Podsumowanie roku

Niespodziewanie nadszedł styczeń, zastał mnie przeziębioną. Wczoraj czyli w Sylwestra złapała mnie wirusówka, ironia losu, co? W dodatku mój grudniowy plan ofensywy pisarskiej spalił na panewce . W ramach rekompensaty robię podsumowanie roku. Może dołączę też plany noworoczne, chociaż wiecie jak to z nimi bywa. „Człowiek robi plany a Pan Bóg się śmieje”, trudno najwyżej pęknie ze śmiechu razem ze mną, kiedy będę czytać ten wpis za rok. Raz kozie śmierć, do odważnych świat należy! Ostatnie podsumowanie roku napisałam dwa albo trzy lata temu. Sama już nie pamiętam. Traktujcie ten wpis z przymrużeniem oka. Plany na Nowy Rok :
1. Zobaczyć „Krainę lodu 2” po polsku a nie w obcym języku,
2.Doczytać „Bridget Jones: szalejąc za facetem” i „Biegunów” ,
3 przeczytać książkę „Kosiarz” (kolejny tom „Świata dysku”, dostałam go pod choinkę).
Z planów to tyle, nie lubię robić ich za dużo. Pora na posumowanie. Rok 2019 był dość szalony i pełen zaskoczeń. Niedługo będę musiała zaktualizować plan noworoczny, ponieważ właśnie przeczytałam książkę Olgi Tokarczuk „Bieguni”. Być może w czytaniu pomogła mi choroba i antybiotyk, który teraz łykam a może nie? Tak czy siak, miniony rok w dużym stopniu upłynął mi na odkrywaniu twórczości Olgi Tokarczuk. Za sprawą książek: „Dom dzienny, dom nocny”, „Bieguni”, „Prawiek i inne czasy” zaprzyjaźniłam się z dziełami autorki. Pomiędzy kolejnymi książkami naszej noblistki czytałam też inne utwory np. „Toń” Marty Kisiel i „Fluff” Natalii Osińskiej oraz „Wigilijny pech” Magdaleny Kubasiewicz. Dużo frajdy sprawiła mi trylogia Rogera Zelaznego „ Konkurs Milenijny”, podczas gdy „Kroniki Amberu” pozbawione ironii poprzedniej serii już nieco mniej. Odkrycie muzyczne: płyta z piosenkami z „Krainy lodu2”i „Grosza daj wiedźminowi” . Odkrycia filmowo-serialowe:” Toys story 4”, ”Jak wytresować smoka3, „Mandalorian” czyli historia małego Yody, „Mroczne materie” oraz „Wiedźmin” w nowej odsłonie. Życzę wam Szczęśliwego Nowego Roku 2020 a sama wracam do kurowania się i nadrabiania serialu „Gra o tron”, ponieważ nie mam nic lepszego do roboty! Arabela.

Zimowa powieść Marty Kisiel na koniec roku

Cześć, mamy już prawie koniec grudnia i Sylwester za pasem, co oznacza, że to mój ostatni wpis w tym roku. Minęły kolejne urodziny i rocznice prowadzenia bloga. 3-ego grudnia stuknęło siedem lat od początku mojej wirtualnej przygody i jak na razie nic nie zapowiada jej końca! W wieku dwudziestu pięciu lat nie zakładałam , że siedem lat później nadal będę miała o czym pisać. Dobrze, że się myliłam. Nadal mam natchnienie. Tym razem zainspirował mnie prezent urodzinowy, nowa powieść Marty Kisiel „Małe Licho i anioł z kamienia”. To kontynuacja „Małego Licha i tajemnicy niebożątka” książki, która zachwyciła mnie rok temu (pisałam o niej z okazji poprzednich urodzin). W takich wypadkach zawsze pojawia się pytanie czy druga część nas oczaruje czy rozczaruje? Ja jestem oczarowana. Po pierwsze książka jest w klimacie zimowym a to moja ulubiona pora roku. Akcja utworu dzieje się w okresie świąteczno- noworocznym. Drugim plusem książki jest powrót bohaterów „Oczu urocznych”, nie całkiem żywej doktor Ody i słodkiego diabełka Bazyla, który chcąc nie chcąc sprowadza wszystkich na manowce. Jak ktoś to trafnie napisał na tylnej okładce „W tej powieści spotykają się stara i nowa Lichotka”. Wszystko przez ospę, której dostało Licho i zaraziło nią cały dom, nawet Krakersa! Z powodu tej zarazy Bożek i Tsadskiel muszą jechać na ferie do cioci Ody, co staje się początkiem wielkiej przygody. Spotkanie anioła pedanta z figlarnym czortem to mieszanka wybuchowa. Jesteście ciekawi, co było dalej? Biegnijcie do księgarni i to już. Arabela. Ps. Z całego serca gratuluję nagrody Nobla Oldze Tokarczuk. P.S.2. Wesołych świąt i Szczęśliwego Nowego Roku 2020!

Życie płata figle

Witka wszystkim po drugiej stronie monitorów. Z powodu bogatego życia towarzyskiego wrześniowy, wyjazdowy wpis zamieszczam z poślizgiem. Jestem na wakacjach w Darłówku. Aura nie rozpieszcza więc mam czas na pisanie. Chwilami nawet oprócz deszczu pada grad. Z powodu pogody pod psem oraz bólu kręgosłupa taty nie łażę na spacerki plażą, za to mam dużo czasu na oglądanie H.B.O. i czytanie książek oraz Netflix. Ogólnie mówiąc dopadła mnie jesień. Do tego się przeziębiłam. Dzięki wyjazdowi nad morze przeczytałam do końca książkę Olgi Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny” oraz dwa kolejne tomy serii „Kroniki Amberu”: ”Znak jednorożca” i ”Ręka Oberona”. Po za tym prawie kończę oglądać nową „Sabrinę” na Netflixie. Oprócz tego czytam książkę Natalii Osińskiej „Fluff. ” Nie do końca tak wyobrażałam sobie mój wyjazd ,ale nie czuję się zawiedziona. Gorzej z mamą i tatą. Tata naciągnął sobie mięsnie brzucha i nie mógł posadzić mnie na wózku a mama żałowała, że nie mogę wyjść na dwór. Ja mimo tych perypetii szukałam plusów wyjazdu. To moja skromna lista: pyszne gofry, przeczytane książki między innymi „Fluff”. Fajne filmy: „Kubuś i hefalumpy” , „Mała czarownica” ,”Ralph Demolka w Internecie”, Merry Popins powraca”. Zamiast wakacji z naturą wyszyły z kulturą. Życie płata figle. Pozdrowienia z Darłówka Arabela.

Animacja „Biedronka i Czarny Kot”

Cześć, jest już wrzesień co dla mnie oznacza wyjazd nad morze czyli wakacje . Nie wiem, czy w trakcie moich wojaży będę miała czas na pisanie? Może być różnie. Dlatego korzystając z faktu ,że jestem jeszcze w domu, podzielę się z wami moimi przemyśleniami na temat serialu animowanego pod tytułem „Biedronka i Czarny Kot” . Już od jakiegoś czasu mam na to ochotę. Czujni czytelnicy wiedzą , że to moje drugie podejście do tematu. Dawno temu, jeszcze na starym komputerze napisałam poprzedni tekst o pierwszym sezonie „Biedronki i Czarnego Kota”, ale nigdy się nie ukazał. Moja strona miała wtedy awarię, przez miesiąc nie mogłam jej używać. Zła na sytuację wykasowałam z brudnopisu wpis o „Biedronce” i długo nie wracałam do sprawy. Wszystko zmieniło się niedawno, kiedy zobaczyłam drugi sezon serialu. Niepozorna produkcja nabrała rumieńców. Ta opowieść jest inspirowana komiksami o super bohaterach, widać to na każdym kroku. Nasi nastoletni bohaterowie Marinnette i Adrien, uczniowie szkoły w Paryżu, gdy ich miastu grozi chaos i destrukcja, za pomocą magicznej biżuterii przemieniają się w Biedronkę i Czarnego Kota. Wrogiem tego zespołu jest Władca Ciem ,który karmiąc się złymi emocjami mieszkańców Paryża zmienia ich w złoczyńców. Z czasem do tytułowych bohaterów dołączają nowi super bohaterowie: Lisica , Królowa Pszczół, Pancernik. Władca Ciem też dostaje wsparcie w postaci pięknej i tajemniczej Pawicy. Choć fabuła poszczególnych odcinków jest nieco schematyczna, to wynagradza to piękno rysunków zarówno postaci jak i widoków Paryża. Wątek miłosny tytułowej pary komplikuje fakt, że nie potrafią rozpoznać się w maskach wojowników, co jest często spotykanym motywem komiksowym. Do niedawna serial można było oglądać tylko na kanale „Disney Chanel”, potem pojawił się na „Netflix” (bez polskiej wersji językowej).Jeśli nie macie telewizji kablowej ani satelitarnej, mam dobrą wiadomość. Od poniedziałku drugiego września serial będzie emitowany na kanale „Puls2”. Myślę , że to fajny pomysł na osłodę roku szkolnego. Pozdrawiam, Arabela.

Tęczowa Jeżycjada

Witka wszystkim, jestem w szoku. Zamieszki na „Marszu Równości” w Białymstoku są dla mnie niepojęte. Jak można w kogoś rzucać kamieniami i butelkami z moczem z powodu innej orientacji seksualnej? Czy my żyjemy w średniowieczu? Nie godzę się na taki świat, skrót L.G.B.T. nie gryzie! Zgadzam się z Robertem Biedroniem, każdy człowiek homo i hetero ma konstytucyjne prawo żyć normalnie. Dlatego tak ważne są książki promujące tolerancję, akceptację i zrozumienie dla inności. Taką powieścią jest „Fanfik” Natalii Osińskiej . Główna bohaterka Tosia z pozoru jest zwykłą nastolatką. Ma problemy w szkole, pisze fanifiki w Internecie, tęskni za mamą , która umarła kiedy Tosia była mała. W trakcie lektury okazuje się ,że Tosia jest osobą transseksualną. Fizycznie jest dziewczynką ,ale czuje się chłopcem, dlatego zaczyna mówić o sobie Tosiek oraz ubierać się po męsku. W tym czasie poznaje Leona, który ukrywa, że jest gejem (nikt w nowej szkole o tym nie wie). Tosiek i Leon to duet jedyny w swoim rodzaju, to oni sprawiają, że od „Fanfika” nie sposób się oderwać! Oczywiście w powieści występują również dorośli bohaterowie, między innymi Marcin, tata Tośka i ciocia Tośka Idalia. Nie dziwię się, czemu seria ,którą zapoczątkował „Fanfik”, często nazywana jest przez internautów „Tęczową Jeżycjadą” a pani Natalia Osińska zyskała przydomek „Nowej Musierowicz”. To porównanie ma sens nie tylko dlatego ,że obie autorki są z Poznania i tam umieściły swoich bohaterów. Chodzi o coś więcej, talent do wyczuwania problemów młodzieży. Ja polubiłam twórczość Natalii Osińskiej do tego stopnia, że właśnie kupiłam sobie jej trzecią książkę p.t. „flulff” . Wam polecam „Fanfik”. To może być nie tylko początek fajnej, literackiej przygody, ale też większej akceptacji dla osób L.G.B.T. Pozdrawiam Arabela.

Ekranowe powroty

Cześć. Kiedy trzy lata temu zamieściłam wpis pod tytułem „Recepta na sukces- dobry pomysł to stary pomysł” myślałam , że popkulturowe powroty to fenomen jednego roku. Teraz widzę, że się pomyliłam, ponieważ ten trend nie tylko nadal trwa, ale też bujnie się rozwija. Dlatego zajmuję się ponownie tym zjawiskiem . Pierwszy z brzegu przykład to nowy „Król lew”, który zawitał do kin w 25 lat po premierze animowanego pierwowzoru. Wersja z realistycznymi zwierzętami w animacji komputerowej. Kolejne powroty od wytwórni Dysney to między innymi:” Toys story 4” (premiera w kinach sierpień), „Kraina lodu2” , „Czrownica2” i wiele innych, ale nie tylko Disney uczestniczy w wyścigu nostalgii! Ekranowe powroty zagościły też na Netfix, gdzie można zobaczyć remake serialu „Dynastia” oraz mroczną odsłonę przygód czarownicy „Sabriny” a wkrótce ma się pojawić nowy serial „Wiedźmin”. To nie koniec, w tym roku wracają jeszcze: „Muminki, „Klub Winx”, „Tom i Jerry”, „ Scubby- Doo , „Jetsonowie, „Flinstonowie”, „Shrek” . To, co stare wraca do łask a gdzie przestrzeń na nowe pomysły? Qwo Vadis kulturo? Dlaczego od trzech lat świat kina i telewizji działa jak bumerang? Nie mam pojęcia. Chyba ,że bohater filmu „Rejs” miał rację mówiąc „Lubimy tylko te piosenki, które dobrze znamy”. Może to wynika ze strachu przed podejmowaniem ryzyka? Żyjemy w niepewnych czasach; zmiany klimatyczne, powszechne migracje, epidemia populizmu tworzą atmosferę zagrożenia i nie sprzyjają ryzyku. Może zwykła pogoń za zyskiem sprzyja inwestowaniu jedynie w sprawdzone pomysły? Czy raczej to skutek zanikania piśmiennictwa w czasach wszechobecnej kultury obrazkowej, wymagającej mniejszego zaangażowania wyobraźni? Tu i teraz czyli w lecie roku 2019 zdanie „Lubimy tylko te piosenki ,które dobre znamy” trafnie opisuje obecny stan kultury popularnej! To zarazem fascynujące i niepokojące. Pozdrawiam Arabela.

„Siódmy syn”

Cześć przyjaciele, początek czerwca był dla mnie trochę męczący, ponieważ byłam mocno chora i brałam antybiotyk. W trakcie mojej walki z wirusem pokazałam światu wpis o „Oczach urocznych”, tak na pocieszenie. Teraz, skoro jestem już zdrowa, opowiem wam o powieści „Siódmy syn”, której autorem jest Orson Scott Card. To moje drugie spotkanie z tym amerykańskim twórcą fantastyki; pierwszym były przeczytane lata temu (zanim założyłam blog) „Glizdawce”. Po tej lekturze przez długie lata nie miałam cienia ochoty na ponowny kontakt z twórczością tego pisarza, ale w Dzień Dziecka mama podarowała mi „Siódmego syna” i poprosiła mnie o przeczytanie tej fantastyki. Posłuchałam i nie żałuję mimo ,że nie wiem czy będę czytać kolejne tomy serii „Opowieści o Alwinie stwórcy”? Pożyjemy, zobaczymy? Dwie rzeczy, które sprawiają ,że „Siódmy syn” jest specyficzny są to: alternatywna historia Ameryki związana z wydłużeniem przez autora długości życia Olivera Cromwela oraz wszechobecna w codziennym życiu mieszkańców magia. Ta mieszanka wybuchowa czyni powieść nieprzewidywalną i oryginalną! Na kartach powieści pojawiają się znane postacie historyczne takie jak: Benjamin Franklin, Napoleon Bonaparte, Aleksander Hamilton (w świece książki prezydent Stanów Zjednoczonych) oraz wiele innych ze zmienionymi w różnym stopniu życiorysami. Kolejne ciekawe motywy w książce to: przywodzący na myśl ekranizacje komiksów konflikt Alwina z wrogiem Niszczycielem oraz spór światopoglądowy: czary kontra religia. Z tych względów polecam książkę i czekam na film na jej podstawie. Może są na to szanse skoro sfilmowano „Grę Endera”? Na koniec ciekawostka literacka Terry Pratchett sparodiował powieść „Siódmy syn” w swojej książce „Czarodzicielstwo” ,którą też polecam. Pozdrawiam Arabela.

„Oczy uroczne”

Cześć wszystkim przed ekranami komputerów. Zanim przejdę do tematu tego wpisu powiem, o czym pisać nie zamierzam. Ani słowa na temat: „Gry o tron”, filmu „Tylko nie mów nikomu” oraz o tęczowej aureoli Matki Boskiej ! Te tematy znajdziecie na innych stronach. Zamiast tego opowiem wam o nowej książce Marty Kisiel „Oczy uroczne”. Moja ulubiona autorka znowu mnie zaskoczyła. „Oczy uroczne” okazały się bardziej mroczne od „Dożywocia” oraz „Siły niższej”. W tej książce nie występują, znani z wyżej wymienionych powieści Konrad, Licho ani Krakers. Wracamy za to do bohaterów z opowiadania pod tytułem „Szaławiła”: Ody, Rocha i Bazyla czyli najsłodszego małego czorta, o jakim kiedykolwiek czytaliście! Zarówno Oda jak i Roch są na poły ludźmi, na poły istotami magicznymi, związanymi z folklorem słowiańskim.. On płanetnikiem i ogrodnikiem, ona wiłą i lekarzem zarazem . Oda włada wiatrem (trochę jak Elsa z „Krainy lodu”) a Roch kontroluje chmury. Pasują do siebie nie tylko z powodu kompatybilności swoich mocy. Akcja utworu rozgrywa się w okresie przesilenia zimowego, który jest najmroczniejszym czasem w roku. W okolicy pojawia się Zaraza wraz z towarzyszącym jej orszakiem oszalałych, żądnych krwi upiorów czyli homenem. Wśród nagrobków przemyka demon cmentarny Ossa, a topielice z pobliskiego jeziora wabią swym śpiewem. Na życie i dusze zarówno naszych bohaterów jak i okolicznych mieszkańców dybią siły nadprzyrodzone. Kto będzie ich sprzymierzeńcem a kto wrogiem, gdy nic nie jest takie, jakie się wydaje? Jeśli ciekawi was, jak zakończy się słowiańskie starcie dobra ze złem, koniecznie przeczytajcie „Oczy uroczne”. Wciągają jak dobry krryminał! Polecam Arabela.

Świat dorosłych oczami dzieci -„Seria niefortunnych zdarzeń”

Nie dawno obejrzałam serial „Seria niefortunnych zdarzeń”. Sięgnęłam po niego pod wpływem filmu pełnometrażowego o tym samym tytule, książek nie czytałam, może w przyszłości? Z tego, co mówił w swoim omówieniu literackiego pierwowzoru Paweł z kanału „P42”, książki też są intrygujące. Mnie niestety ominęły, za to w serial się wciągnęłam. O ile w filmie kinowym z 2004 roku historia sierot Baudleraie jest dość krótka i relatywnie nieskomplikowana, to wersja serialowa obfituje w dodatkowe wątki i wielopoziomowe sekrety. Film obejmował tylko pierwsze trzy tomy cyklu a Lemony Snicket (autor ) zajmował się pisaniem kolejnych tomów i być może sam jeszcze nie wiedział. jaki będzie koniec serii, natomiast serial jest adaptacją wszystkich trzynastu książek! To mroczny świat dorosłych pełen chciwości, okrucieństwa i zbrodni, z którym mierzą się osierocone dzieci. Główni bohaterowie Wioletka, Klaus i Słoneczko tracą rodziców w podejrzanych okolicznościach w wielkim pożarze ich domu. W wyniku tej tragedii dziedziczą fortunę. Sieroty trafiają do domu hrabiego Olafa, który pragnie ich majątku a dzieci są przeszkodą na drodze do zdobycia go. Wymyślne próby unicestwienia bogatych małolatów to dopiero początek ich kłopotów. Co dziwne w serialu parokrotnie pokazano , że rodzice bohaterów przeżyli pożar, zostali porwani a obecnie szukają swoich dzieci. Jeśli macie ochotę zobaczyć, jakie jeszcze niefortunne zdarzenia spotkały Wioletkę, Klausa i Słoneczko, włączcie Netflix. Pamiętajcie tylko, oglądacie na własne ryzyko! Arabela.

Seriale jak narkotyk?

Witka wszystkim.  Od jakiegoś czasu walczyłam z kaszlem i katarem,  typowe,  zimowe przeziębienie. Już  wyzdrowiałam,  dlatego mam siłę pisać. Tym razem do sięgnięcia po klawiaturę nie skłonił mnie film,  serial ani sztuka teatralna!  Impulsem do pisania okazał się artykuł pt. ”Wróć do swego życia”, który przeczytałam  w miesięczniku „Twój styl” (numer marcowy 2019).  Tematem artykułu było uzależnienie od oglądania seriali. Zastanawiałam się czy ta przypadłość mnie dotyczy? Jakie są symptomy? To interesujący problem do rozważenia , ponieważ seriale są obecnie bardzo modne. Może dlatego w artykule nazwano je „narkotykiem narracyjnym” ?                     Mój stosunek do seriali jest niejednoznaczny.  Z  jednej strony filmy pełnometrażowe są wygodniejsze,  gdyż zajmują mniej czasu i nie wymagają od widza systematyczności w oglądaniu.

Z drugiej strony opowieści w odcinkach zawierają więcej szczegółów  oraz pozwalają  nam zżyć się z ekranowymi postaciami. Ponawiany zarzut o słabą grę aktorską można równie dobrze postawić niskobudżetowym horrorom lub komediom.  W cenionych serialach często grają wybitni aktorzy, którzy tworzą niezapomniane kreacje.

Od kiedy korzystam z serwisu internetowego „Netflix” oglądam więcej seriali niż kiedyś.  Mogę wyznać, że unikam  kultowej  „Gry o tron”( wolę wersję literacką),  jak dotąd obejrzałam  pierwszy sezon. Może kiedyś nadrobię pozostałe ? Teraz oglądam serial „Seria niefortunnych zdarzeń” (jestem przy drugim sezonie z trzech).  Niedawno oglądałam też serial animowany pt.”Hilda”, o którym napiszę osobno, ponieważ jest intrygujący.  Trochę przypomina „Wodogrzmoty małe”, ale ma własny styl.  O „Serii  niefortunnych zdarzeń” też napiszę (jak skończę ją oglądać).

Z filmowych produkcji ostatnio obejrzałam dwie polskie warte polecenia: „Kler” Smarzowskiego  i „Zimną wojnę” Pawlikowskiego.  Nawiasem mówiąc chyba nie traktuję seriali jak nałogu albo tak mi się wydaje? Pozdrawiam Arabela.