowana i barwna opowieść, której autorzy często sięgają do zabawy konwencjami filmowymi takimi jak : musical, fantastyka, horror i inne. Obecnie to mój ulubiony serial komediowy! Wszystkie sezony są na Netflixie. Polecam Arabela.
Andrzej Duda gada bzdury o ludziach L.G.B.T. w Krainie Bezsensu.
Witka. Trzy lata temu istniał na moim blogu cykl wpisów pod tytułem „Kraina Bezsensu” . Te wpisy pisałam tyko wtedy, kiedy wydarzenia społeczno- polityczne doprowadzały mnie do szału! Niestety znowu to czuję. W piątek 7-ego sierpnia 2020r. odbyła się demonstracja przeciwko aresztowaniu aktywistki na rzecz praw L.G.B.T. imieniem Margot. Policja traktowała protestujących niczym zwierzęta na polowaniu. Wbiegali w tłum ludzi, wywlekali pojedyncze osoby, wykręcali im ręce, szarpali i bili.
Patrząc w telewizor nie mogłam w to uwierzyć , ale nic dziwnego skoro aktualny prezydent Andrzej Duda w czasie wyborów mówił: ”L.G.B.T. to nie ludzie tylko ideologia”. Zachowanie policji to pokłosie tych słów. Prezydent nie dość ,że zaprzysiężony bezprawie to jeszcze gada bzdury ,które ranią ludzi i wykluczają ich ze społeczności. Co gorsza te bzdury są wcielane w życie przez policję ! W takich chwilach czuję, że mieszkam w Kranie Bezsensu a nie w Polsce. Miejmy nadzieję, że kiedyś mój kraj znormalnieje bo na razie stoi na głowie. Pozdrowienia z Krainy Bezsensu Arabela. P.S. trzymam kciuki za walczącą o wolność Białoruś!
Śmierć na urlopie czyli „Kosiarz” Terriego Pratchetta
Cześć, przeczytałam powieść „Kosiarz”, kolejną część cyklu o Świecie Dysku Terriego Pratchetta . Jak nie trudno się domyśleć głównym bohaterem książki jest Śmierć. Tak, ten Śmierć, najbardziej znana antropomorficzna personifikacja Świata Dysku, ale tym razem to on ma kłopoty. Został uczłowieczony a co za tym idzie musi umrzeć. Ktoś inny by się przeraził , ale nasz bohater uznaje, że pozostały mu krótki czas życia to będzie wspaniała przygoda. Ucieka więc ze swojego zamku, by zacząć po ludzku żyć. Śmierć pracując na farmie pod fałszywym nazwiskiem Bill Brama odkrywa blaski i cienie życia. Ta wyprawa ma skutki uboczne zarówno dla głównej postaci, która zyskuje zrozumienie i współczucie dla śmiertelników, jak dla świata opuszczonego przez Śmierć. Wraz z jego zniknięciem na dysku pojawia się nadmiar siły witalnej, zmarli zmieniają się w pokojowo nastawione zombie oraz występują inne, nieznane dotąd zjawiska . W chwili, gdy to piszę nie tyko na dysku dzieją się cuda . Mnóstwo zamieszania, zdezorientowani ludzie wychylają się z okien domów lub wybiegają na ulicę. W kamienicy obok mnie, na Starym Mieście, wielki komin z hukiem runął właśnie na ulicę. Przejechała straż pożarna, czuje się jak w Ankh-Morpork a mieszkam w Warszawie! Jak widać życie czasem dogania fikcję. Może to ta paradoksalna bliskość naszej rzeczywistości sprawia , że cykl „Świat Dysku” zdobył serca czytelników na całym świecie? Dysk to nasz świat tyle, że w krzywym zwierciadle cynicznego a zarazem pełnego humoru autora. Dzięki temu , że Terry Pratchett powołał do życia płaski i dziwny dysk, ani pandemia ani spadające na ziemię kominy ani polska dynamiczna sytuacja polityczna nie są nam straszne. Zawsze mamy literacką drogę ucieczki do Świata Dysku. Dlatego z całego serca polecam zarówno „Kosiarza” jak całą serię powieści o płaskim świecie pełnym magii . Dla miłośników fantastyki i ironicznego humoru jest idealna i na lato i na kwarantannę! Pozdrawiam, nieco przeziębiona Arabela .