Witam, mamy dziwne, niespokojne czasy. Na Ukrainie zdradziecko zaatakowanej przez Rosję trwa wojna, pandemia też nie odpuszcza, mimo wszystko staram się zachować równowagę psychiczną . Szóstego marca moja mama była na demonstracji „Solidarni z Ukrainą” i wsparła ją datkiem.
Dla poprawy nastroju i z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet w prezencie dla samej siebie opowiem wam o „Jetsonach”. Mam do tego dobry pretekst, bo serial w tym roku świętuje jubileusz (mija 60 lat od powstania pierwszego odcinka). Przy okazji obalę pewną popularną w intrenecie teorię spiskową, głoszącą, że Flinstonowie żyją w czasach następujących po Jetsonach, bo nastąpił rozpad cywilizacji w wyniku atomowej katastrofy.
Ta teoria to absurd, zwłaszcza biorąc pod uwagę film „Jetsonowie spotykają Flinsonów”, w którym dzięki podróży Jetsonów w przeszłość obie rodziny mają okazję się poznać. Serial Jetsonowie powstał w 1962 roku. Według zamysłu twórców akcja dzieje się dokładnie sto lat od premiery czyli w 2062 roku. Niestety perypetie rodzinki z przyszłości nigdy nie odniosły tak wielkiego sukcesu jak ich poprzednik czyli „Flinstonowie”.
Serial składał się z 75 odcinków prezentowanych w trzech sezonach. Oprócz tego powstały cztery filmy pełnometrażowe i gościnny występ Jetsonów w filmie „Kosmiczny mecz nowa era”, produkcja z zeszłego roku. Szkoda, że czwarty film pełnometrażowy o rodzince z przyszłości, ten z roku 2017-ego, ukazał się na dvd tylko w USA! Jakiś czas temu w intrenecie krążyła plotka o fabularnej odsłonie serialu, jednak ku mojemu rozczarowaniu nic z tego nie wyszło. Szkoda, fajnie by było zobaczyć świat pełen latających samochodów i robotów nie tylko w formie animacji. Futurystyczny klimat sprawiał, że bardzo lubiłam ten serial jako dziecko i do tej pory ta sympatia mi nie minęła. Jeśli macie ochotę oderwać się od ponurej rzeczywistości „Jetsonowie” to niezła odskocznia! Odcinki i trzy filmy pełnometrażowe są dostępne na stronie „CDA”. Polecam, Arabela.
Nowy rok i co dalej
Cześć, mamy już końcówkę lutego, pora podsumować zeszły rok. Jak wiecie podsumowania robię rzadko, mniej więcej raz na trzy lata ( ostatnie robiłam w 2019r.) Rok 2021 był dla mnie wyjątkowy! Przeprowadziłam się i brałam udział w konkursie literackim (wyniki w marcu, wtedy opowiadanie konkursowe ukaże się na moim blogu).
W zeszłym roku poznałam wiele wspaniałych książek między innymi „Małe licho i babskie sprawki” Marty Kisiel, w której to powieści pojawiają się nowe bohaterki, jedna magiczna powoduje duże zamieszanie, a druga zwana Zmyłką pomaga naprawić groźną sytuację. „Wizję lokalną” Stanisława Lema omówiłam w jednym z poprzednich wpisów. Przeczytałam też serię powieści (heksalogię) o Dorze Wilk Anety Jadowskiej, gdzie elementy urban fantasy łączą się z wątkami kryminalnymi i miłosnymi oraz zbiór opowiadań „Dynia i jemioła” tej samej autorki. Dzięki licznym lekturom oraz przeprowadzce prawie zapomniałam o pandemii. Dała mi o sobie znać niedawno, na początku lutego, kiedy po raz pierwszy zrobiono mi test na koronawirusa. Był negatywny. Żeby nie było wątpliwości , jestem w pełni zaszczepiona, trzy dawki. W kalendarzu jest już rok 2022 a moje życie nie zwalnia tempa. Nie narzekam na brak zajęć. Zdążyłam obejrzeć drugi sezon serialu „Wiedźmin” na Netflixie. Obecnie czytam „Wiedźmina” Sapkowskiego, dotarłam do końca trzeciego tomu a mam zamiar przeczytać całą sagę. Zrobiłam sobie przerwę na lekturę „Dzikie dziecko miłości” Anety Jadowskiej, mój prezent walentynkowy. To moje plany kulturalne na początek roku, dość już zaawansowane w realizacji. Jest jeszcze jedna książka, której nie nie mogę się doczekać a ma być wydana w tym roku. Jest to „Chucherko „Małgorzaty Musierowicz, oby wreszcie się ukazało. Pozdrawiam. Arabela.
„Kocie wiedźmy”
Uwaga wpis z października wstawiony z poślizgiem z powodu przeprowadzki!!
Witka po długiej przerwie. Wiem, że dawno nie pisałam na blogu, ostatni raz odzywałam się pod koniec sierpnia a mamy prawie koniec października. Powodów jest kilka: konkurs literacki, który pochłaniał dużo czasu , choroba i branie antybiotyku, skutkujące marnym samopoczuciem.
Co zatem skłoniło mnie do powrotu przed klawiaturę? W trakcie choroby obejrzałam serial „Kocie wiedzmy”. Bardzo mi przypadł do gustu, to familijna odsłona opowieści o małoletnich czarownicach, pasująca do zbliżającego się Halloween. Fabuła opiera się na starciu między dobrymi a złymi czarownicami , w którym stawką są losy miasteczka i jego mieszkańców
.Dziewięcioodcinkowa produkcja obfituje w humorystyczne sytuacje. Przykładowo jedna ze słabości złych wiedźm to alergia na słodycze. Nie mogą ich nawet dotykać nie mówiąc o jedzeniu, co prowadzi do wielu komicznych scen. Kolejną ich wadą jest kłótliwość i nieumiejętność współpracy. Natomiast adeptki białej magii cechuje roztargnienie, z powodu którego ich zaklęcia nie zawsze działają zgodnie z oczekiwaniami więc jest się z czego pośmiać. Pozytywne bohaterki potrafią zmieniać się w koty, stąd tytuł „Kocie wiedzmy”. Serial jest wciągający i zabawny, polecam nie tyko widzom sagi o „Harrym Potterze”. Arabela.
Chrzanić święta
Witam, bardzo mi przykro, że muszę o tym pisać na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia ,ale nie mogę milczeć, kiedy rząd znowu chce zamknąć TVN, obecnie największe niezależne media w Polsce!!! Jestem zła na rząd jak jeszcze nigdy. Piszę zamiast jeść, bo nosi mnie złość. Cały świąteczny nastrój trafił szlak! Jak myśleć o choince, kiedy Ojczyzna w potrzebie? Cytując klasyka „Panie Wołodyjowski larum grają”. Tym razem to my, obywatele, jesteśmy zobowiązani jak Wołodyjowski czy Sobieski. Chrzanić święta, pora na protesty. Bronimy wolności słowa i wolnych mediów TVN 24 oraz TVN! W Warszawie protest już w niedzielę 19- ego grudnia pod pałacem prezydenckim . Do boju! Arabela.
Kontynuacja „He-Mena ”: co jeszcze można wymyśleć?
Witka ,ostatnio na Netflixie obejrzałam ciekawy serial animowany „Władcy Wszechświata: Objawienie”. Jest to kontynuacja serialu „He – Men i władcy wszechświata”, animacji z 1983r. inspirowanej serią zabawek dla dzieci. „Władcy Wszechświata :Objawienie” to już trzecia próba powrotu tej fantastyki na ekrany, dwie nieudane miały miejsce w 1990r. oraz 2002r. Uwaga: dalsza część wpisu może zawierać spojlery, czytacie na własne ryzyko.
W nowej serii fabuła jest wywrócona do góry nogami. He-Men umiera już w pierwszym odcinku razem ze swoim wrogiem Szkieletorem. Na skutek tego wydarzenia magia na planecie Eternia zaczyna zanikać. Głównymi bohaterkami stają się dwie dziewczyny Tilla i Andra, które starają się odtworzyć miecz He-Mena, aby ratować świat . Serial ma kontrowersyjne zakończenie , w którym książę Adam czyli He-Men powraca zza grobu, po czym zostaje ponownie zabity przez Szkieletora. Złoczyńca przejmuje miecz bohatera, dzięki temu uzyskuje kontrolę nad magią Posępnego Czerepu. To tak przewrotne jakby Gargamel ugotował Smerfy, by przejąć ich moc. Zakończenie „He-Mena i władców wszechświata” stawia fabułę na głowie. Mnie te kontrowersje nie przeszkadzają. Dwie rzeczy, które nieco psują mi radość to brak polskiego dubbingu oraz mała ilość odcinków, tyko pięć , ale jeśli lubicie intrygujące seriale animowane warto go obejrzeć. Arabela.
Wolę być wiedźmą niż niewiastą
Cześć , wiecie, że wiedźmy są w modzie dosłownie i w przenośni. Przeglądając „Glamour” numer lipiec- sierpień 2021r. natrafiłam na artykuł pod tytułem „Sezon czarownic”. Pisano tam, że tego lata modne są stroje inspirowane właśnie okultyzmem i adeptkami magii . Wiecie, że słowo wiedźma pochodzi od wiedzy a niewiasta od jej braku czyli niewiedzy. Nic dziwnego, że pan minister antyedukacji Przemysław Czarnek chce z nas kobiet zrobić niewiasty a nie wiedzmy. Ja wolałabym być wiedźmą niż niewiastą! Jedyne „Cnoty niewieście” jakie akceptuję to odwaga i niezależność. Kilku moich przyjaciół na FB w proteście przeciw proponowanej przez Czarnka indoktrynacji w szkole dodało do swoich zdjęć nakładkę o treści: „mam ugruntowane cnoty niewieście”. Moja mama natomiast twierdzi, że ma ugruntowane cnoty niewieście w podogoniu. Książka „Złodziej Dusz” Anety Jadowskiej bardzo przypadła mi do gustu. To przykład oryginalnej Urban fantasy umiejscowionej we współczesnej Polsce, głównie w Toruniu i Trójmieście oraz magicznych odpowiednikach tych miejscowości. Duże znaczenie mają w niej wątki kryminalne. Główna bohaterka Dora Wilk jest przeciwieństwem kobiecego ideału pana Czarna czyli uległej, zajętej kuchnią i potomstwem kobiety bez ambicji. Twarda policjantka i wiedźma, która mimo dysponowania magią płodności nie chce mieć dzieci ale biegle włada magią wojowników. Dwaj faceci jej życia to anioł i diabeł, co nawet w jej świecie jest rzadkością. W skrócie Dora żyje tak, jak chce! Przygody młodej wiedźmy wciągnęły mnie do tego stopnia, że obecnie czytam trzeci tom „Zwycięzca bierze wszystko”. Pewnie niebawem dokupię następne tomy, by doczytać heksalogię o wiedźmie do końca. Pozdrowienia dla organizacji „Wiedzmóchy”, gnębionej przez durnego ministra oraz dla wszystkich niezależnych kobiet. Dora Wilk to świetna patronka na te trudne czasy! Arabela.
„Wizja lokalna” – czyli Sindbad żeglarz w kosmosie
Cześć, wierzyć się nie chce, że to już sierpień. Kartki z kalendarza ulatują jak ptaki. Lato i upały rozgościły się Polsce na dobre a ja znowu się przeziębiłam, ale zanim to nastąpiło przeczytałam „Wizję Lokalną” Stanisława Lema. Ta bardzo ciekawa książka przypominała mi „Przygody Sinbada żeglarza” tyle że w komosie. „Wizja lokalna” jest w istocie traktatem filozoficznym ,ale jest napisana w sposób przyjazny dla czytelnika. Opowieść zaczyna się niepozornie. Astronauta Ijon Tichy wrócił właśnie z kolejnej podróży kosmicznej i marzy o wakacjach w Szwajcarii .Nie podejrzewa nawet, że te plany będą początkiem jego największej przygody! Mała dygresja: to zabawne, że zdecydowałam się napisać o tej książce w dniu startu pierwszego komercyjnego lotu w kosmos. Wracając do lektury, w wyniku licznych perypetii Ijon postanawia ponownie odwiedzić dwie planety, na które już kiedyś poleciał: Kurdladię i Encję, niekiedy zwaną Entropią. Społeczność Kurdlandii jest bardzo prymitywna, tubylcy żyją w kurdlach czyli wielkich kosmicznych dinozaurach. Nie mają dużych życiowych aspiracji, gdyż w ich systemie jednostka nie liczy się, jej los został całkowicie podporządkowany celom grupy . Encja jest przeciwieństwem Kurdlandii, planeta naszpikowana sztuczną inteligencją i wszelką techniką, mającą na celu spełnianie marzeń poszczególnych obywateli . Co ciekawe, w czasach kiedy książkę napisano czyli w 1981r. te dwie planety postrzegano były jako metafory dwóch ustrojów: komunizmu i kapitalizmu. Dziś „Wizję lokalną” możemy czytać jako opowieść abstrakcyjną, tak jak „przygody Sindbada Żeglarza”. Polecam „Wizję Lokalną”, bawi i skłania do refleksji. Arabela.
Bajkowe wspomnienia
Witka, chcę napisać parę słów o tym, dlaczego lubię Flinstonów i czemu ostatnio kupiłam sobie płytę DVD z jaskiniowcami mimo faktu, że niektóre odcinki znam prawie na pamięć? Ten wpis chciałam napisać na Dzień Dziecka, ale przeszkodziło mi w tym szczepienie, więc uznałam ,że lepiej późno niż wcale. Animacje studia Hanna-Barbera kojarzą mi się dzieciństwem. Jako mała dziewczynka oglądałam je na kasetach VHS. Do moich ulubionych serii zaliczam Jetsonów i Flinstonów. Dodam, że bardzo lubiłam film „Jetsonowie spotkają Flinstonów” , ponieważ łączył te dwie serie! Co ciekawe kiedy oglądałam „Flinstonów” na kasecie, nosili polski tytuł „Między nami jaskiniowcami”. Ta animowana rodzinka gościła tak często w moim magnetowidzie, że się z nią zżyłam jak niektórzy z „Minionkami” albo „Pokemonami” . Można więc śmiało powiedzieć , że płytę nabyłam z sentymentu. To był powrót do dzieciństwa! Oglądając odcinki po latach doszłam do wniosku ,że serial się nie zestarzał. Na mojej płycie są cztery odcinki serialu, dwa z nich szczególnie mnie bawią. W pierwszym Fed i Barnney w trakcie wyprawy na ryby zostają połknięci przez wieloryba. Dopiero widząc na zębie bestii napis: „ Jonasz tu był” zdają sobie sprawę, że znaleźli się w paszczy potwora. W drugim odcinku Wilma i Betty szpiegują mężów w kurorcie narciarskim, co doprowadza do wielu zabawnych sytuacji. Treść odcinka świadczy o tym ,że „Flinstonowie” według pierwotnego pomysłu mieli być animacją dla dorosłych a dzieci pokochały jaskiniowców przypadkiem. Arabela. Ps. Ciekawostka bonus: powstaje nowy film ze „Scooby- Doo” chyba taki, którego się nie spodziewałam. „Scooby – Doo spotyka Chojraka tchórzliwego psa”. Premiera za granicą we wrześniu, w Polsce nie wiem, kiedy. Jeśli lubicie Scoobiego, Chojraka albo Flinstonów napiszcie o tym w komentarzu.
Zamach na wolne media!
Cześć , przykro mi o tym pisać, ale rząd znowu rozrabia jak pijany zając w kapuście, psując mi plany i humor. Chodzi o ustawę „Lex T.V.N.”, którą wprowadzono do porządku obrad sejmu wczoraj w nocy (z siódmego na ósmy lipca) . Kiedy się dowidziałam, że w środku wakacji pod osłoną nocy partia rządząca (PIS) szykuje kolejny zamach na wolne media, przerwałam pisanie tekstu o „Wizji lokalnej” Stanisława Lema i zabrałam się za ten wpis . Są sprawy ważne i ważniejsze. Lema dokończę później! To co teraz się dzieje to ciąg dalszy afery, którą rząd rozpętał w styczniu albo lutym. Wtedy szukał na telewizję T.V.N haka za pomocą podatków . Teraz próbują im nie dać koncesji na nadawanie. Na początku roku była akcja „Media bez wyboru”, o której zresztą pisałam i podziałało. Rząd się cofnął. Może przydałaby się powtórka albo wielka demonstracja uliczna? Sama nie wiem. Jeśli to ustawowe kuriozum wejdzie w życie, zniknie nie tylko TVN i TVN24 ,ale też HBO i wiele innych kanałów amerykańskich. My, obywatele, nie możemy na to pozwolić rządowi PiS, ponieważ prawo do wolnych mediów to jedno z podstawowych praw człowieka gwarantowanych nam przez polską Konstytucję. Następnym krokiem Kaczyńskiego będzie zabranie nam Internetu a na to póki żyję, nie pozwolę. Życie bez wolnych mediów jest jak frytki bez soli, bez smaku i bez sensu. Ja się na to nie zgadzam. Nich żyją wolne media!!! Arabela.
Lektury w Krainie Bezsensu
Witka, jestem trochę półżywa z powodu drugiej dawki szczepionki na Coronavirusa, gorączka, katar, kaszel, te sprawy, więc wspominki o Flinstonach przekładamy na następny raz, kiedy będę w lepszej formie. Co sprawiło, że piszę pomimo niedogodności? Zezłościł mnie pan minister Przemysław Czarnek i jego nowa lista lektur szkolnych. Gdy słucham pomysłów ministra cieszę się , że nie mam dzieci i znów czuję, że nie mieszkam już w Polsce tyko w Krainie Bezsensu. Tylko tam ma sens napychanie kanonu lektur myślami papieża Jana Pawła Drugiego niczym gęsi kalafiorem kosztem wyrzucania z niego młodzieżowej literatury współczesnej na przykład cyklu „Felix, Net, i Nika” Rafała Kosika. Sama go nie czytałam, jednak znalazłam na Netflixie film „Felix, Net, i Nika oraz teoretycznie możliwa katastrofa”, który bardzo mi się podobał. Kto chce wiedzieć więcej na temat serii Rafała Kosika polecam materiał Pawła Dębowskiego z kanału P42. Jest dostępny na Yutubie i świetnie tłumaczy fenomen serii! Z listy lektur zniknął również „Winnetu” i wiele innych . Moim zdaniem te działania ministra edukacji to wielki błąd, niestety nie z punktu widzenia PISu. Rządząca prawica chce zamienić szkołę w narzędzie propagandy , a edukację zastąpić prymitywną indoktrynacją. Temu celowi ma służyć również nieograniczona władza kuratorium. Gdybym była premierem, wywaliłabym Czarnka ze stanowiska na zbity pysk! Narzekać już nie mam siły, wracam do czytania „Wizji Lokalnej” Stanisława Lema. Pozdrowienia z Krainy Bezsensu Arabela.