Seriale nauk czy rozrywka?

Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów. Ostatnio przeglądając  „Twój Styl’ (numer 392 marzec 2023r.)  znalazłam ciekawy artykuł pt. „Życie w odcinkach”; dotyczył mody na oglądanie seriali. Autorka publikacji zadała sobie pytanie czy seriale są masową rozrywką czy równie masowym nałogiem? Stawia nawet mocą tezę:  „Nie oglądasz, nie istniejesz” a ja zadaję sobie pytanie czy nie możemy już żyć bez seriali? Najgorsze jest to, że nie znam na nie odpowiedzi. Warto też rozważyć, co sprawia, że tak chętnie się w nich zatracamy? Czy to ucieczka przed szarą lub zbyt skomplikowaną rzeczywistością czy intelektualne lenistwo a może sposób na relaks w zaciszu domowym? Jak to jest w waszym wypadku, napiszcie?

 Nie jestem chyba typową pożeraczką seriali. Bywa, że porzucam opowieść po kilku odcinkach, jeśli mnie nudzi, taka sytuacja miała miejsce ostatnio z produkcją: „Dziewczyny nad wyraz”, poddałam się po trzecim. Jak widać nie taktuję oglądania nałogowo. Z drugiej strony Olga Tokarczuk mówi, że seriale są znakiem naszym czasów i coś w tym jest. Podobnie jak signum tempore baroku to nałogowe pamiętnikarstwo a romantyzmu liryki poświęcone nieszczęśliwej miłości.

 Kto wie, może za sto lat czasy, w których żyjemy będziemy nazywać epoką telewizyjnych opowieści w odcinkach? Na marginesie, w epoce pozytywizmu gazety drukowały w odcinkach książki, wtedy pełniły one rolę seriali. Serio, ludzie wyrywali sobie gazety, żeby sprawdzić, jak się kończą „Ogniem i mieczem” lub „Wielkie nadzieje” .  Tak więc fascynacja narracją w odcinkach to nic dziwnego, ona po prostu ewoluuje.  Pozdrawiam Arabela.

Kot nie z tej ziemi

Kasia zawsze marzyła, że spotka ją coś fantastycznego, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie sądziła , że zaprzyjaźni się z kosmitą a jednak…

 Jeszcze kilka miesięcy temu sterowała zwykłymi dronami a nie statkiem kosmicznym swojego przyjaciela Maurycego, o którym do niedawna myślała, że to niezwykły kot.  Prawda okazała  się tak szalona jak fantastyka a nawet jeszcze bardziej . No bo kto by uwierzył, że kot, którego pół roku temu adoptowała ze schroniska, okaże się kosmitą? Nikt przy zdrowych zmysłach .

 Dlaczego odważyłam się pilotować ten statek? Ze względu na przygodę a może nawet bardziej na przyjaciela. Tak jest; Maurycy od dwóch dni był chory i jego łapy nie działały wystarczająco sprawnie. Żeby umilić sobie długą wędrówkę przez Kosmos cofnęła się pamięcią o sześć miesięcy, do czasu, gdy spotkała Maurycego, kota z kosmosu.

 To zabawne , że poznali się za sprawą błędu drukarskiego i epickiej porażki Katarzyny. Pracowała wtedy dla znanego polityka Mateusza Kopytko, który mimo , że nie miał pojęcia o kosmosie kandydował do Polskiej Rady Kosmicznej . To właśnie u Kasi zamówił druk ulotek wyborczych oraz rozrzucenie ich w całej Warszawie za pomocą dronów.

To miała być łatwa praca. Niestety w tamtej chwili do akcji wkroczyła siła wyższa, bez uprawnień bawiąca się światem, czasami zwana losem. Los bardzo się nudził i postanowił spłatać komuś psikusa. Padło na Kasię. Tak bywa. Z resztą może to i dobrze? Bez tego zamieszania nie spotkałaby Maurycego lecz nie uprzedzajmy faktów. W wydrukowanych ulotkach czarno na białym stało, że Kopytko to idealny kandydat do Polskiej Rady Komicznej zamiast zamówionej kosmicznej. Śmiechom nie było końca i to był koniec kosmicznej kariery polityka.

 Nagły wstrząs przerwał strumień wspomnień Kasi. To był maleńki odprysk  asteroidy, który uderzył w bok statku. Huk kolizji i wstrząs obudziły jej kosmicznego kumpla, aż spadł z posłania.

 – Co się dzieje?-  zadawał sobie w myślach pytanie zaspany Maurycy zbierając się z  podłogi statku. Coś musiało znaleźć się na kolizyjnym kursie . Myślał o możliwych szkodach i koniecznych naprawach stając na równe łapy. Bał się o swoją ludzką przyjaciółkę .

– Jaka szkoda, że mój statek nie jest sterowany myślami- powiedział Maurycy sam do siebie w trakcie biegu. Na szczęście, kiedy dotarł do panelu sterowania odkrył, że Kasi nic się nie stało. Poczuł ogromną ulgę. Z radości wskoczył jej na kolana

.- Kasiu jakim cudem nie zauważyłaś obiektu?- zapytał telepatycznie.

 – Myślałam o tym, jak się poznaliśmy a to był malutki okruszek skalny.- wyznała Katarzyna szczerze.

 -No i wszystko jasne. Historia naszej znajomości pochłonęła cię bez reszty -stwierdził niebiesko umaszczony kotowaty kosmita.  Do niedawna sam bym w to nie uwierzył. Ja, znany projektant statków kosmicznych z obcej galaktyki wzięty za kota i mieszkający na ziemi; to brzmi jak żart.

 Wtedy odezwała się Kasia – Maurycy, skoro byłeś znanym projektantem, czemu sam wyruszyłeś w Kosmos?

– To przez presję rodziny, konkretnie dziadka. Chciał, żebym budował kosmiczne pojazdy a nie nimi latał. Na domiar złego próbował mnie swatać dla dobra reputacji rodziny i jej firmy. W kłótni z nim wykrzyczałem, że o ożenku nie ma mowy, ale dziadek  nie słuchał.  Zagroziłem, że ucieknę na inną planetę, nie uwierzył.

Maurycy opowiadał dalej. Jeszcze tego samego wieczora wziął statek z garażu i uciekł. Pędził niemal na oślep przez Drogę Mleczną byle dalej od domu.

– Leciałem długo, aż zobaczyłem małą błękitną planetę. Była śliczna, postanowiłem się zatrzymać. Kasia przerwała pytaniem o to, jakim cudem trafił do schroniska?

 -Nie miałem pojęcia , że to schronisko. Początkowo myślałem, że jestem w ambasadzie, koty brałem za dyplomatów. Kasia pękała ze śmiechu. Nie śmiej się – parsknął Maurycy. Wtedy myślałem, że ziemianie są z wyglądu podobni do mnie. Dopiero telepatyczna rozmowa z kotami wyprowadziła mnie z błędu. To istoty dwunogie tu dowodziły, wkrótce miałem się o tym boleśnie przekonać.  

Miauczenie stada kotów wzbudziło niepokój pracowników schroniska. Po chwil zwabiona hałasem kobieta podniosła mnie z ziemi i zaniosła do środka budynku , który skojarzył mi się z więzieniem, bo było tam pełno klatek. Próbowałem wyjaśnić pracującym w budynku ludziom, że nie jestem ziemskim kotem lecz przedstawicielem obcej cywilizacji, ale oni  byli niewrażliwi na telepatię i nic to nie dało. W moją historię wierzyły jedynie koty. Tak było przez parę dni do póki nie pojawiłaś się ty, Kasiu i uratowałaś mnie! Okazałaś się być jedyną ludzką telepatką, jaką spotkałem.

 – Nie Maurycy, ty uratowałeś mnie. Poznałam cię w najgorszym tygodniu w moim życiu, ale nie mam do losu żalu, gdyż nasza przyjaźń to coś fantastycznego.

Taki był początek ich kosmicznej przygody, w której gotowi byli na wszystko, byle razem.

Koniec.

Katarzyna Światkiewicz

Zadziwiający kot Maurycy

Cześć przyjaciele, mamy przełom lutego i marca. Luty był dość ponury, bo dopadła mnie świadomość przemijania. Ciocia Irka umarła, żyła 105 lat, to bardzo długo . Kolejną smutną rzeczą powiązaną ze świadomością kruchości życia jest wojna w Ukrainie. Kiepski rząd, jaki mamy w Polsce, dodatkowo pogarsza mi nastrój.. Jednak nawet w trudnym czasie pojawiają się iskierki optymizmu.

Taką właśnie iskierką był dla mnie film „Zadziwiający kot Maurycy”. Jest to filmowa adaptacja książki Terriego Pratchetta „Niesamowity Maurycy i jego edukowane gryzonie”. Książki niestety nie czytałam a po zobaczeniu filmu mam ochotę to nadrobić, ale w tym celu muszę ją sobie odkupić, ponieważ moje stare wydanie zaginęło w akcji (pewnie przy przeprowadzce, bo ostatni raz widziałam je kilka lat temu na Piwnej)!

Wracając do samego filmu to wariacja na temat legendy o szczurołapie, ale jak to w Świecie Dysku bywa, wszystko jest inne niż się wydaje. Akcja odszczurzania podobnie jak sama postać szczurołapa to jedno wielkie oszustwo. W intrydze łapy maczali gadający kot Maurycy (jego głos po mistrzowsku  podkłada Piotr Adamczyk) i współpracujące z nim mówiące szczury, które są takie, ponieważ zjadły za dużo magicznych odpadków ze śmietnika „Niewidzialnego Uniwersytetu” oraz zaprzyjaźniony z nimi chłopiec imieniem Kajtek.

  Wielbicielka książek imieniem Melisa to moja ulubiona bohaterka; jej literacka wyobraźnia i spostrzegawczość pomogą w rozwikłaniu sieci intryg.   Drugą spośród ludzkich postaci jest wspomniany już uzdolniony muzycznie Kajtek, odgrywający w ekipie Maurycego rolę grajka. Wyżej wymienionym przyjdzie się zmierzyć z bezwzględnymi złoczyńcami i zawalczyć o swoje marzenia, włącznie z pragnieniami edukowanych gryzoni.

 Interakcje i relacje pomiędzy bohaterami sprawiają, że  „Zadziwiający kot Maurycy” to niezwykły film animowany, dlatego cieszę się, że odkupiłam sobie książkę i już niebawem będę mogła przeczytać literacki pierwowzór. Póki co polecam film z całego serca, naprawdę poprawia humor. Arabela.

Protest niepełnosprawnych w Sejmie

Witam, bardzo porusza mnie protest dorosłych osób niepełnosprawnych i ich opiekunów, który trwa już  od dwóch tygodni w Sejmie. Poprzedni tego rodzaju protest wydarzył się w  2018roku. Trwał 40 dni i mimo poświęcenia protestujących tak naprawdę nic nie dał. Rząd nas oszukał, mówię nas, gdyż sama choruję na porażenie mózgowe od niemowlęctwa i z trudem poruszam się na wózku. Czuję się uczestnikiem tego strajku mimo, że fizycznie nie jestem w stanie w nim uczestniczyć. Moja pupa jest za słaba, żeby przesiadywać godzinami w Sejmie, nie mówiąc już o całych tygodniach!

Efekt jest taki, że oglądam protest w „TVN 24” i kibicuje protestującym, bo mnie też przydałaby się podwyżka renty do poziomu płacy minimalnej, ale za tego rządu nic z tego nie będzie, ponieważ ma osoby niepełnosprawnie w dupie! Liczę na to, że opinia publiczna dowie się o naszej sytuacji i krytycznie przyjrzy działaniom władzy.  Partia „Prawo I Sprawiedliwość” zamiast słuchać postulatów i  przyznać ludziom wymagającym stałej, całodobowej opieki tę podwyżkę, jak zrobiłby skuteczny rząd, woli dawać matkom osób z niepełnosprawnościami kwiaty na Dzień Kobiet.

 Tu nie kwiatów trzeba a działania, ale rząd woli zajmować się sam sobą. Wszystkim, tylko nie tym, co ważne :”Lex  pilot”, ” Willa plus”, ”Lex Czarnek „ , „Lex TVN”, skrajnie restrykcyjna ustawa antyaborcyjna. Oto, na co Kaczyński i jego ekipa marnują czas i nasze podatki. Cytując Księdza Robaka z „Pana Tadeusza”: „Trzeba wyrzucić śmieci i oczyścić dom” z tą różnicą, że tym razem śmieciami nie są moskale lecz rząd „PIS” silny dla słabych, słaby dla silnych. W najbliższych wyborach zróbmy jesienne porządki!  Zmiana rządu to nadzieja na lepsze jutro, zarówno dla niepełnosprawnych jak dla zdrowych. Posprzątajmy sceną polityczną razem, do boju! Arabela.

„Cuda Wianki” książka na poprawę humoru

Cześć przyjaciele, mamy już końcówkę lutego.  W Warszawie raz śnieg, raz deszcz,  przeważnie  jest zimno. Poza tym  w polityce panuje chaos, rząd już sam nie wie czy kłóci się z Unią czy chce od niej forsę? Opozycja natomiast nie wie, czy idzie do wyborów razem czy osobno? Jakby tego było mało czekają mnie niedługo dwie szczepionki: najpierw Covid, potem grypa, innymi słowy codzienność atakuje zimnem i nudą.

 W takich przypadkach lekarstwem okazuje się literatura. Moim antidotum na rzeczywistość stał się zbiór opowiadań Anety Jadowskiej „Cuda Wianki”.  Polecam szczególnie utwór, który mnie bardzo rozbawił „Ruja i poróbstwo”, zawierający nadprogramową liczbę penisów oraz dioptrii. Warto nadmienić, że bez nadmiaru dioptrii liczba penisów uległa by znacznej redukcji.  Po jego lekturze nawet  piosenka „Mam tę moc” z animacji „Kraina Lodu” może kojarzyć się z penisami. Na marginesie kiedy byłam mała, często mówiłam na penisa „nos Pinokia” ze względu na jego wygląd, który kojarzył mi się z rosnącym nosem kłamiącego pajacyka. Aneta Jadowska nie jest więc pierwszą osobą, w której skojarzeniach baśnie i penisy występowały razem .

Warto też polecić waszej uwadze  opowiadanie „O włos od katastrofy”. Występuje w nim Wiedźmin niebezpieczny zwłaszcza dla użytkowników eliksiru na porost włosów. Jak łatwo się domyśleć to zupełne inny typ niż bohater Andrzeja Sapkowskiego! Warto go poznać[lś1] , choćby dla kontrastu.

 W tym tomie prababcia Maliny wraz ze swoim gangiem harpii powraca w roli detektywa i pokutnicy, tego jeszcze nie było. Najłagodniejsza z Koźlaczek, Ruta, zmaga się z narkotykową mafią i rozpętuje w Zielonym Jarze trzęsienie ziemi. Rekomenduję ten zbiór opowiadań, bardziej różnorodny niż tom pierwszy „Cud, miód, Malina”. Przeczytajcie koniecznie, Arabela.


 [lś1]

Nie ma zgody na „Lex pilot”

Witam, bardzo mi przykro, że muszę napisać o czymś, co strasznie mnie wkurza. O ustawie „Lex Pilot” czyli o tym, że rząd postanowił wszystkim obywatelom zaprogramować kanały w telewizorze. P.I.S. chce, aby we wszystkich odbiornikach na pierwszych pięciu numerkach znajdowały się stacje T.V.P. Co za perfidia i arogancja władzy  jednocześnie.

 Osobiście mam TVN24 ustawiony na jedynce, ponieważ lubię ten kanał więc tak mi najwygodniej.  Bardzo mnie denerwuje, że rząd pragnie sterować tym, co oglądam. Takie nieczyste zagrania partii „Prawo I Sprawiedliwość” są jak z powieści Orwella „Rok 1984”. Przejmując nasze piloty partia rządząca chce się  stać „Policją Myśli”.

 Na szczęście 6- ego marca tego roku odbędzie się wysłuchanie publiczne w tej sprawie. Mam nadzieję, że po tym terminie zaczną się protesty przeciwko tej antydemokratycznej ustawie, będącej czystą manipulacją wyborczą. Kaczyński, Morawiecki i reszta „Gangu Olsena” żartobliwe zwanego rządem chce nam na siłę wciskać swoją wizję świata i Polski. Nie ma na to mojej zgody!!! Arabela.  

Mój jubileusz i pożegnanie „Małego licha”

Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów. Uwaga, tekst wstawiony ze sporym poślizgiem. To jest wpis jubileuszowy z okazji dekady istnienia mojego bloga. Dlaczego piszę go w połowie grudnia, skoro urodziny obchodzę trzeciego? Już tłumaczę. W Mikołajki, trzy dni po urodzinach, popsuł mi się komputer. Czarny ekran, znikło wszystko wraz z tekstami w środku, jednym na konkurs i dwoma na bloga. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło; pod choinkę  dostanę nowy laptop ! Na razie piszę na komputerze zapasowym opowiadanie na konkurs,  już prawie gotowe a termin mam do Sylwestra, dam radę.

 Wracając do mojego jubileuszu gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że w wieku 35 lat ciągle będę pisać, nie wiem, czy bym w to uwierzyła. Jednak oprócz  działań na blogu dodatkowo stworzyłam Podcast.

 Długo się zastanawiałam, jak uczcić jubileusz? Na szczęcie wpadła mi w ręce nowa książka mojej ulubionej autorki Marty Kisiel „Małe Licho i krok w nieznane” . To piąty i zarazem ostatni tom serii „Małe licho” . Dla mnie jest to książka niezwykle sentymentalna, gdyż nawiązuje do „Dożywocia”, od  którego wszystko się zaczęło .

Gdybym miała określić tę powieść dwoma słowami, użyłabym zbitki świąteczny horror! Mimo, iż akcja powieści w wymiarze realnym dzieje się w marcu, to iluzja „Lichotki”, do której trafiają Bożek i Konrad, osadzona jest w realiach śnieżnej zimy i Bożego Narodzenia sprzed lat. Jak to określa jeden z bohaterów, krasnoludek o imieniu Herszt, „To na kilometr cuchnie brokatem i pocztówką z napisem „Wesołych świąt”. Niestety, przebywanie w tej żerującej na wspomnieniach iluzji obraca bohaterów w kamień i proch.  Czy z takiej uroczej pułapki mentalnej da się wyjść? Sprawdźcie sami, warto!

 Ps. Zanim skoczyłam pisać nastał styczeń 2023 i zdążyłam zachorować, ale zgłosiłam opowiadanie na konkurs literacki. Rozstrzygnięcie na Wielkanoc a  pod choinkę dostałam nowy komputer i kilka dobrych książek; tak więc w Nowy Rok wkraczam z nową nadzieją, czego i wam życzę.  Arabela.

Sopocka Gala Impresje

              Witka, oglądałam na koniec sierpnia „ Comedy fest”, kabaretową retransmisję gali z Sopotu. Widowisko składało się z dwóch części „Klub mistrzów” i „Szkło kontaktowe jubileuszowo”. „Klub mistrzów” bez sensu, bo składał się z prawie samych starych monologów ; tylko Jerzy Kryszak powiedział coś nowego, z gorzką ironią o zatrutej Odrze. Za to spektakl „Szkło kontaktowe jubileuszowo” był bez zarzutu, oddawał klimat audycji. Pragnę dodać, że nie jest to pierwsza teatralna wersja programu „Szkło kontaktowe”, kilka zostało zrealizowanych w teatrze „Szóste Piętro”. Jak już kiedyś pisałam „Szkło Kontaktowe” to mój ulubiony program publicystyczny. Nic więc dziwnego ,że jego sceniczna wersja przypadła mi do gustu.

               Najbardziej podobał mi się monolog Szymona Jachimka o tym, jak przyśnił
 mu się minister Czarnek w koszmarze erotycznym . W tym śnie nasz biedny bohater  obudził się nago w łóżku ministra edukacji i chciał go pocałować! Co za makabra, ja nie pocałowałabym ministra nawet za milion złotych!!! Serio.

              W spektaklu podobała mi się też „Loża szyderców” na wzór tej z „Muppetów”. W wersji „szklanej” w rolach dwóch zgryźliwych staruszków wystąpili Marek Przybylik i Henryk Sawka. O teatralnej wersji wspominam też w pilotażowym odcinku mojego Podcastu  p.t.” O kulturze i nie tylko” do wysłuchania na „Anchor” i „Spotyfy”, w planach kolejne odcinki. Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło do następnego wpisu.  Arabela.

„Nagle trup” lekarstwo na jesienną chandrę

Cześć wszystkim po drugiej stronie monitorów.  Uwaga, tekst z września wstawiony z poślizgiem!

Niedawno przeczytałam książkę Marty Kisiel „Nagle trup”.  Jakieś czas temu obiecałam, że napiszę o niej na blogu; słowo się rzekło, kobyłka u płotu.
„Nagle trop” kojarzy mi się „Lesiem” Joanny Chmielewskiej, oba utwory są silnie związane z miejscem pracy bohaterów . Humor jest nieco podobny. Różnica polega na tym, że „Lesio” kryminałem nie był a „Nagle trup” nim jest. Ponad to akcja utworu Marty Kisiel nie dzieje się w biurze architektonicznym, jak ma to miejsce w „Lesiu”  a w branży  wydawniczej, w której autorka pracowała, zanim została znaną i lubianą polską pisarką. Doświadczenia z tego okresu zmieniła w ten cudowny komediowy kryminał! W życiu czegoś takiego nie czytałam. Ta powieść jest tak zabawna, że umieracie ze śmiechu na długo przedtem, zanim dowiecie się, kto zabił.  Polecam jako antidotum na jesienną chandrę i rok szkolny. Jako ciekawostkę dodam, że Joanna Chmielewska wiele lat przepracowała w biurze architektonicznym a jej powieść „Lesio” też bawi do łez.  Arabela.

 P.s. na razie nie będę nagrywać podcastu, bo mnie gardło boli. Wrócę do pomysłu, kiedy będę zdrowa.

„Człowiek zwany Flinstonem”

                           Cześć, czy zastanawiało was kiedyś, jakby wyglądało zderzenie serii filmów o Bondzie z serialem „Flinstonowie”? Niezależnie od  odpowiedzi zaskoczę was; istnieje film, który odpowiada temu opisowi. Nosi tytuł „Człowiek zwany Flinstonem” i  świetnie się go ogląda. Dziwi mnie, że jest tak mało znany w Polsce. Po raz pierwszy zetknęłam się z nim dawno temu na kasecie V H S jeszcze w czasach świetności magnetowidów; teraz po latach przypomniałam go sobie dzięki stronie „C.D.A.”. Muszę przyznać, że sens był udany.

                           Szpiegowska otoczka czyni ten film wyjątkowym i stawia lubianych bohaterów w nowych sytuacjach. Co ciekawie film wyprodukowano w 1966 roku czyli po zakończeniu emisji serialu „Flinstonowie” w Stanach Zjednoczonych. Można więc śmiało ogłosić, że to pierwszy spin off tej serii. Co ciekawsze  film jest musicalem obfitującym  we wpadające w ucho piosenki!

                          Jak wiecie, istnieje teoria, że każdy z nas ma swojego sobowtóra . Fred Flinston też i to nie byle jakiego, jest nim słynny tajny agent Roko Żużel. Spotykają się w jednym szpitalu. Szpieg ma połamane wszystkie kości a próbuje schwytać groźnego przestępcę „Zielonego Gąsiora” .W tej podbramkowej sytuacji szef służb specjalnych prosi Freda o zrealizowanie misji swojego sobowtóra. W tym celu Fred korzystając z fałszywej tożsamości  udaje się do Rzymu i Paryża, podczas gdy prawdziwy agent  się kuruje.  Przed rodziną i przyjaciółmi Flinston musi jednak udawać, że to beztroskie wakacje w Europie. Czy to wykonalne? Przekonajcie się sami, warto!  Już w Sylwestra premiera nowego serialu o Flinsonach, nie mogę się doczekać. Arabela